środa, 29 grudnia 2010

Koniec roku

Choć zazwyczaj narzekamy na błyskawiczny upływ czasu, to ja już bym chciała, żeby ten rok się skończył.
Już nie chcę podsumowań i przerabiania tego, przez co jako naród w tym roku przejść musieliśmy. Musieliśmy i już. Już nic się nie odstanie z bezmiaru tragedii, jakie nas - wspólnie i z osobna - dotknęły.
Już mam dość. Już chcę wierzyć, że nie każdy rok, nie każda wiosna, zima muszą być tak tragiczne, okrutne...

piątek, 24 grudnia 2010

Święta, święta!

Narodzenia czas zacząć – tłoczno już na trasach
I codzienne utargi nie mieszczą się w kasach.
W domach i karczmach ciasno od przybyłych gości
Którzy sprawili wielki wybuch życzliwości.
Całe miasto przybrało odświętne oblicze
Zapachniało igliwiem, zapłonęły znicze.
Nad miastem wśród śnieżyc, zawiei i zamieci
Tamta gwiazda z dnia na dzień coraz jaśniej świeci.
Przeźroczyste anioły w powłóczystych szatach
Na wszystkich rogatkach stanęły na czatach
I czujnie wypatrują tej jedynej Pary,
Która dla nas od Boga niesie Dar nad dary.
ks. Kazimierz Wójtowicz CR

czwartek, 23 grudnia 2010

Gorączka przygotowań

Zaginiona paczka z prezentami, tłok w sklepach, korki na ulicach, mało lub wcale nieprzejezdne niektóre trasy, zgiełk domowych przygotowań: buchająca para, palący piekarnik, brakujące produkty, o których przypomni się w ostatniej chwili, telefony, że jeszcze coś na wczoraj w pracy trzeba załatwić, bo klient niecierpliwy lub w podbramkowej sytuacji... Ufff.

2000 lat temu Maryja z Józefem mieli większe zmartwienia...

niedziela, 19 grudnia 2010

Finał pomocy

Pomagamy bezinteresownie. Ale chętnie czytamy komunikaty, jak udała się akcja, w której uczestniczyliśmy. Nie tak dawno pisałam o jednej takiej - Nakarm psa, organizowanej przez portal ogłoszeniowy Szerlok.pl. Gdy wczoraj chciałam kliknąć w celu nakarmienia jakiegoś czworonoga, zaskoczył mnie bardzo miły komunikat - akcja tak się powiodła, że jeszcze kilka dni przed jej planowanym końcem wszystkie wytypowane do akcji psy z dwóch wielkopolskich schronisk dostały specjalne paczki żywnościowe. Mało tego - 17 zwierząt znalazło nowe domy, a ponadto - jak podaje portal:
Schroniska otrzymały dodatkowo od osób biorących udział w akcji:
* ponad 10 tysięcy złotych
* prawie pół tony karmy
* koce, poduchy, zabawki


A ponieważ sama do udziału w akcji zachęcałam, to informuję z przyjemnością.

sobota, 18 grudnia 2010

Najbardziej świąteczne


Każdy z nas ma coś, bez czego nie wyobraża sobie świąt - specyficzne smaki, zapachy, zwyczaje, wręcz domowe rytuały. W tym roku na FaceBooku okazało się, że całkiem spora jest rzesza tych, bez których święta bez "Kevin sam w domu" są nieważne ;) (prawie 2 tys. osób zdołało się podpisać w tym portalu pod petycją "Przywróćcie Kevin sam w domu do bożonarodzeniowej ramówki Polsatu").

Dla mnie tym czymś są PIERNICZKI. Ale nie po prostu pierniczki, tylko ich pieczenie (siłą rzeczy już w adwencie), lukrowanie i... rozdawanie. Nie tyle chodzi, żeby zjeść te ilości wyprodukowane z 1 kg mąki, ile mieć frajdę z ich przygotowania. Oczywiście geneza tej frajdy to wczesne dzieciństwo, męczenie Mamy od listopada "kiedy będziemy piec pierniki", objadanie się surowym ciastem mimo ostrzeżeń Mamy (tylko raz skończyło się bólem brzucha, ale chyba nie żałowałam, choć dziś trudno mi zrozumieć, że surowe, gumowate ciasto tak mi smakowało, no chyba że deficyt słodyczy w latach 80. miał na to decydujący wpływ) i zabawa w foremki do ciasta - która ładniejsza, lepsza itp.

I tak mi zostało. Jestem przedstawicielką co najmniej trzeciego pokolenia korzystającego z niezawodnego przepisu i sposobu na pyszne pierniczki, więc jakby ktoś reflektował (jeszcze nie jest za późno), to chętnie udostępnię. Przepis. Bo pierniki trudno przekazać przez Internet :)
Mniam...

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Święta Łucja


W Skandynawii bardzo żywa jest tradycja obchodzenia święta św. Łucji - patronki światła, przypadającego na 13 grudnia. Tego dnia orszak dziewcząt (pierwotnie dziewic) o świcie idzie ze światłem - na czele orszaku kroczy dziewczyna z wiankiem ze świec, pozostałe zaś trzymają po świeczce w rękach. Z pieśnią "Sankta Lucia" na ustach budzą ludzi.

Tak to brzmi i wygląda:

czwartek, 9 grudnia 2010

Dla dorosłych i dla dzieci...


... robimy minikiermasz świąteczny w parafii.

W niedzielę zaczynają się nasze adwentowe rekolekcje. Tego dnia przed kościołem będzie można oddać krew w autobusie Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, a czekając na swoją kolejkę lub idąc do kościoła, można będzie wstąpić do salek przy kancelarii i nabyć własnoręczne wyroby parafian: począwszy od ciast upieczonych przez młodzież, przez ozdobne stroiki - dzieło rąk florystki p. Emilii oraz własnoręcznie wykonane (różnymi technikami) anioły (lub ozdoby z nimi) przez dyrygentkę chóru Campanelli p. Beatę. Do tego nasze - własne - książki (wspólnego autorstwa), kalendarze na 2011 rok oraz wigilijne dzieło Caritas, czyli świece.
Oczywiście cały dochód przeznaczony zostanie na różne charytatywne inicjatywy - pomoc domowi dziecka w Kosewie, wsparcie wydania płyty Campanelli, wyjazd na ferie parafialnych dzieci i młodzieży - celów jak zwykle nie brakuje...

Zapraszamy serdecznie od 9 do 14!

środa, 8 grudnia 2010

Oczami Japonki

Gdy przeżywałam mój najbardziej osobliwy adwent w Danii, o czym poprzednio, czas w dużej mierze płynął mi na przygotowaniach do świątecznego kiermaszu przy parafii, w której życiu przez te miesiące uczestniczyłam. Masowo więc robiłam na drutach - krasnale, rzecz jasna, ucząc tejże sztuki również japońską koleżankę - Masumi (japońska rzetelność objawiała się w równiutkich rządkach i oczkach).

Kiedyś tak siedziałyśmy, wspólnie robiąc na drutach, gdy Masumi zapytała, o co tak właściwie chodzi w te święta. "O Boże Narodzenie" - wyjaśniłam, korzystając z terminu religijnego, którego się potocznie w Danii nie używa.
- No, ale jak to Bóg się urodził, skąd o tym wiecie... - z powątpiewaniem i bezradnością na twarzy zapytała moja bardzo dociekliwa koleżanka.
No to nie pozostało mi nic innego, jak zacząć od Adama i Ewy - autentycznie, i do tego po duńsku, który ani moim, ani jej ojczystą mową nie był!. Uff... Napociłam się, namęczyłam, nim doszłam do terminu "zbawienie".

Tego już Masumi w ogóle, mimo synonimów, pojąć nie mogła. Odkupić? Kogo, za co? Życie wieczne? Ale że jak - w trumnie? Dzień minął na wykładzie z bardzo ogólnych idei chrześcijaństwa, które - nie powiem - bardzo ją ujęły, wręcz wzruszyły (no bo jak to, dać się niewinnie ukrzyżować dla innych?!?).
Kiedy ją spytałam, czym zatem są dla niej te Święta, to potrafiła jedynie powiedzieć, że okazją do dawania prezentów (w listopadzie musiała nadać paczkę, by dopłynęła na czas do rodziny), ale skąd one, tego nie wiedziała. Gdy zapytałam o wiarę w jej kraju, usłyszałam, że owszem pokolenie babć (tych już nielicznych, co przeżyły Hiroszimę), wierzy w różnych bogów (bożków?), ale ona nie wie nawet co to za religia. Wie, że pali się czasem jakieś świeczki, coś tym bogom ofiarowuje... Ale ona w sumie nie wie po co i w to nie wierzy. Więcej nie zdołałam z niej wycisnąć.

Za to uświadomiłam sobie, jak trudno mówić o Bogu komuś, kto nigdy dotąd o Nim nie słyszał! A dziś, 10 lat później, myślę, że potrzebujemy silnej formacji, bo takie przypadki będą nam się zdarzać znacznie częściej, tu w Polsce...

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Specyficzny adwent

Najbardziej osobliwy dotąd adwent przeżyłam w Danii. Spędziłam tam 10 lat temu rok szkolny, a zatem i najważniejsze okresy liturgiczne.

Adwent w Danii upływa pod znakiem radości, zabawy (hucznej) i wszędobylskich krasnali. Krasnale te jednak nie są bohaterami pozytywnymi; to złośliwe, chytre, wręcz wredne bestie, winne wielu psot i żartów. Adwent mija więc Duńczykom na różnego rodzaju wygłupach i wzajemnym wkręcaniu się. Oraz na kupowaniu krasnali w każdej postaci. Dosłownie, aż do obrzydzenia (ta gorączka nie dotyczy bowiem tylko dzieci).

Wszędzie odbywają się tzw. gwiazdkowe lunche. [W potocznym języku duńskim nie ma religijnego określenia na Święta Bożego Narodzenia, nie ma religijnej etymologii terminu, stąd mowa tam raczej o gwiazdce]. Spotkania te są mocno zakrapiane, wręcz zalewane (w Polsce - w porównaniu do Danii - pije się przyzwoitego grzańca, w Danii - miesza się w wielkiej misie wszystko, co uczestnicy danego spotkania przynoszą z procentami. Czym to skutkuje - mogą sobie Państwo wyobrazić). W efekcie w Kopenhadze od pierwszej niedzieli adwentu widać nie pojedyncze postaci poruszające się zygzakiem po ichnim deptaku, ale całe grupy tak wałęsające się, krzyczące lub bełkoczące coś (chyba kolędy) pijacko. Obraz to nędzny, jak się temu bliżej przyjrzeć przez pryzmat liczb o alkoholizmie tego narodu (nie jest dobrze, jak ostatnio donosił chrześcijański dziennik "Kristeligt Dagblad").

Efekt adwentowych balang najlepiej opisywała czytanka dla uczących się duńskiego, którą przerabialiśmy z wielkim zdumieniem na pierwszym roku studiów. Opowiadała o tym, jak Duńczycy nienawidzą świąt, bo są skacowani, niewypsani i przepici po ok. 20 dniach adwentu i wcale niemiły jest im wspólny rodzinny posiłek z tradycyjnym dorszem w roli głównej.

To ja wolę polską rzeczywistość, nawet jeśli zbyt zabieganą po sklepach...

niedziela, 5 grudnia 2010

Międzynarodowy Dzień Wolontariusza - to dziś


Od dziewięciu lat dzięki ONZ obchodzimy Międzynarodowy Dzień Wolontariusza. To ukłon wobec wszystkim form wolontariatu: świeckiego (wielu świeckich pracuje w hospicjach, fundacjach opiekujących się chorymi czy choćby w takich świetlicach jak ta księży zmartwychwstańców u nas w parafii), kościelnego (od zarania dziejów), pracowniczego (wiele firm funduje pracownikom dzień wolny i środki na realizację dobrego społecznie czynu, robią to z dobrego serca swoich szefów lub dla swojego dobrego imienia).

A ja wspomnę o jeszcze innej formie wolontariatu - misyjnego. Do takowego przygotowuje Salezjański Ośrodek Misyjny Don Bosco, który zajmuje się głównie wychowaniem oraz kształceniem dzieci i młodzieży w krajach najuboższych. Robi to rękoma wolontariuszy z całej Polski, w różnym wieku, z różnym wykształceniem. Łączy ich wiara w Boga i chęć bezinteresownej pomocy poprzez swoje umiejętności. Jak napisał w informacji prasowej ks. Maciej Makuła SDB, "od 2003 roku wolontariusze wyjeżdżają na placówki misyjne w Azji, Afryce, Ameryce Południowej oraz w takich krajach europejskich jak Ukraina i Albania. Wspierają pracę misjonarzy w szkołach, przedszkolach i internatach. Po powrocie większość z nich stwierdza, że wolontariat misyjny był najważniejszym doświadczeniem ich życia". Warto dodać, że niektórzy nie wracają, bo tam, na drugim końcu świata (patrząc z perspektywy Poznania czy Warszawy), odkryli swoje powołanie, swój cel w życiu i szczęście.

Przy okazji na łamach "JJZ" postaramy się przybliżyć pracę ośrodka, a teraz w imieniu salezjanów zapraszam:

W ramach Międzynarodowego Dnia Wolontariusza zapraszamy na wigilijny zjazd wolontariuszy w Salezjańskim Ośrodku Misyjnym. Hasło spotkania: Adwentowa łaska remontu. Nie zabraknie opowieści z misji. Obejrzysz trzy prezentacje wolontariuszy z Zimbabwe i jedną z Betlejem. Siostra salezjanka opowie nam o swojej pracy w Ghanie.
Spotkanie odbędzie się w dniach 10-12 grudnia 2010 w Salezjańskim Ośrodku Misyjnym w Warszawie.

piątek, 3 grudnia 2010

Plac Wolności dawniej i dziś

Chodząc, może nawet codziennie, przez Plac Wolności, pewnie częściej koncentrujemy się na tłumie na chodniku, śmieciach, źle zaparkowanych samochodach, utrudniających nam ruch, aniżeli na architekturze okalających plac kamienic czy jego atmosferze. W najlepszym wypadku myślimy o tym placu jako o punkcie spotkań poznaniaków.

Otwarta wczoraj w Ratuszu, już 10., wystawa z cyklu "Ulice i zaułki Poznania" poświęcona jest właśnie Placowi Wolności, jego kamienicom i ich mieszkańcom. Drugie piętro Ratusza zaprasza nas na spacer po Placu przez ostatnie ponad 200 lat, czyli od początków tego miejsca (Muszej Góry) - dawniej obrzeża miasta. Autorom wystawy udało się zgromadzić bardzo liczne pocztówki i fotografie (świetnej jakości!) z każdego okresu. Obrazują one każdy budynek, a często również ich mieszkańców: właścicieli domów handlowych, restauracji i kawiarni. Ogłoszenia reklamowe, kaligraficznie wypisane pocztówki, zdjęcia z wnętrz lokali przenoszą nas do XIX w. czy początku minionego.
Kilka tablic poświęconych jest jednemu z okazalszych budynków - siedzibie Księgarni Św. Wojciecha. Nie brakuje też archiwalnych, przedwojennych numerów "Przewodnika Katolickiego", tam właśnie wydawanego.



Warto udać się na wystawę, a potem przejść się po dzisiejszym Placu Wolności. I przekonać się, o ilu to rzeczach się nie wiedziało...

Przypomnę, że w każdą sobotę poznańskie muzea są BEZPŁATNE, a wystawa będzie czynna do 31 stycznia następnego roku. Do tego dla zwiedzających przygotowano konkurs, w którym można wygrać nagrody sponsorowane przez niektórych dzisiejszych lokatorów kamienic Placu Wolności.

(Fot. Materiały prasowe Muzeum)

Nakarm dzieci i psy

Adwent sprzyja akcjom charytatywnym i wzbudza w wielu przedsiębiorcach i organizacjach chęć udziału w nich lub wręcz ich inicjowania.
W całym kraju od wielu lat już Caritas poprzez sprzedaż świec dba o to, by najubożsi też mieli święta; w parafii co roku wydajemy kalendarz, którego dochód przeznaczamy na szczyty cel (w tym rok parafia postara się pomóc domowi dziecka, Akcja Katolicka planuje paczki dla chorych i samotnych); w tym roku również nasza parafialna florystka, pani Emilia, przygotowuje piękne adwentowe stroiki na stół - by urozmaicić tę ofertę (do kupienia w niedziele).


Zaiste, wiele mamy okazji do finansowej pomocy potrzebującym. Ale są też inicjatywy, które nas poza odruchem nic nie kosztują. Takową jest akcja Nakarm psa zainicjowana przez ogłoszeniowy portal rodem z Poznania - Szerlok. Wystarczy tu kliknąć, http://szerlok.pl/nakarm_psa/, wybrać psa i go "dokarmić" kliknięciem, a właściciel portalu wyśle wielką paczkę żywności do schroniska dla tego właśnie zwierzęcia.

Piszę o tym nie tyle, by chwalić przedsiębiorcę (chociaż - czemu nie?!), ale by Drogich Czytelników zachęcić - do klikania właśnie!
Przy okazji warto przypomnieć inną tego typu akcję - od której chyba takie działania się zaczęły - to słynny Pajacyk (www.pajacyk.pl).
Zapraszam!