niedziela, 25 kwietnia 2010

Niemcy wiedzą, że warto rozmawiać

Na fali licznych ujawnianych niedawno skandali seksualnych w Kościele za Odrą w miniony piątek zaczął obradować okrągły stół przeciw seksualnemu molestowaniu dzieci. Około 60 przedstawicieli ministerstw (ds. sprawiedliwości, edukacji, rodziny), obu Kościołów, krajów związkowych, psychologów i pedagogów ma do końca roku debatować nad tym, jak zaostrzyć prawo, jak ustrzec dzieci i młodzież przed przemocą seksualną ze strony wychowawców i opiekunów. Niemieccy politycy pokazują, jak konstruktywnie można zająć się tak tragicznym i tak palącym problemem.
Można się spierać – jak robią to choćby przedstawiciele Zielonych – o to, jak szybko powinny być przedsięwzięte środki, by przeciwdziałać molestowaniu i czy nie przyspieszyć obrad, by do letnich wakacji zmienić ustawodawstwo. Można się obawiać, że problem zostanie przegadany i nic z tej gadaniny nie wyniknie. Ale nie sposób nie zauważyć otwartości uczestniczących w obradach środowisk, które zasiadają do stołu, bo wspólnie chcą się uporać z problemem, który wykracza daleko poza Kościół. No właśnie: nie redukują go do problemu Kościoła i duchowieństwa, choć to skandale z murów klasztornych wstrząsnęły w minionych miesiącach Niemcami.

Dlatego mile zaskoczył mnie fakt, że państwo inicjuje tego typu debatę i nie spycha całej odpowiedzialności (i winy) na Kościół. Niby normalne, sprawiedliwe, porządne, a jednak budzi mój podziw. Bo jakoś śmiem wątpić, że w Polsce taka sama sprawa wyglądałaby tak samo… Może nie doceniam naszych polityków i mediów, ale nie potrafię sobie wyobrazić, by potrafili zrezygnować z odpychania od siebie odpowiedzialności i wytykania win innym w zamian za wspólne (przeciw)działanie dla dobra dzieci i młodzieży.

Kościół katolicki w Niemczech w obliczu skandali
Kościół dobitnie odczuwa skutki ujawnionych w swoich szeregach skandali pedofilskich. Według gazety "Frankfurter Rundschau" zwłaszcza w regionach znanych z katolicyzmu zauważalny jest wzrost apostazji. Na przykład w biskupstwie Augsburga, gdzie ujawniono skandal pedofilski, od początku roku z Kościoła wystąpiło 4300 Niemców (w ostatnim czasie w biskupstwach notowano średnio kilkaset wystąpień rocznie). Tymczasem z badań instytutu Forsa wynika, że co czwarty niemiecki katolik rozważa wystąpienie z Kościoła, w większości myśli te dotyczą Niemców, którzy nie chodzą do kościoła (tzw. niepraktykujących katolików).
Tak na marginesie: można stwierdzić, że z katolików o tak słabej wierze (niepraktykujących i postrzegających cały Kościół przez pryzmat li tylko grzeszących księży) i tak mierna pociecha, gdyby nie fakt, że wystąpienia z Kościoła w Niemczech odbiją się też też na jego kondycji finansowej (wierzący Niemcy mają obowiązek płacić podatek na Kościół). Sytuacja jest więc bardzo poważna, jakkolwiek by na nią nie spojrzeć.

Dalej z tego samego badania nieco bardziej optymistycznie: 66 proc. badanych jest przekonanych, że przypadki molestowania w Kościele są równie częste, jak i w innych instytucjach. Mimo to trudno o zaufanie, ponieważ 77 proc. respondentów ma wrażenie, że Kościół nie gra zupełnie otwarcie i tuszuje część spraw, a tylko 16 proc. sądzi, że Kościół robi, co może, by ujawnić najdotkliwsze nawet skandale. Jednakże 87 proc. ankietowanych wcale nie uważa, że z powodu seksualnych skandali papież Benedykt XVI miałby zrezygnować z kierowania Kościołem katolickim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz