czwartek, 6 maja 2010

Katolicki kraj?

We włoskim szpitalu dokonano aborcji na 22-tygodniowym dziecku. Zgodnie z panującymi w tym kraju przepisami. Pewnie w każdym człowieku już fakt zabicia ponadczteromiesięcznego dziecka budzi sprzeciw lub choćby wątpliwość. Pretekst do tego dały badania prenatalne, które wykazały „deformację płodu” – bez określania specyfiki tejże deformacji (zgodnie z przepisami na takie miano zasługuje już brak jednego palca czy tzw. zajęcza warga).

Ale to nie koniec tej tragicznej i okrutnej historii. Po dokonaniu zabiegu dziecko położono, zostawiono, ot, tak sobie jak… (trudno o jakiekolwiek porównanie!), a ksiądz, który w takich przypadkach przychodzi, odkrył – po prawie dobie od aborcji – że dziecko daje oznaki życia!

O tym wstrząsającym przypadku pisze „Tygodnik Powszechny”, zadając wiele słusznych pytań. (Polecam)
A mnie nasuwa się tylko taki wniosek: nie wystarczy na swoim terytorium mieć siedzibę głowy Kościoła, walczyć w obronie krzyża przed trybunałem w Strassburgu i powoływać się na tradycję. To już dawno nie wystarczy, by mówić o „katolickim kraju”, gdy ludzie zdolni są do takiego okrucieństwa pod woalką panującego prawa.

PS W lutym br. wyszło na jaw (choć fakt nie został już tak nagłośniony, jak gdy przed ponad rokiem toczyła się sprawa pogrążonej w śpiączce Eluany), że uważana przez ojca za martwą Eluana dawała oznaki życia przez te długie lata w śpiączce i wiele wskazuje na to, że była świadoma (por. artykuł Tygodnika). W związku z tym pozostawienie jej, jak to zrobiono, bez dostarczania pokarmu było skazaniem żyjącego i może całkiem świadomego człowieka na dwutygodniowe umieranie z głodu!
W XXI wieku, bez obozów koncentracyjnych, w czasach pokoju i… w szpitalu katolickiego kraju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz