środa, 30 czerwca 2010

„Wenecja” nie o Wenecji

Najnowszy film Jana Jakuba Kolskiego „Wenecja” tylko metaforycznie odnosi się do tego włoskiego miasta. Wenecja jest pretekstem do tego, by poetycko ukazać koszmar wojny. Jednak to film nie tylko o wojnie. Traktuje również o miłości macierzyńskiej i rodzeństwa, o dojrzewaniu i przedwojennej arystokracji. Ukazuje piękno Polski (w filmie – tej nad Sanem).

To niezwykle zmysłowy film – działa na wiele zmysłów. Dla przepięknych zdjęć Artura Reinharta ten film trzeba zobaczyć na jak największym ekranie. Liryzm ujęć i dramat niektórych scen głęboko poruszają. Muzyka, choć inna od pierwotnej, ponoć jeszcze lepiej współgrającej z klimatem obrazów (okazała się plagiatem), również nie pozostawia widza obojętnym.

Warte podkreślenia są nadzwyczaj dobre kreacje aktorskie młodych aktorów, co w polskim kinie jest raczej rzadkością. O tym, że Magdalena Cielecka, Grażyna Błęcka-Kolska, Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Agnieszka Grochowska czy nieco mniej znana Julia Kijowska, świetnie grają nikogo chyba przekonywać nie trzeba.
Sympatykom dobrego polskiego filmu gorąco polecam „Wenecję”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz