środa, 17 marca 2010

Mój Kościół

Przyglądając się wizerunkowi polskiego Kościoła w tzw. opinii publicznej i w mediach można doznać rozdwojenia jaźni – jedni trwają w nagonce, interesując się głównie cieniami lub wręcz grzechami Kościoła, inni dumnie zadzierają nosa i nie zniżają się do poziomu dyskusji z kimkolwiek (bo nikt nie jest w stanie wytrącić ich z ich jedynego słusznego pojmowania Kościoła), odbierając przy tym każdą informację o Kościele spoza Kościoła za atak nań. Trudno w takim kotle czasem o zdrowy rozsądek czy dystans i uniesienie się ponad trwające spory. Nietrudno za to poddać się któremuś z nurtów i płynąć z nim, bo z nurtem łatwiej.

Ks. Andrzej Lutter w na łamach poprzedniego (11.) numeru „Tygodnika Powszechnego” (z 14 marca 210) w artykule „Kościół z ludzką twarzą” trafnie ujął swoją – ale na pewno szerzej przyjętą – definicję Kościoła otwartego, o którym niewątpliwie i w jednych, i w drugich wyżej wspomnianych kręgach za dużo się nie mówi. Cytuję myśli kilka, które najbardziej przypadły mi do gustu, bo najbliższych mojemu poglądowi na Kościół dziś.
Kościół otwarty to Kościół o ludzkiej twarzy, miłosierny, odważny, nieszukający swego, mądry, cichy, choć »głośny« w głoszeniu zasad prawdziwie ewangelicznych, i skromny… (…)
Widzę żywą tkankę takiego Kościoła także w Polsce: cierpliwa posługa w konfesjonale wielu mądrych księży, dobra liturgia, służba biednym i wykluczonym, towarzyszenie chorym i umierającym, apostolstwo wśród poszukujących… Ale w debatach publicznych, a także w zwykłych rozmowach dominuje obraz Kościoła sklerykalizowanego, zajętego czymś innym: umocnieniem socjologicznego, prawno-politycznego i materialnego stanu posiadania, posługującego się językiem patriarchalnym, językiem nakazów i konfrontacji, a nie językiem wolności i dialogu.
Można się buntować i uznać, słusznie poniekąd, taki obraz Kościoła za wykrzywiony i niesprawiedliwy. Istnieją przecież ideolodzy, którym samo istnienie Kościoła uwiera (…). Należałoby się po prostu zastanowić, dlaczego wizerunek triumfalistyczny i fundamentalistyczny wygrywa w przestrzeni publicznej z wizerunkiem otwartym. Może jednak dajemy powody takich uogólnień?
(…)
Katolicyzm otwarty powinien być zatem postawą, która dąży do zrozumienia współczesnego świata z jego problemami w sposób empatyczny, pełen miłosierdzia i pokory, ale też odwagi do działania. Nikt nie rozumie do końca tego, co dziś się dzieje ze światem, a dzieje się dużo i szybko, ludzie raczej »spalają się« w możliwościach, jakie daje świat, bez refleksji; sami często czują się opuszczeni i brakuje im właśnie zrozumienia. I to jest wyzwanie dla katolika otwartego – wyjść światu i ludziom naprzeciw, rozmawiać z nimi, nie potępiając z góry. W ogóle nie potępiając! Nie oznacza to, że mamy zmieniać naszą postawę czy system wartości pod wpływem tego, jak zmienia się świat. Przeciwnie, bazując na wierze i wartościach chrześcijańskich i na całym bagażu nauczania Kościoła, który mamy, powinniśmy starać się zrozumieć innych i jednocześnie pomagać im, zachowując proporcje między zrozumieniem a działaniem.

Czy wkoło siebie, współczesny apostole, nie widzisz wyzwań? W osobie znajomych, przyjaciół, w rodzinie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz