niedziela, 12 kwietnia 2009

T jak tolerancja

Pokazywałam Poznań Amerykance, która pierwszy raz przyleciała do Polski. W drodze z dworca do hotelu przejeżdżałyśmy obok dawnej synagogi przy ul. Wronieckiej. Pokazałam ten budynek, opowiadając jego historię: gdy przez dziesięciolecia, również w wolnej Polsce, był miejską pływalnią. Najpierw Amerykanka była przekonana, że się pomyliłam (poziom mojego angielskiego nie był wiarygodny). Gdy powtórzyłam, a wymowę wzmocniłam odpowiednim wsparciem rąk, zaniemówiła. Powiedziałam, że dopiero teraz – kilkanaście lat po zmianie systemu w Polsce i 60 lat po wojnie zamknięto pływalnię, a Żydzi otrzymali ten budynek i planowana jest jego rewitalizacja.

Następnego dnia poszłyśmy do chluby Poznania – wspaniale odnowionej fary. Amerykanka kontemplowała przez dłuższą chwilę wnętrze świątyni, po czym szepnęła: – Wyobraź sobie, że z tego kościoła zrobiono by basen.

W jak wolność

Rodzice chcą wyciąć rząd choinek w swoim ogrodzie – posadzili je 12 lat temu, by ozdobić brzydki wówczas płot. Po latach zobaczyli, że nie było to dobrym posunięciem. Chcą zamieć choinki na jakieś krzewy, które w obsłudze i pielęgnacji nie będą wymagały tylu sił i nakładów pracy.
Ale w gminie, o której mowa, nie wolno ot, tak sobie w ogrodzie wycinać drzew, które nie są owocowymi i mają powyżej pięciu lat. Pisemny wniosek musi rozpatrzyć urząd miasta. I odbyć wizję lokalną, by ocenić estetyczne konsekwencje pomysłu rodziców na ich działce.
„Czyńcie sobie ziemię poddaną”?

W tym samym czasie w innym kraju naszej europejskiej wspólnoty, słynącej z liberalnego prawa aborcyjnego Wielkiej Brytanii, daje się, czy raczej ułatwia na dotąd niespotykaną skalę, wybór nastolatkom co do zabijania nienarodzonych dzieci. Zapowie-dziano bowiem przełomową nawet w historii tego kraju liberalizację prawa reklamowego: mają zostać dozwolone reklamy doradztwa antykoncepcyjnego i aborcyjnego, de facto również klinik przeprowadzających aborcję. Odpowiednie urzędy i władze tłumaczą to potrzebą edukacji seksualnej nastolatek z powodu zatrważającej, największej dotąd liczby ciąż wśród dorastających dziewczynek. Wiedząc o takich miejscach i mając do nich łatwiejszy dostęp, nastolatki mają dokonywać wyboru… Nie będąc nawet pełno-letnimi, a często i w pełni dojrzałymi.

P jak post i pokora

Wielki Post. Ubywa kopert na daninę diecezjalną w naszym kościele.

Gdy pierwszy raz usłyszałam o „propozycji” wysokości czynszu poznańskiej kurii dla publicznej szkoły przy ul. Głogowskiej, byłam przekonana, że to sensacja godna najlepszych bulwarówek; że na pewno ktoś szuka skandalu. Puściłam mimo uszu.
Gdy doniesienia nie tylko zaczęły się powtarzać, ale dochodziło więcej faktów – wprawdzie donoszonych tylko przez media, nie przez kurię, przecierałam oczy ze zdumienia. Czynsz rzędu 30 zł za metr kwadratowy szkoły dla miasta, podczas gdy Kościół wynajmuje pomieszczenia od miasta dla swojej szkoły za kwotę… 2 zł za metr kwadratowy, musi robić wrażenie, nawet jeśli szukać usprawiedliwienia w potrzebie dużych inwestycji itp. (czego notabene nie słyszałam).
Ale czekałam, aż usłyszę wyjaśnienia nowego-starego właściciela budynku – strony kościelnej. Owszem, pojawiały się jakieś, ale mgliste, niejasne – nie wytrącały orężu z ręki atakujących już nie tylko mediów, ale i nauczycieli, rodziców i samej młodzieży. Zabrakło jasności, udowodnienia, że nie chodzi o łatwe wzbogacenie się Kościoła.

Gdy przeczytałam słowa abpa Gądeckiego komentujące wagary młodzieży, podczas których zorganizowała protest pod pałacem biskupa, oniemiałam. Tak lekceważącej postawy wobec młodych, ale dojrzałych lub dojrzewających uczniów nie spodziewałam się od głowy poznańskiego Kościoła. Zrobiło mi się smutno.
W latach 50. wyrzucano Kościół ze szkół. W 2009 r. Kościół wyrzuca szkołę na bruk. Nawet jeśli zapewnia, że nie to jest jego celem.

PS Ostatecznie miasto ma się porozumieć z kurią co do wymiany budynkami: do czasu zamknięcia formalności kuria zgodziła się na obniżenie czynszu do poziomu, jaki sama płaci za budynki dzierżawione od miasta. Niemniej konsensusu w sprawie budynku szkoły muzycznej (dotkniętej tym samym problemem) do dnia zakończenia tego numeru pisma nie udało się osiągnąć – ogłoszono wyprowadzkę szkoły w 2010 roku.