piątek, 12 marca 2010

Niepokorni

Nie mam wątpliwości, że nie można milczeć wobec aborcji, a pomysły na liberalizację prawa antyaborcyjnego trzeba piętnować. Nie oburzam się na nazywanie rzeczy po imieniu i mówienie o zabijaniu nienarodzonych. Ale mówię veto festiwalowi krzyków i protestów „Gościa Niedzielnego”, którego postawa – zwłaszcza w okresie Wielkiego Postu – bardzo mnie zasmuciła.

Oburzyło mnie publiczne napiętnowanie kobiety, która przyznała się do swojego dylematu, którego każdy redaktor gazety powinien raczej jej współczuć, jak już nie starać się zrozumieć. Która stanęła wobec pytania: trzecie dziecko czy życie moje jako matki dwójki już żyjących dzieci. Która szukała pomocy w podjęciu decyzji u lekarzy, szukała wsparcia, również takiego, które pozwoliłoby jej spokojnie utrzymać ciążę i wymodlić jej dobry koniec. Kobiety, która wytknęła polskiemu prawu niekonsekwencję i braki ustawodawcze.

Można wyśmiewać wyrok Trybunału w Strasburgu, choć lepiej z nim dyskutować, zastanawiając się ponownie nad kształtem polskiego prawa – to wyższa klasa dyskursu od ironicznych wstępniaków ad personam (do tego wobec osoby, która prawa NIE ustanawiała). Ale nie zgadzam się, byśmy jako członkowie Kościoła katolickiego wydawali wyrok na konkretne osoby i porównywali je do zbrodniarzy hitlerowskich. Osądzali je za życia, wykorzystując do tego łamy archidiecezjalnego pisma. Zapominając, że Kościół nigdy nie składał się wyłącznie z Maksymilianów Marii Kolbe.
Chrystus używał często mocnych słów. Ale czy takich? Czy nazwał Marię Magdalenę ladacznicą? (Choć porównaniu temu daleko do doktora Mengele i innych hitlerowców). Czy rzucał w nią kamieniem? Czy wzywał innych do tego? Czy to nie Chrystus zabronił stosowania miecza wobec niesprawiedliwych?

Czy postawa „Gościa Niedzielnego” i przychodzących mu w sukurs biskupów zachęci jakąkolwiek kobietę, która ma na sumieniu tak okropny czyn, jak zabicie dziecka, do spowiedzi, nawrócenia? Czy na takim zachowaniu właśnie Kościołowi zależy? Mnie, jako członkowi tej Wspólnoty, nie. Dlatego chciałabym, by wszyscy (chrześcijańscy) komentatorzy ostatniego wyroku sądowego przynajmniej w Wielkim Poście pochylili głowę w pokorze lub spojrzeli na Krzyż i wyciągnęli rękę na zgodę, zamiast podważać wyroki i toczyć kolejne spory przed sądem. Lepiej przekazać wyrzucone w ten sposób pieniądze na antyaborcyjną edukację uczącą miłości do dziecka od poczęcia albo na pomoc materialną dla matek (nie tylko tych, co idą do sądu), które urodzą dzieci po ciąży zagrażającej życiu czy zdrowiu, a w wyniku swego bohaterstwa np. stracą wzrok. I wreszcie – by członkowie naszej Wspólnoty przestali lansować swoją elokwencję, wycierając sobie usta nazwiskiem jednej kobiety. I jej trójki żyjących dzieci!

PS Zainteresowanym zgłębieniem całego tematu, do którego tu się nie odnosiłam, polecam zwłaszcza tekst ks. Adama Bonieckiego "Dziesięć myśli w sprawie jednego wyroku:

6 komentarzy:

  1. Witam,

    1. mam wrażenie, że napisała Pani ten tekst na podstawie medialnych relacji nie sięgając do źródeł, a w szczególności dokładnego przedmiotu sporu między GN a panią 1000. np tu: http://goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1268256923&dzi=1207763630&idnumeru=1268255733
    2. należy pamiętać, że pani Tysiąc stałą się twarzą polskich ruchów proaborcyjnych (nie mylić z feminizmem bo przecież chcą zabijać też dziewczynki ) i obecnie stroną sporu nie jest już osoba fizyczna, ale de facto lobby "prawa do zabijania".
    3. Sam wyrok Trybunału urąga sprawiedliwości: wg relacji jednego z sędziów w aktach są opinie ośmiu specjalistów, mówiące o braku związku między ciążą a pogorszeniem wzroku, a jedynie jedno zaświadczenie lekarza rodzinnego mówiące o wskazaniu dla aborcji.
    4. Moim zdaniem żyjemy w czasach gdy trzeba się będzie opowiedzieć za prawem do życia, albo za prawem do zabijania. Wszelkie relatywizowanie niestety prowadzi do rozmycia granicy pomiędzy dobrem a złem. A ty byłby (a może już jest) tryumf zła.
    Witold

    OdpowiedzUsuń
  2. Drogi Witoldzie, chyba tez nie zupełnie dokładnie przeczytałeś wypowiedź autorki, jak równiez nie przyjrzałes się przedmiotowi sporu tj wyrokowi Trybunału, które nie nawoływało do zmian ustawy antyaborcyjnej a tylko nakładał na rząd polski obowiązek zmainy procedur.
    W sprawie każdej sprawy możemy się odwołać do instancji wyższej (sąd, urzędnik itp) to dlaczego od decyzji lekarza nie mamy takiego prawa. Wyższa instancja może decyzję lekarza utrzymać albo ją zmienić, takie sa procedury i normy w demokracji.
    Nie jestem absolutnie zwolennikiem aborcji, osobiście bardzo żal mi Pani Alicji i innych kobiet będących w sytuacji wyboru jakiegoś zła. Ale zgodnie z nauką Kościoła przede wszystkim nie oceniajmy bliźnich bo od tego jest instancja nadrzędna :)
    Pozdrawiam
    Jacek

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale czy groziła jej śmierć przy porodzie albo po urodzeniu dziecka?

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem, nie jestem lekarzem. Ale pamiętajmy o zasadzie nie osądzania innych. Czyż nie jest napisane "Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem"

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za tak wnikliwe komentarze. Życzę sobie i pozostałym Czytelnikom, by dyskurs w tymże blogu utrzymywał się na prezentowanym przez Pana poziomie:) Tymczasem pierwsze koty za płoty, bo poniższy komentarz miał się ukazać już tydzień temu, a... się nie ukazał :)

    Nie było moim celem przerabianie całej sprawy od początku, gdyż mądrzejsi ode mnie niejednokrotnie już obrócili każde zdanie Trybunału, gazety, a potem sądów w różne strony, a tylko zwrócenie uwagi, że sprawa jest dużo bardziej złożona i dotkliwa, by potraktować ją dość lekkomyślnym – powiedziałabym - wstępniakiem. Proszę mi wierzyć, że gdy nie wiedząc nic o sprawie, przeczytałam rzeczony wstępniak, zrozumiałam go równie opacznie – w ocenie „GN” – jak sąd. Jednoznaczne w tym tekście było dla mnie zestawienie kobiet dokonujących aborcji ze zbrodniarzami hitlerowskimi. Niestety nie byłam jedyna, a to pokazuje, że wstępniak było można bardziej przemyśleć – jeśli jest się profesjonalną redakcją z dobrymi tradycjami. Wolność słowa zobowiązuje do odpowiedzialności za to napisane słowo. Tymczasem co wskórała redakcja „GN” swoimi tekstami i odwołaniami? Zamiast rzeczowej dyskusji o zapobieganiu aborcji czy wspieraniu kobiet, nim podejmą taką decyzję, jedynie eskalację negatywnych emocji i po raz kolejny utrwalanie stereotypu o Kościele grożącym i straszącym. Obecnie prowadzony wokół tej sprawy dyskurs odbywa się na żenującym poziomie kultury – m.in. dzięki tekstom „GN”. Nad czym ubolewam.
    W dniu wyroku na stronie wiara.pl (prowadzonej przez „GN”) można było przeczytać protest redakcji, relację z sali sądowej oraz liczne komentarze publicystów i biskupów wyłącznie w stylu „absurdalny wyrok” (dziś ta strona wygląda zupełnie inaczej, pogłębiono komentarze, dodano – na szczęście - analizy).
    Stoję na stanowisku, że żyjącym w kraju świeckim członkom Kościoła nie powinno z taką łatwością przychodzić publiczne ocenianie kogoś, kto próbował bezskutecznie skorzystać z prawa świeckiego. Katolicy w ogóle nie powinni potrzebować dodatkowych praw świeckich, bo nadrzędne jest dla nich Boskie. Problem jednak powstaje, gdy w sprawach złożonych krzyczy się na tyle głośno (używając argumentów o wolności słowa), że zagłusza się fundamentalne sprawy (czyli kwestię prawa w Polsce). Jeśli redakcja „GN” nie jest zadowolona z prawa w Polsce, niech robi z tym coś merytorycznego, a nie wszczyna procesy z konkretnymi osobami, które z tego prawa jedynie chciały skorzystać. Prowokujące wstępniaki niczym się nie przysłużą dziełu Chrystusa. I do tego jedynie chciałam sprowadzić swój komentarz na temat wydźwięku i konsekwencji całej sprawy. Bo – ja powiedziałam – jestem i będę przeciwko aborcji i mam nadzieję, że takie awantury jak obecna nie przyczynią się do rozmów o… liberalizacji prawa.
    PS Trudno ocenić, czy pani Tysiąc chciała się stać twarzą ruchów proaborcyjnych (antyklerykalnych) itp. czy one z niej taką uczyniły (vide tekst ks. Bonieckiego). A może nikt inny nie chciał jej pomóc i uczynić twarzą własnej ideologii? Pewne jest zaś, że to niektóre media (w tym „GN”) tylko tak na tę panią patrzą, co wg mnie jest niesprawiedliwe. Ale nie wykluczam, że coś przeoczyłam.

    OdpowiedzUsuń
  6. A co do pytania Anonimowego: myślę, że dla każdego inaczej się rysuje granica bohaterstwa i trudu podejmowania decyzji. Dla jednych to "tylko utrata wzroku", dla innych to "aż". Zwłaszcza gdy towarzyszy temu wielka niepewność.

    OdpowiedzUsuń