piątek, 21 maja 2010

Tytuł na wyrost

I znów się zdenerwowałam – na media. „Biskupi grożą: albo in vitro, albo komunia”. Taki tytuł wytrącił mnie w środowy wieczór z błogiego spokoju. Stwarzanie wrażenia, że po 1. biskupi grzmią na niewinnych wiernych, a po 2. że autor tejże wiadomości ma newsa. Ale ani jedno, ani drugie nie jest nawet bliskie prawdy.
Bo po pierwsze – biskupi przypomnieli coś, co każdy, kto nie jest katolikiem na pół gwizdka, wiedzieć musi, a po drugie – nie jest to news, tylko stara, przypomniana prawda, która z grożeniem nie ma nic wspólnego. Stop głupim tytułom w portalach!

Niemniej sięgnęłam po oryginał oświadczenia (dostępny tutaj). Nie zachwyca w swej oszczędności słów i języku przekazu. Każdy, kto choć otarł się o problematykę in vitro (w rodzinie, wśród bliskich), mógłby po posiedzeniu poświęconemu rodzinie oczekiwać paru słów więcej niż to zdanie: „Należy pamiętać, że ci którzy je [dzieci poczęte – przyp. aut.] zabijają i ci, którzy czynnie uczestniczą w zabijaniu, bądź ustanawiają prawa przeciwko życiu poczętemu, a takim jest życie dziecka w stanie embrionalnym, w ogromnym procencie niszczone w procedurze in vitro, stają w jawnej sprzeczności z nauczaniem Kościoła Katolickiego i nie mogą przystępować do Komunii świętej, dopóki nie zmienią swojej postawy”.
Biskupi, którzy poruszają się w naszej rzeczywistości (takich, a nie innych mediów, takich, a nie innych liczb dominicantes) mogliby zdobyć się – w moim subiektywnym odczuciu - na nieco więcej koncyliacji w swoich propozycjach. Żeby było jasne: nie wyobrażam sobie, by jakikolwiek Kościół poparł in vitro w obecnym kształcie – produkcji zarodków, a potem ich niszczeniu! Ale przypominam, że Polska jest krajem świeckim, a prawdziwi katolicy są już niestety mniejszością (vide właśnie najnowsze wyniki liczenia wiernych). W związku z tym zaproponowany projekt „Contra in vitro” z góry musiał być skazany na porażkę w polskim parlamencie, co biskupi w swym doświadczeniu i wiedzy mogli przewidzieć.
Czy w związku z tym, korzystając ze swych autorytetów naukowych i moralnych biskupi nie mogli porozmawiać o projekcie, który zbliżałby się do dzisiejszych realiów naukowych? Mówiąc wprost: ten sam, nasz Kościół sprzeciwiał się kilkadziesiąt lat temu (dokładnie za czasów Piusa XI i Piusa XII), równie ostro jak dziś in vitro, transplantacji narządów (Pius XI w encyklice Casti connubi z 1930 r. argumentował to integralnością człowieka – ciała i duszy, stanowisko podtrzymał Pius XII, później nieco łagodząc, ale tak naprawdę dopiero nauczanie Jana Pawła II doprowadziło do przełomu w tym poglądzie!). Dziś – organizuje kampanie na rzecz oddawania organów po śmierci. Ile ludzi po drodze czuło się winnych, przyjmując czyjeś organy (jeśli dali się przekonać wbrew panującemu w Kościele poglądowi, jak pierwszy Europejczyk, któremu przeszczepiono serce w 1968 r., a był nim francuski ksiądz)? Ile dobrego po drodze naukowcy odkryli i do jakiej skuteczności przeszczepów doprowadzili?

Rozwój nauki jest nieuchronny, Kościół zaś zamiast go a priori blokować (jak w ww. projekcie), mógłby sięgnąć do swojego ogromnego potencjału i bardziej wspierać naukę moralną, służącą dobru ludzkości, również tej niepłodnej. Bardziej oświecać tych, których takie rozwiązanie może znęcić, aniżeli sięgać po kary. Żyjemy w czasach może mniejszej liczy katolików, ale za to bardziej świadomych dróg nieprowadzących na skróty, toteż można do nich docierać inaczej niż tylko suchymi komunikatami.

Ale o tym, co Kościół by mógł, a czego nie robi w zakresie alternatywy dla in vitro innym razem, bo temat to bardzo obszerny.

2 komentarze:

  1. To, że Kościół nie zgadza się na zabiegi zapłodnienia in vitro wie każdy kto umie słuchać - to fakt.
    Z drugiej jednak strony zgodnie z wypowiedziami lekarzy i naukowców biorących czynny udział w tych zabiegach w Polsce nie usmierca się żadnych embrionów.
    Osobiście znam osoby, które ze względów zdrowotnych nie moga doczekać sie błogosławionego potomstwa. Poddali się zabiegowi, niestety nieudanemu (co niestety jestdość częste). Co tym ludziom pragnacym przekazać życie ma do zaoferowania hierarchia kościelna? Adopcję?
    Powiem, tak do adopcji trzeba "dorosnąć" podobnie jak do oddania nerki. Decyzja o adopcji lub przysposobieniu dziecka jest decyzja trudna i wymagająca sporej odwagi. Znam osoby będące rodzicami zastepczymi i powiem Wam, że bardzo je podziwiam za ich odwagę.
    Osobiście mój stosunek do in vitro należy do mieszanych.
    Po pierwsze tak jak i Biskupi niewiele o niej tak naprawdę wiem.
    Po drugie bardzo żal mi ludzi, którzy pragna doczekać sie potomstwa, a natura jest przeciw nim.
    Myślę, że każdy powinien rozważyć to w swoim sumieniu, bo "Nie sadźcie a nie bedziecie sądzeni".

    OdpowiedzUsuń
  2. Tyle że trudno rozważyć w sumieniu tak trudną kwestię, gdy z jednej strony jest się bombardowany wiedzą medyczną w gabinetach lekarskich, w którym na etapie in vitro spędza się pół życia, a z drugiej otrzymuje takie komunikaty od biskupów. Ale jak napisałam - wrócę do tematu, bo też nie jest tak, że Kościół mówi tylko o adopcji (adopcja bynajmniej nie jest tak prosta jak to czasem brzmi z ust niektórych jej propagatorów).

    OdpowiedzUsuń