czwartek, 12 sierpnia 2010

Katolicka niekonsekwencja

We wczorajszej Ewangelii (Mt 18,15-20) Chrystus poucza, by upominać naszych braci, gdy jesteśmy świadkami ich grzeszenia, oraz instruuje, jak to robić (w cztery oczy, potem z kimś, aż po doniesienie Kościołowi).
Polscy biskupi często po to prawo sięgają. W ostatnich latach upominali Polaków, którzy popierali tego czy innego kandydata na prezydenta, albo jeśli nie sprzeciwiali się metodzie in vitro.. Ale nie słychać, by upominali tych członków Kościoła, którzy pod krzyżem i w imię krzyża wyzywają księży od esbeków i satanistów, którzy świętym symbolem naszej wiary wymuszają świecką inicjatywę pomnika/tablicy pamiątkowej - jakkolwiek szczytną ideę, to niemającą wiele wspólnego z obroną spraw wiary i dogmatów kościelnych.

Biskupi od kilku dni powtarzają, że Kościół nie da się wmanewrować w tę kontrowersyjną sprawę. Zdają się jednak pomijać fakt, że ci ludzie - fanatycznie broniący krzyża, który dziś jest świadkiem społecznej manifestacji, wulgarnych, często sprowokowanych zachowań (uczestnik odprawianego przy kordonie policji nabożeństwa pluł na tych, co skandowali nie do powtórzenia dla mnie słowa na krzyż), a wręcz profanacji, tak samo tworzą Kościół jak biskupi, kardynałowie i wszyscy ochrzczeni, którzy uznają się za wyznawców Chrystusa. I czasem trzeba im przypomnieć, ile zła płynęło z krucjat i inkwizycji, i że w 21. wieku dysponujemy lepszymi środkami perswazji i ewangelizacji niż okupowanie placu pod Pałacem Prezydenckim.

PS dopisuję po dwóch dniach. W piątek ukazało się jakże potrzebne oświadczenie Prezydium Konferencji Episkopatu Polski. I bardzo mnie ucieszyło - choć z opóźnieniem. Tutaj pena treść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz