poniedziałek, 29 marca 2010

Rekolekcje dla niesakramentalnych

Są wśród nas: rozwódki, rozwiedzeni, samotni lub w szukający szczęścia ponownie w związku, już niezłączonego sakramentem małżeństwa. Przybywa ich, tak jak przybywa rozwodów w naszym kraju (w 2009 r. orzeczono ich 72 tys., tj. tyle, ile w rekordowym roku 2006). I nie można na ten fakt zamykać oczu.
Mimo niepowodzenia małżeństwa nie stracili wiary, pozostają członkami Kościoła, choć nie łączą się z nim w Komunii Świętej. Tylko tym różnią się od większości członków kościelnej wspólnoty. Tylko lub aż. Z punktu widzenia osób niedoceniających daru Eucharystii (daru – nie prawa do Eucharystii) może to być tylko „tylko”. Z punktu widzenia wielu z nich – „aż”, bo dotkliwie odczuwają tę stratę w drodze do świętości (o ile o tej świętości śmią myśleć – wielu z nich załamanych rozwodem myśli raczej o groźbie wiecznego potępienia). A mimo to trwają w modlitwie, adoracji, życiu Kościoła – jako niesakramentalni. Nie obrazili się na Kościół za brak rozwodów. Jakiej wiary trzeba, by po rozpadzie małżeństwa pozostać wiernym pozostałym przykazaniom bez łaski rozgrzeszania i wsparcia w postaci Komunii św., doświadczyli tylko oni.

Rekolekcje dla związków niesakramentalnych rozpoczęły się wczoraj w naszym kościele na wspólnej, ogólnej mszy św. Prowadzący w tym roku rekolekcje parafialny opiekun tej wspólnoty ks. Adam Błyszcz CR przypomniał nam wszystkim o „świętości na miarę możliwości”, do której Kościół wzywa.
Obecność tej wspólnoty właśnie w naszej parafii to bardzo pouczający przykład tego, jak godnie można żyć, nie chlubiąc się uczestnictwem w komunii świętej. Tęsknota niesakramentalnych za przystąpieniem do Stołu Pańskiego uzmysławia wszystkim przystępującym do Komunii, z jak wielkiego daru jest im dane korzystać.
Piękne rekolekcje – dla wszystkich.

2 komentarze:

  1. Byłem wczoraj na pierwszej konferencji rekolekcyjnejdla "niesakramentalnych" i muszę przyznać, że choć sam nie należę do tej grupy naszych współbraci to byłem szczerze wzruszony widząc z jaka poboznością ludzie uczestnicza w eucharystii. Doceniłem także łaskę uczestnictwa w eucharystii w pełnym wymiarze. Myślę, że wszyscy czasami powinniśmy się zatrzymać i pomyśleć o tym co nam dano w darze (nie wszystko należy się jak psu zupa).

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie też poruszyła ta wspólna Komunia. Bardzo bym się dobrze czuła, gdyby nie odbywała się ona od święta, ale znalazła stałe miejsce w naszej wspólnej celebracji Eucharystii. Choć wiem, ze niektórych to może... gorszyć :(

    OdpowiedzUsuń