wtorek, 25 maja 2010

Specjaliści ds. wiary i Kościoła

Niebezpieczne i głupie zjawisko obserwuję ostatnimi czasy w mediach. Z niepokojem. Do rozmów, debat na tematy związane z wiarą i Kościołem katolickim stale zaprasza się – często jako jedynych ekspertów (!) – byłych księży (warto zajrzeć na strony „Rzeczpospolitej”, przejrzeć gości telewizyjnych programów publicystycznych ostatniego półrocza).

Rozumiem, że ich głos może być cenny w kwestiach reform formacji duchowieństwa, choć na pewno nie może być jedynym. Ale czy o tym, komu wolno dziś – w świetle dzisiejszych przepisów - przystępować do komunii św., naprawdę powinien wypowiadać się eksksiądz, który zrezygnował z kapłaństwa dobrych kilka lat temu? Do tego taki, który z Kościołem nie zgadza się w większości kontrowersyjnych, acz fundamentalnych kwestii, którego wypowiedzi więcej mają wspólnego z mąceniem wody niż konstruktywną krytyką? (por. tekst)
Czy wśród polskich duchownych naprawdę nie ma elokwentnych i medialnych postaci, które by wiarygodnie przybliżyły katolicki światopogląd świeckim mediom?

Drogie redakcje, szanowni wydawcy – słabe sobie wystawiacie świadectwo, sięgając po takich speców i nie widząc innych poza nimi.

2 komentarze:

  1. Pozwolę sobie nie zgodzić się z powyższym wpisem. Pan T. Bartoś w swoim tekście, do którego link powyżej (nota bede link pewnie niebawem się zdezaktualizuje) często "ślizga się" po temacie upraszczając go i spłaszczając, jednakże zwraca uwagę na wiele ważnych spraw.

    Jak choćby stwierdzenie, że "nie można całości wskazań etycznych wpisywać do prawa karnego". Bartoś twierdzi, że takie przekonanie istnieje w tradycji katolickiej. Nie wiem czy tak jest w rzeczywistości i trudno mi to zweryfikować, bo nie jestem niestety badaczem tejże tradycji (Tradycji??). Uważam jednak, że jest to stwierdzenie słuszne. O ile bowiem Kościół - nazwijmy to - instytucjonalny powinien bronić głoszonych zasad bezwzględnie, kategoryczni i bez kompromisów. O tyle świeccy politycy będący ludźmi Kościoła, ale funkcjonujący w realiach demokratycznych i nie wyznaniowych państw nie mogą działać "zerojedynkowo". Nie mogą jeśli chcą prowadzić politykę prawdziwą, czyli taką, która ma realny wpływ na kształt prawa, a tym samym na realia życia.

    Może się przecież "prawicowy" polityk A upierać przy całkowitym zakazie in vitro. Tak samo jak lewicowy polityk B upierać przy zupełnej dowolności stosowania tej metody i to jeszcze z dofinansowaniem z budżetu Państwa. Ale jeśli tych dwóch byłoby jedynymi w danym kraju to każdy z nich pozostanie przy swoim zdaniu, a żadne prawo ustanowione nie zostanie... chyba, że znaleźliby się inni, którzy (może mając takie same poglądy) byliby w stanie porozumieć się i uchwalić prawo normujące w sposób niezadawalający może w pełni każdego z nich, ale przynajmniej tworzący ramy dla danej dziedziny...

    Czy ci "ugodowi" politycy, którzy (może trochę wbrew własnym przekonaniom) wprowadzili minimum regulacji (i cywilizacji??) do danej dziedziny zasługują na potępienie i "ustawowy" zakaz przystępowania do Stołu Pańskiego?

    Oczywiście, że można niczym Don Kichot walczyć (o)błędnie o wszystko. Jednak warto by mieć świadomość, że ta walka o wszystko często nic nie daje...

    OdpowiedzUsuń
  2. Znalazłem jeszcze jedna nieścisłośc w artykule Pana Bartosia. W artykule tym pisze on, że ludzie popierający metodę in vitro nie maja wg Episkopatu przyjmowac Komunii Św. Moim zdaniem jest to uproszczenie, ponieważ w oświadczeniu Biskupów mówi się o ludziach ucxzesniczących w zabiegach i ustanawiających prawo. Nie ma więc oświadczenie znamion nakładania cenzury na sumienia Wiernych.
    A co do zapraszania tzw specjalistów do mediów to może przemilczmy to bo mówić szkoda:)

    OdpowiedzUsuń