sobota, 12 czerwca 2010

Dzieci Boże

Dwa błyskawiczne dni z moją siostrzenicą, mieszkającą 2 tys. km stąd, a ile radości!
Obietnica pójścia na plac zabaw – wielkie hurra. 10 min. na huśtawce – śmiech w niebogłosy, tak że całe osiedle słyszało, że jakaś dziewczynka ma radochę z bujania. Przy niepogodzie wyjście na zakupy – wielka radość, że w ogóle dziecko może wyjść. Kupno lizaka z przykazaniem, że zje go dopiero we Francji, znów uśmiech.
Żadnego grymaszenia, płaczu, fochów, choć dziecko z dala od domu i tylko z Tatą w Polsce. W rodzinie, z którą na co dzień ma kontakt tylko przez komputer i telefon.
A mimo to ciągle radosne, wesołe i szczęśliwe. Prawdziwe dziecko. Boże.

Czy atrakcje festynu, przygotowane głównie z myślą o najmłodszych, też wyzwolą takie pokłady radości wśród wildeckich dzieci? Mam – pewnie podobnie jak inni dorośli – taką nadzieję.
Udanej zabawy i przypomnienia sobie o radości dzieci Bożych!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz