poniedziałek, 11 października 2010

Dobra śmierć

Bojkot polskiej prasy wychodzi mi na dobre. W niemieckim tygodniku "Die Zeit" przeczytałam bardzo ciekawy wywiad z nową panią prezes szwajcarskiego stowarzyszenia Exit (nazwa "wyjście" staje się wymowna dla tych, którzy wiedzą, że stowarzyszenie propaguje eutanazję i przygotowuje do niej członków Exitu, którzy zawczasu się na nią pisemnie zgodzą).
Tylko ok. 1500 km dzieli nas od Szwajcarii, większe różnice może dotyczą gospodarki i dobrobytu. Jednak wydawałoby się, że to ta sama kultura, cywilizacja. Europa wszakże. Tenże wywiad pokazał mi jednak, jak bardzo się mylę.

Wspomniana pani - Saskia Frei - w całej rozmowie przekonuje o dobrodziejstwie płynącym z eutanazji i "pomocników śmierci" (język niemiecki dorobił się już fachowego określenia ludzi, którzy podają odpowiednią dawkę trucizny osobom chcącym sobie odebrać życie, co poprzedzane jest cyklem spotkań, rozmów). Trąci horrorem? Raczej poważną grozą, że znajdują się wolontariusze z uśmiechem na ustach niosący śmierć, niczym Dobrą Nowinę. Kompletne pomieszanie porządków!

Pani prezes smuci się niezmiernie, że jej matka, choć członkini stowarzyszenia, nie wyraziła nigdy zgody na podanie jej trucizny, a dziś biedaczka męczy się z Alzheimerem w domu opieki (bo gdzież w cywilizowanym świecie wymagać od ludzi, by po 1. zaakceptowali fakt bezradności wobec choroby, po 2. opiekowali się chorymi rodzicami!) - ku wielkiej żałości swojej córki. Ta zaś nie może już "obdarować" swojej matki dobrą śmiercią i oszczędzić jej cierpienia, co uważałaby za najlepsze rozwiązanie dla wszelkich trudów w pewnym wieku (nie stawia jednak jego granicy).

W Szwajcarii można zapisać się do Exit, wysłać deklarację, a posłaniec śmierci zgłosi się do nas. W Polsce modlimy się do Matki Bożej Patronki Dobrej Śmierci o dobre odejście ("wyjście") lub zabiegamy o nie w Apostolstwach Dobrej Śmierci. Jeszcze. Na szczęście.
Wbrew pozorom żyję w NORMALNYM kraju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz