sobota, 13 marca 2010

Kiedyś było łatwiej

Wszystkich, którzy obawiają się peanu na część PRL-u śpieszę poinformować, że tytuł bynajmniej nie do tego pije. Ja nie z tego pokolenia ;)
Kiedyś było łatwiej pościć. I nie mam na myśli zamierzchłej przeszłości z dzieciństwa pradziadków, lecz jedynie lata swojej szkoły średniej, studiów. Jeszcze w tamtych latach (90.), już po zmianie ustroju, w wolnej Polsce, gdy antyklerykalizm przybierał na sile, w szkołach rodzice toczyli boje o krzyże, młodzieży szybko przestała się podobać katecheza w szkole, było więcej sposobności do wspólnotowego przeżywania Wielkiego Postu. W tym czasie było więcej ducha wyciszenia, o tym czasie nie dało się zapomnieć. A nawet jak jakiemuś mniej gorliwemu katolikowi zdarzyło się Wielki Piątek zacząć od parówek na śniadanie, to oczywistym było mu zwrócenie uwagi, nie narażając się na wyśmianie. U przyłapanego na gorącym uczynku pojawiał się raczej rumieniec wstydu niż wymowny gest wzruszenia ramionami.

W tamtych czasach, w ogóle w mniejszym mieście, nie było tyle pokus, co dziś: koncerty (rockowe, popowe, dyskotekowe imprezy) odbywały się 2-3 razy w roku i organizatorzy raczej pilnowali, by nie był to okres Wielkiego Postu; imprezy plenerowe dopiero raczkowały, a i to w sezonie lata, a żaden nastolatek, nawet ten deklarujący swój młodzieńczy sprzeciw wobec Kościoła, nie odważył się wyprawiać osiemnastki w okresie tych 40 dni czy, jeszcze wtedy, w postnym Adwencie.
Dziś karnawał jest stanem ciągłym. By się o tym przekonać, wystarczy wejść do jakiegokolwiek centrum handlowego. Ba, wystarczy wyjść na ulicę, a w środę popielcową popatrzeć na ruch przy budkach z hot-dogami…

Mam więc wrażenie, że bycie dziś młodym katolikiem w tymże katolickim kraju jest trudniejsze i wymaga (większej) odwagi. Bo choć represje nam nie grożą, to dezaprobujące uśmiechy lub ironiczny uczestnictwa w klubowej imprezie – owszem.
Tym większy szacunek dla tych, którzy dobrowolnie decydują się na rekolekcje w postaci dni skupienia, o których Katarzyna Solarek w najnowszym numerze „Ja Jestem Zmartwychwstaniem”. Polecam. Nie tylko tekst.

1 komentarz:

  1. Niestety instytucja postu i poszczenia przeżywa obecnie ogromny kryzys. W społeczeństwie konsumpcyjnym po prostu nie ma niego miejsca. Wszyscy gonimy codzienni coraz szybciej i coraz szybciej. Przypomina to inscenizację przedstawioną przez grupę Galilea w której po coraz szybszym wykoanywaniu tych samych czynności (spanie, praca odpoczynek, spanie praca ...) nagle przychodziła śmierć.
    Kiedyś śluby brano w soboty a piątki nie były dobrym do tego czasem, a dziś z uwagi na brak lokali jest to dopuszczalne.
    Osobiście słyszałem nawet o ślubie (cywilnym) wraz z przyjęciem weselnym w Wielki Piątek. Więc pozostaje pielęgnować tradycje wielkopostne w domach rodzinnych i patrzeć jak "idzie nowe Panie idzie nowe..."
    Pozdrawiam
    Jacek

    OdpowiedzUsuń