wtorek, 27 kwietnia 2010

Zaginiony w dystrybucji


Od wczoraj bezskutecznie próbuję kupić „Tygodnik Powszechny”. Zaglądam do punktów, w których zazwyczaj udawało mi się nabyć to społeczno-katolickie pismo. Bezskutecznie. "Mieli, ale nie wiedzą, czemu nie mają"; "nie dojechał", "zrezygnowali z kolportażu, bo słabo się sprzedawał". Do Empiku jeszcze nie dotarłam, tam byłby na pewno.
W tych samych punktach wszędzie (bez wyjątku) dostępny inny tygodnik – „Nie”. Szczytem naiwności z mojej strony byłoby myślenie, że „Tygodnik” się sprzedał, podczas gdy „Nie” zalega na regałach.

Prasowa rzeczywistość podpowiada raczej, że borykający się z trudnościami „Tygodnik” nie może sobie pozwolić na rozbudowaną sieć kolportażu, który pochłania sporą część kosztów produkcji gazety. Stać na nią całkiem licznie czytany (niestety niemonitorowany przez Związek Kontroli Dystrybucji Prasy, więc nie mam danych o jego rozpowszechnieniu) tygodnik Jerzego Urbana.

I znowu się zdenerwowałam, że tak plugawe pisemka, które za nic mają jakiekolwiek wartości, są nie tylko że widzialne, ale i w naszym (katolickim narodzie) dużo popularniejsze od tak szacownego i wartościowego pisma jak 65-letni „Tygodnik”?

Na szczęście istnieje prenumerata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz