środa, 8 grudnia 2010

Oczami Japonki

Gdy przeżywałam mój najbardziej osobliwy adwent w Danii, o czym poprzednio, czas w dużej mierze płynął mi na przygotowaniach do świątecznego kiermaszu przy parafii, w której życiu przez te miesiące uczestniczyłam. Masowo więc robiłam na drutach - krasnale, rzecz jasna, ucząc tejże sztuki również japońską koleżankę - Masumi (japońska rzetelność objawiała się w równiutkich rządkach i oczkach).

Kiedyś tak siedziałyśmy, wspólnie robiąc na drutach, gdy Masumi zapytała, o co tak właściwie chodzi w te święta. "O Boże Narodzenie" - wyjaśniłam, korzystając z terminu religijnego, którego się potocznie w Danii nie używa.
- No, ale jak to Bóg się urodził, skąd o tym wiecie... - z powątpiewaniem i bezradnością na twarzy zapytała moja bardzo dociekliwa koleżanka.
No to nie pozostało mi nic innego, jak zacząć od Adama i Ewy - autentycznie, i do tego po duńsku, który ani moim, ani jej ojczystą mową nie był!. Uff... Napociłam się, namęczyłam, nim doszłam do terminu "zbawienie".

Tego już Masumi w ogóle, mimo synonimów, pojąć nie mogła. Odkupić? Kogo, za co? Życie wieczne? Ale że jak - w trumnie? Dzień minął na wykładzie z bardzo ogólnych idei chrześcijaństwa, które - nie powiem - bardzo ją ujęły, wręcz wzruszyły (no bo jak to, dać się niewinnie ukrzyżować dla innych?!?).
Kiedy ją spytałam, czym zatem są dla niej te Święta, to potrafiła jedynie powiedzieć, że okazją do dawania prezentów (w listopadzie musiała nadać paczkę, by dopłynęła na czas do rodziny), ale skąd one, tego nie wiedziała. Gdy zapytałam o wiarę w jej kraju, usłyszałam, że owszem pokolenie babć (tych już nielicznych, co przeżyły Hiroszimę), wierzy w różnych bogów (bożków?), ale ona nie wie nawet co to za religia. Wie, że pali się czasem jakieś świeczki, coś tym bogom ofiarowuje... Ale ona w sumie nie wie po co i w to nie wierzy. Więcej nie zdołałam z niej wycisnąć.

Za to uświadomiłam sobie, jak trudno mówić o Bogu komuś, kto nigdy dotąd o Nim nie słyszał! A dziś, 10 lat później, myślę, że potrzebujemy silnej formacji, bo takie przypadki będą nam się zdarzać znacznie częściej, tu w Polsce...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz