wtorek, 27 kwietnia 2010

Zaginiony w dystrybucji


Od wczoraj bezskutecznie próbuję kupić „Tygodnik Powszechny”. Zaglądam do punktów, w których zazwyczaj udawało mi się nabyć to społeczno-katolickie pismo. Bezskutecznie. "Mieli, ale nie wiedzą, czemu nie mają"; "nie dojechał", "zrezygnowali z kolportażu, bo słabo się sprzedawał". Do Empiku jeszcze nie dotarłam, tam byłby na pewno.
W tych samych punktach wszędzie (bez wyjątku) dostępny inny tygodnik – „Nie”. Szczytem naiwności z mojej strony byłoby myślenie, że „Tygodnik” się sprzedał, podczas gdy „Nie” zalega na regałach.

Prasowa rzeczywistość podpowiada raczej, że borykający się z trudnościami „Tygodnik” nie może sobie pozwolić na rozbudowaną sieć kolportażu, który pochłania sporą część kosztów produkcji gazety. Stać na nią całkiem licznie czytany (niestety niemonitorowany przez Związek Kontroli Dystrybucji Prasy, więc nie mam danych o jego rozpowszechnieniu) tygodnik Jerzego Urbana.

I znowu się zdenerwowałam, że tak plugawe pisemka, które za nic mają jakiekolwiek wartości, są nie tylko że widzialne, ale i w naszym (katolickim narodzie) dużo popularniejsze od tak szacownego i wartościowego pisma jak 65-letni „Tygodnik”?

Na szczęście istnieje prenumerata.

niedziela, 25 kwietnia 2010

Niemcy wiedzą, że warto rozmawiać

Na fali licznych ujawnianych niedawno skandali seksualnych w Kościele za Odrą w miniony piątek zaczął obradować okrągły stół przeciw seksualnemu molestowaniu dzieci. Około 60 przedstawicieli ministerstw (ds. sprawiedliwości, edukacji, rodziny), obu Kościołów, krajów związkowych, psychologów i pedagogów ma do końca roku debatować nad tym, jak zaostrzyć prawo, jak ustrzec dzieci i młodzież przed przemocą seksualną ze strony wychowawców i opiekunów. Niemieccy politycy pokazują, jak konstruktywnie można zająć się tak tragicznym i tak palącym problemem.
Można się spierać – jak robią to choćby przedstawiciele Zielonych – o to, jak szybko powinny być przedsięwzięte środki, by przeciwdziałać molestowaniu i czy nie przyspieszyć obrad, by do letnich wakacji zmienić ustawodawstwo. Można się obawiać, że problem zostanie przegadany i nic z tej gadaniny nie wyniknie. Ale nie sposób nie zauważyć otwartości uczestniczących w obradach środowisk, które zasiadają do stołu, bo wspólnie chcą się uporać z problemem, który wykracza daleko poza Kościół. No właśnie: nie redukują go do problemu Kościoła i duchowieństwa, choć to skandale z murów klasztornych wstrząsnęły w minionych miesiącach Niemcami.

Dlatego mile zaskoczył mnie fakt, że państwo inicjuje tego typu debatę i nie spycha całej odpowiedzialności (i winy) na Kościół. Niby normalne, sprawiedliwe, porządne, a jednak budzi mój podziw. Bo jakoś śmiem wątpić, że w Polsce taka sama sprawa wyglądałaby tak samo… Może nie doceniam naszych polityków i mediów, ale nie potrafię sobie wyobrazić, by potrafili zrezygnować z odpychania od siebie odpowiedzialności i wytykania win innym w zamian za wspólne (przeciw)działanie dla dobra dzieci i młodzieży.

Kościół katolicki w Niemczech w obliczu skandali
Kościół dobitnie odczuwa skutki ujawnionych w swoich szeregach skandali pedofilskich. Według gazety "Frankfurter Rundschau" zwłaszcza w regionach znanych z katolicyzmu zauważalny jest wzrost apostazji. Na przykład w biskupstwie Augsburga, gdzie ujawniono skandal pedofilski, od początku roku z Kościoła wystąpiło 4300 Niemców (w ostatnim czasie w biskupstwach notowano średnio kilkaset wystąpień rocznie). Tymczasem z badań instytutu Forsa wynika, że co czwarty niemiecki katolik rozważa wystąpienie z Kościoła, w większości myśli te dotyczą Niemców, którzy nie chodzą do kościoła (tzw. niepraktykujących katolików).
Tak na marginesie: można stwierdzić, że z katolików o tak słabej wierze (niepraktykujących i postrzegających cały Kościół przez pryzmat li tylko grzeszących księży) i tak mierna pociecha, gdyby nie fakt, że wystąpienia z Kościoła w Niemczech odbiją się też też na jego kondycji finansowej (wierzący Niemcy mają obowiązek płacić podatek na Kościół). Sytuacja jest więc bardzo poważna, jakkolwiek by na nią nie spojrzeć.

Dalej z tego samego badania nieco bardziej optymistycznie: 66 proc. badanych jest przekonanych, że przypadki molestowania w Kościele są równie częste, jak i w innych instytucjach. Mimo to trudno o zaufanie, ponieważ 77 proc. respondentów ma wrażenie, że Kościół nie gra zupełnie otwarcie i tuszuje część spraw, a tylko 16 proc. sądzi, że Kościół robi, co może, by ujawnić najdotkliwsze nawet skandale. Jednakże 87 proc. ankietowanych wcale nie uważa, że z powodu seksualnych skandali papież Benedykt XVI miałby zrezygnować z kierowania Kościołem katolickim.

środa, 21 kwietnia 2010

Wilno z innej perspektywy

Ostra Brama, archikatedra, grób Giedymina, cmentarz na Rossie - to znają wszyscy Polacy, choćby ze słyszenia.
A taką perspektywę?


To centrum Wilna – nowoczesne centrum handlowo-biurowe na Snipiszkach, tuż nad rzeką – 10 min, piechotą z historycznego centrum. Najwyższy wieżowiec, nowoczesna galeria handlowa, biurowce. Szkło, metal, sztuka nowoczesna; modernistycznie, elegancko.




Tuż obok prowadząca do tego ulica Giedroiciu. Chatki pamiętające chyba XIX w.

Wszystko to nie zmienia faktu, że choć ruch w Wilnie jest mniejszy niż w polskich miastach o podobnej lub mniejszej wielkości, ale dawno nie widziałam takiego zagęszczenia samochodów marek Subaru, Lexus i BMW.
Współczesne Wilno to zgrabne i mimo powyższego przykładu dość eleganckie połączenie zarówno małego, jak i dużego miasta :).

piątek, 16 kwietnia 2010

Ja wiedziałam, że tak będzie…

Jeszcze w minioną sobotę albo na początku tygodnia można było zrozumieć: wszyscy jesteśmy głęboko wstrząśnięci, politycy, dziennikarze, ludzie żyjący z dala od świata mediów. Wszystkim nam się ciężko pracuje w tak szczególne dni, ale… pracować trzeba, zwłaszcza że koniec kwietnia niebawem, a fiskus czeka na PIT-y.

Ale dziennikarze zdają się zapomnieć o swojej pracy albo pomylili ją z funkcją reżysera wielkich przedstawień grających na ludzkich emocjach. Bo właśnie takie spektakle – głównie telewizje – nam fundują. Redakcje szczycą się tym, jak od soboty rana wszyscy pracownicy stawili się do pracy i pracują be wytchnienia, taką czują potrzebę. Niestety tego nie widzę. Dziennikarze nie zajmują się w moim odczuciu rzetelną pracą informowania, analizowania, pogłębiania – nie pseudodoniesień z miejsca katastrofy czy budowy sarkofagu (bo to robią z właściwą dla siebie zachłannością), ale ogólnej sytuacji. Coraz częściej słyszę wokół siebie głosy obywateli, którzy nie bardzo orientują się w sytuacji w naszym demokratycznym państwie, podczas gdy dziennikarze w telewizjach przepytują swoich gości, co czuli gdy…

Czy fakt, że przeżywamy tak ogromną tragedię ujmuje czegoś 6 tysiącom (!) ofiar trzęsienia w Chinach? Kto z Państwa słyszał o chińskiej tragedii? Albo o sytuacji w Kirgistanie? Czy z powodu śmierci naszych rodaków i prezydenta nie musimy wiedzieć, co się dzieje na świecie? Czy ktoś może kieruje się tym, że widzowie odebraliby inne informacje za zniewagę? W taką tezę nie wierzę.

Media zanudziły mnie pięć lat temu swoim żałobnym trybem i rzewnością. Nie spodziewałam się więc teraz nagłej poprawy standardów. Może jednak głos redaktora naczelnego miesięcznika „Press” Andrzeja Skworza nie pozostanie wołaniem na puszczy. Gorąco polecam jego komentarz pt. „Otrzyj łzy dziennikarzu”.

wtorek, 13 kwietnia 2010

Trochę zdrowego dystansu

Pewnie jeszcze wszyscy jesteśmy w głębokim szoku, przeżywamy rozpacz sobotnich wydarzeń. Mnie jednak chwilami zaczyna drażnić pewien odczuwalny nadmiar.
Dlatego polecam rozmowę Kamila Dąbrowy z Radia Tok FM z psychologiem Wojciechem Eichelbergiem pt. Mitologizowanie tej tragedii jest bardzo niebezpieczne, której fragment cytuję.

W tym samolocie większość osób miała bardzo negatywny elektorat i byli to ludzie, którzy byli oględnie mówiąc, przedmiotem krytyki mediów i ludzi. Często bardzo ostrej, bezpardonowej i niegodnej. W tej atmosferze, w której próbujemy przeżywać tę tragedię, w wielu ludziach pojawia się poczucie winy. Zwłaszcza, że teraz wszyscy ci, którzy byli w tym samolocie nagle awansują do jakiegoś panteonu narodowego. To jest zderzenie niefortunne dla wielu. Poczucie winy może być uzasadnione dla wielu, którzy nadużywali krytyki.

Nie wolno popadać w przesadę. Nikt nie mówił wcześniej o Lechu Kaczyńskim w kategoriach "wielki mąż stanu". W obliczu tej tragedii te słowa przychodzą do głowy wielu ludziom. Dlaczego tylko nikt wcześniej nie zauważył tego, że to był mąż stanu? Czy jesteśmy hipokrytami? To są ważne pytania, które każdy z osobna musi sobie zadać.


Kliknij, by przeczytać całą rozmowę

PS Żeby było jasne za ten "pewien nadmiar" nie uważam pomysłu pochowania prezydenta na Wawelu; nie mam nic naprzeciw. Choć rodzinie współczuję takiej decyzji.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Chciałabym


W te trudne dni łatwo o słowa nieroztropne. Media elektroniczne zaś ciszy nie znoszą. Mimo tylu wpadek i głupot podczas żałoby po śmierci Jana Pawła II trwają w uporze gadania, ględzenia, zadawania pytań często bardzo głupich (pytanie każdego gościa, eksperta przypadkowego przychodnia: „Dlaczego TO się wydarzyło” – jest dla mnie właśnie takim pytaniem).

Ja chciałabym, by w obliczu tej tragedii media zadały sobie trud obiektywizmu i pokazania nam 96 osób, ważnych, prawych, mądrych w prawdziwym świetle (bez laurek): jako ludzi z krwi i kości, których – też przez media – nie mieliśmy często okazji poznać, bo znamy Ich tylko z bon motów, wałkowanych w mediach oświadczeniach, programów partii politycznych.

A przecież dziennikarze większość z nich znali jak kolegów. Przecież Oni byli matkami, ojcami, dziećmi jakichś rodziców; lubili żarty lub przerzucali się anegdotami, mieli ciekawe zainteresowania, jedni notorycznie się spóźniali, inni byli wzorem kultury, mieli imponujące, wieloletnie życiorysy i niejedno dokonanie na koncie – niekoniecznie tak spektakularne jak ratyfikacje traktatów czy międzynarodowych umów. Ale za Ich życia na to media nie miały czasu i ochoty. „Normalność” nie interesuje mediów, liczą się tylko kontrowersje i "odkrycia".

Tymczasem żadna z tych osób nie była li tylko wypowiedzią o prawach kobiet, nawoływaniem do podpisywania ustawy lub zmian w prawie czy też zlepkiem wpadek i śmiesznych sytuacji (trzeba śmierci prezydenta, by media zechciały pokazywać Jego i Jego żonę normalnie, bez ironii, obalić stworzone o nim stereotypy?).

W prezentacji tych życiorysów będzie znacznie więcej prawdy niż w składanych, z góry wiadomo, że czczych, obietnicach. Popatrzmy też przez taki pryzmat na żyjących na świeczniku – naszych współbraci.

sobota, 10 kwietnia 2010

Milczenie

W tym miejscu miała się pojawić krótka refleksja o wczorajszym wieczorze autorskim Danusi. Miało być o niesamowitych talentach (Danusi, pani Emilii, Pawła) i nastroju.

Wobec dzisiejszej tragedii jednak pozostaje tylko milczenie...

czwartek, 8 kwietnia 2010

Odcięcie narodu

Katyń wczoraj. Uroczystości upamiętniające tysiące niewinnych ofiar stalinowskiego reżimu. Miesiące przygotowań, dywagacji i oczekiwań.

Mnie zaintrygowały najbardziej słowa premiera Putina z konferencji prasowej o tym, że obciążanie rosyjskiego narodu katyńskim mordem jest takim samym kłamstwem, jak ukrywanie latami tego tragicznego wydarzenia.

W takim razie, dlaczego cały naród niemiecki po wojnie został obciążony winą i ukarany konsekwencjami za zbrodnie wojenne wszczęte przez Hitlera? Czym różnili się strzelający do dzieci hitlerowcy od strzelających w bezbronnych oficerów NKWD-zistów? Jaką karę poniosła radziecka Rosja po wojnie za zbrodnie, zsyłki?

Czy tożsamości narodu nie buduje to, co i jak się wydarzyło w jego historii – nawet tej najbardziej przekłamywanej i haniebnej? Czy wolno nam odcinać się od faktów w naszej historii, nie brać za nie odpowiedzialności, nie przepraszać i nie wybaczać? Czy naród żyje w próżni, bez korzeni sprzed 70, 100, 200 lat?

sobota, 3 kwietnia 2010

Alleluja!

Zmartwychwstanie dzieje się tu i teraz, albo nie dzieje się wcale. (Paul Tillich)
Odrodzenia ze Zmartwychwstaniem Chrystusa i nadziei!
A jako załącznik - wiersz, który z życzeniami otrzymałam od księdza poety Kazimierza Wójtowicza CR (i publikuję za zgodą Autora).

Już płaszcze zebrane z palmowej niedzieli,
odeszły radosne śpiewy i muzyka,
jedynie nagi bruk pod stopy się ścieli,
o który się zdrada skulona potyka.

Jeszcze Pan zdąży na czas do wieczernika,
bóstwo swe skryje w środku chleba i wina,
do mycia cudzych nóg użyje ręcznika,
przypomni miłość i poczeka na finał.

A finał to nie wyrok, droga krzyżowa,
korona ciernista, w konwulsjach konanie,
ostatni krótki oddech, ostatnie słowa –
to trzeciego dnia o świcie z grobu wstanie.

Dziś, gdy się po zimie wiosna ze snu budzi,
czekasz, Panie, we wszystkich ogrodach świata,
że przyjdą do Ciebie tłumy Twoich ludzi:
Ty każdego imieniem wezwiesz jak brata.
Ks. Kazimierz Wójtowicz CR

Niekonsekwencja

Gdyby wagę świąt chrześcijańskich dla nas, Polaków, mierzyć dniami wolnymi od pracy, to Wielkanoc przegrałaby z Bożym Narodzeniem. Tryb przypuszczający chyba nie na miejscu, wszak na te drugie mamy dwa dni urzędowo wolno, a i Wigilia jest bardzo często traktowana jako dzień w połowie wolny. Do tego w powszechnej świadomości naszego katolickiego narodu „Wielkanoc to już nie takie miłe/ przyjemne/ fajne/ rodzinne (zwał, jak zwał) święta, jak Gwiazdka”.

Dopominamy się kolejnego wolnego dnia od pracy z tytuły Bożonarodzeniowych uroczystości – Objawienia Pańskiego, nie chcąc oczywiście rezygnować z drugiego dnia Świąt Bożego Narodzenia (w innych krajach nieobchodzonego). A nie przeszkadza nam, że Wielki Piątek jest dniem jak co dzień – z zawodowymi obowiązkami, handlem do 22 i dłużej, ferworem kuchennych przygotowań, po których nierzadko brakuje sił na kontemplację, modlitwę i liturgię.

piątek, 2 kwietnia 2010

Dziś przeczytane


Gdy się Chrystus rodził,
na ten świat przychodził,
nikt się nie domyślał,
o co Mu tu chodzi.

Myślano, że z wrogiem
będzie wnet wojować.
A On najspokojniej
dał się ukrzyżować.

Chcesz być doń podobny,
zwyczajny człowiecze,
na krzyż pozamieniaj
wszystkie swoje miecze.

I zawsze się staraj,
tak jak On wojować
i w obronie krzyża
daj się ukrzyżować.

Jan Turnau, „Gazeta Wyborcza”, 2.4.2010
Il. Salvadore Dali, "Chrystus św. Jana od Krzyża"

czwartek, 1 kwietnia 2010

Ksiądz dziś

Żeby być dzisiaj księdzem (do tego proboszczem, bo tym niemal każdy kapłan prędzej czy później, dłużej lub krócej pewnie będzie) trzeba poza powołaniem:
- znać się na nauce Kościoła i teologii oraz jej przystępnie uczyć,
- być duszpasterzem i nauczycielem – dbać o dobro wspólnoty, w której się żyje,
- być dobrym szefem – umiejętnie kierować osobami duchownymi i świeckimi w danej wspólnocie,
- mieć psychologiczne i pedagogiczne zdolności – choć za dużo psychologizować w konfesjonale nie można,
- być inwestorem i zarządcą – czyli znać się na finansach, mieć choćby mgliste pojęcie o księgowości, inwestycjach budowlanych i konserwacji zabytków,
- dążyć do wyciszenia, wręcz mistycyzmu (gdzieś między wizytacją biskupa, wizytą u chorych i dyżurem w konfesjonale),
- mieć charyzmę - by ludzie chcieli za nim podążać,
- być blisko ludzi – żeby młodzież z księdzem lubiła zażartować, by ministranci się do służby garnęli, a ludzie nie mieli oporów przez szukaniem pomocy u takiego księdza, ale i na wycieczkę z nim chcieli pojechać,
- dbać o rozwój duchowy – by nie zatracić tego, co w kapłaństwie najważniejsze - żywej i gorliwej wiary i wierności Chrystusowi.
To tyle - z grubsza bardzo ujmując. Bo przecież potrzeba wielu innych predyspozycji i umiejętności w nadążaniu za pędzącym światem…

To nierealne? O cyborgach mowa?
Nie, o księżach w mojej parafii, jak i wielu innych. Takich, którzy – o ile nie dopuszczą się skandalu/ przestępstwa - nie trafiają na czołówki świeckich mediów, a jeśli, to tylko przy spektakularnych wydarzeniach (promocja książki, zakończenie budowy, realizacja unijnego projektu).
Są po prostu ludzcy w swoim powołaniu. I takich ludzkich kapłanów, wiernych Chrystusowi i powołaniu przez całe życie nam wszystkim życzę.