środa, 19 maja 2010

Polacy a sprawa Grecji

Spotkanie z niemieckimi znajomymi w miniony weekend. Po zwyczajowej wymianie informacji, co u Was, co u nas zatroskani pytają o reakcję Polaków na sytuację w Grecji. Niemcy tym żyją, przejmują się losem całej Wspólnoty, boją się o stan państwowych i międzynarodowych finansów, podają przykłady ogromnego zadłużenia poszczególnych krajów od Stanów po Rosję, prognozują wcale nieodległy wielki krach kapitalizmu. Mówią o tym wszystkim w szerokim, co najmniej europejskim kontekście.

A w Polsce? Reakcji brak, wyłączając mało słyszalne dla przeciętnego Polaka dyskusje specjalistów. W ilu polskich domach słyszy się rozmowę o katastrofalnych w skutkach zaniedbaniach greckich, o podobnie nieciekawej sytuacji gospodarczej w kolejnych krajach UE? Polacy niefrasobliwie nie przejmują się tym, wręcz nie interesują, bo:
a/ Grecja od Polski daleko,
b/ nie jesteśmy jeszcze w strefie euro,
c/ więcej z Unii bierzemy, niż do niej wpłacamy, więc to pewnie nie nasz problem.

Gazety codzienne w najlepszym wypadku poświęcają od dwóch do czterech stron na tematykę gospodarczą, w tym mieści się zarówno problematyka podatków dla osób fizycznych, jak i światowe problemy ekonomiczne. Telewizje – jak zwykle płytkie i z niedouczonym ekonomicznie sztabem dziennikarzy, niepotrafiących oświecić dość ociemniałego w tematyce makroekonomicznego narodu – zajętego żałobą, kampanią, Wielką Polityką (teraz powodzią, co oczywiście zrozumiałe).
Jako naród uwielbiamy być na czołówkach zagranicznych mediów. Ale wcale nie interesują nas inne kraje na czołówce, o ile wskutek katastrofy nie ginie wiele istnień ludzkich (jak na Haiti), o ile nie chodzi o emocje... Bo katastrofa finansów, widmo bankructwa – wcale nie jednego kraju – nie budzi w nas emocji; nie widzimy (bo – jak wyżej), że kryje się za tym krach systemu socjalnego (=brak jakiegokolwiek zabezpieczenia na czas emerytury, choroby, wypadku) i w efekcie setki ludzkich nieszczęść.

Życie – w wymiarze ziemskim dla większości śmiertelników – to płacenie rachunków, uiszczanie opłat i oszczędzanie na emeryturę. I jakkolwiek pieniądze szczęścia nie dają, to nikt z nas już nie wróci do epoki kamienia łupanego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz