wtorek, 13 kwietnia 2010

Trochę zdrowego dystansu

Pewnie jeszcze wszyscy jesteśmy w głębokim szoku, przeżywamy rozpacz sobotnich wydarzeń. Mnie jednak chwilami zaczyna drażnić pewien odczuwalny nadmiar.
Dlatego polecam rozmowę Kamila Dąbrowy z Radia Tok FM z psychologiem Wojciechem Eichelbergiem pt. Mitologizowanie tej tragedii jest bardzo niebezpieczne, której fragment cytuję.

W tym samolocie większość osób miała bardzo negatywny elektorat i byli to ludzie, którzy byli oględnie mówiąc, przedmiotem krytyki mediów i ludzi. Często bardzo ostrej, bezpardonowej i niegodnej. W tej atmosferze, w której próbujemy przeżywać tę tragedię, w wielu ludziach pojawia się poczucie winy. Zwłaszcza, że teraz wszyscy ci, którzy byli w tym samolocie nagle awansują do jakiegoś panteonu narodowego. To jest zderzenie niefortunne dla wielu. Poczucie winy może być uzasadnione dla wielu, którzy nadużywali krytyki.

Nie wolno popadać w przesadę. Nikt nie mówił wcześniej o Lechu Kaczyńskim w kategoriach "wielki mąż stanu". W obliczu tej tragedii te słowa przychodzą do głowy wielu ludziom. Dlaczego tylko nikt wcześniej nie zauważył tego, że to był mąż stanu? Czy jesteśmy hipokrytami? To są ważne pytania, które każdy z osobna musi sobie zadać.


Kliknij, by przeczytać całą rozmowę

PS Żeby było jasne za ten "pewien nadmiar" nie uważam pomysłu pochowania prezydenta na Wawelu; nie mam nic naprzeciw. Choć rodzinie współczuję takiej decyzji.

1 komentarz:

  1. Cóż, słuchając wypowiedzi osób publicznych (brzydkie określenie) w mediach dochodze do wniosku, że niedługo wszyscy beda nawoływać do beatyfikacji ofiar tragedii (taka moja gorzka ironia). Jeżeli chodzi o Pochowanie na Wawelu to także wydajem mi się dziwne ze względu na rodzinę mieszkająca przecież w Warszawie. Ale taka wola, nic mi do tego.
    Wielu polityków i dziennikarzy faktycznie chyba z poczucia winy przesadzają w peanach na cześć Pana Prezydenta, ale myślę, też że do pewnych ludzi dotarła świadomość że są tylko ludźmi pomimo pełnienia ważnych stanowisk i w mgnieniu oka mogą stać się tylko historią.
    A przecież śmierć zawsze przychodzi jak złodziej.
    A to że Polacy (a więc i Ja) są hipokrytami to zauważam nieustannie tak dzisiaj jak pięć lat temu.

    OdpowiedzUsuń