niedziela, 9 maja 2010

Cicha i pokornego serca

Maj. Miesiąc, w którym szczególną cześć oddajemy Maryi – Matce Boga. Wysławiamy Ją w litaniach i licznych pieśniach, oddajemy cześć w przydrożnych kapliczkach, podczas majowych nabożeństw i apeli.

Ilekroć słyszę hymny pochwalne na cześć Maryi, tylekroć zastanawiam się, czy ta Maryja z kart Biblii życzyłaby sobie, by tak Ją wielbić - budując pełne przepychu sanktuaria, wznosząc ogromne świątynie Jej imienia. Przysłaniać wręcz Nią postać Jej Syna, Syna Bożego? Czy Ją cieszy enta sukienka cudownego obrazu w jednym czy drugim sanktuarium, wykonane z coraz to oryginalniejszych lub droższych materiałów? Co Jej z kolejnej korony czy figurki? Przecież nigdy o to nie prosiła w cudownych objawieniach.
Pewnie, że nic Jej po tym. Bo dużo bardziej nam, śmiertelnikom, potrzebna jest obok Trójcy Świętej postać bardziej – pozornie tylko – zrozumiała i bliższa ludzkiemu cierpieniu. Ludzie, zwłaszcza Polacy, trochę sobie postać Maryi zawłaszczyli na potrzeby swoich mitów, nierzadko bogoojczyźnianych. I po drodze zapomnieli, że Maryja była narzędziem w rękach Boga, a nie Odkupicielem świata i wybawczynią Polski.

Mimo kapiących złotem bereł, koron i ram chcę widzieć tę - zapożyczając - „cichą i pokornego serca” postać.

1 komentarz:

  1. Zgadzam się. Sanktuarium nie musi kapać złotem aby byc ważnym. Niestey to tak jak z I Komunią Świętą - niby liczy się duchowe przeżycie a w sondzie TV ponad 50% respondentów jako najważniejsze podaje organizację przyjęcia.
    Jesteśmy Katolikami ale najbardziej liczy się lans i oznaki zewnętrzne (tak u maluczkich jak i niektórych duchownych).

    Oby duchowość przetrwała konsumpcjonizm dzisiejszego życia.

    OdpowiedzUsuń