poniedziałek, 31 stycznia 2011

Serce rośnie!

Taka antyklarekalna gazeta - Wyborcza - poświęciła niemal pół ostatniego reportażowego dodatku "Duży Format" dwóm poważnym religijnym tematom. Niesamowite!
Schylam się po Wyborczą w sklepie i widzę na okładce postać o. Michała Zioły, zapowiadającą wywiad w związku z premierą filmu "Ludzie Boga".
To kolejny argument za tym, by katolickie serce rosło: w tak zlaicyzowanym świecie, w jakim żyjemy, znalazła się wcale niemała grupa ludzi, którzy zrealizowali pełnometrażowy, wartościowy (już nagrodzony w Cannes) film poświęcony bestialskiemu wymordowaniu trapistów w górach Algierii. A jeszcze większa grupa ludzi - bo ponoć w samej Francji 3 mln - już go obejrzała! Jakkolwiek absurdalnie to brzmi w obliczu faktu, o którym obraz opowiada, to cieszę się na możliwość jego zobaczenia - nie omieszkam się podzielić wrażeniami.

Ale jest jeszcze jedna perełka w czwartkowym "Dużym Formacie" - reportaż o duchowej adopcji, o uczestniczących w tym dziele katolikach, ich sylwetki i świadectwa. Bardzo dobry tekst (tu można go już przeczytać online), wydaje mi się (z całym krytycyzmem wobec poglądów "GW"), że obiektywnie, prezentujący tę świecką inicjatywę. Powiedziałabym wręcz, że ją propagujący. Wszak marzec i symboliczny początek kolejnych duchowych adopcji niebawem.

sobota, 29 stycznia 2011

20 lat pokolenia "Metra"


Miałam 12 lat, gdy na deskach Teatru Dramatycznego odbyła się głośna premiera pierwszego przygotowanego na taką skalę polskiego musicalu. Oczywiście nie było mi dane zobaczyć tej premiery, a obejrzenie spektaklu w ogóle było marzeniem młodości - spełnionym dopiero na studiach, tu w poznańskiej Arenie. Ale za to z jakże dziką satysfakcją!
Jutro mija 20 lat tego musicalu.

Moja młodość, jak i moich koleżanek, upłynęła pod znakiem piosenek "Metra" znanych na pamięć, śpiewanych i cytowanych przy każdej okazji. Wszak teksty są ponadczasowe i daleko im do płytkiego libretta niejednego tzw. kultowego musicalu (jak choćby mój niegdyś ulubiony "Greace" z Johnem Travolta i Olivią Newtone Jones). Nie przepuściłam żadnej relacji, reportażu w gazetach (wtedy ukazywał się miesięcznik dla nastolatków "10 20", który wiele miejsca poświęcał reportażom zza kulisów "Metra" i o życiu raczkujących wtedy artystów), a tym bardziej premiery telewizyjnej...

20. urodziny tego przedsięwzięcia stwarzają okazję do poruszenia ogromu młodzieńczych wspomnień, ale i przyjrzenia się, na ile wyśpiewane w "Metrze" ideały są mi - nadal? - bliskie. "Metro" w 1991 roku, w startującym dopiero kapitalizmie w Polsce, jako bunt przeciwko komercji, pogoni za pieniądzem, którego siłę dopiero jako społeczeństwo poznawaliśmy.
Ten musical słusznie stał się przebojem artystycznym i ikoną polskiej popkultury. To dzieło, które - choć nie zawojowało Brodwayu, jak marzyli twórcy - to ogromny sukces polskich prawdziwych artystów. Kolebka wielu dobrych, naprawdę umiejących śpiewać piosenkarzy, świetnie ruszających się tancerzy, bo nazwiska panów Januszów (Stokłosy i Józefowicza) są niczym gwarancja jakości młodych ludzi wychodzących z ich szkoły - często szkoły życia.
Z tego dokonania 20-lecia Polacy naprawdę mogą być dumni. Nawet jak nie przepadają za tym gatunkiem muzyczno-teatralnym.
Jak przystało na prawdziwy, nowoczesny musical, obfituje w różnorodność form i przekazu. Dlatego na zakończenie czasu kolęd, proponuję tę oto z musicalu "Uciekali"

Tak naprawdę nie zmienia się nic


Bardzo lubię stare pocztówki i fotografie z miast, które znam. Stanowią niezbity dowód na to, że... "tak naprawdę nie zmienia się nic".
Człowiek niemal codziennie przeżywa (lub jest przeświadczony o takimż przeżywaniu) katastrof, załamań, przełomów, zmian. Spojrzenie na fotografie sprzed wojny, a dla młodego człowieka to czasy zamierzchłe, dowodzi, że nic albo naprawdę niewiele się zmieniło (nie licząc okresu wojny i zniszczeń, później często odbudowanych). Liczące kilkaset lat budowle nie zmieniły swych brył, przybył lub ubył im szyld, reklama, czasem otoczenie zieleni. Ale wciąż biegną te same szlaki, którymi kiedyś poruszano się konno, a dziś pojazdami - końmi mechanicznymi; jakieś ulice służą li tylko pieszym, inne zamieniono w dwupasmowe jezdnie. Ot, niuanse.
Oglądanie starych - 100-letnich i starszych fotografii - pokazuje naszą małość i kruchość naszego życia wobec historii.

Fanów wirtualnych spacerów i podróży w czasie zachęcam do obejrzenia Poznania dawniej (z lat 40.) i dziś.

Fot. Archiwum Muzeum w Ratuszu (z okazji wystawy o Placu Wolności), fot. gmachu Muzeum Narodowego z lat 60.

niedziela, 23 stycznia 2011

Przesądny katolik

Od dawna zastanawiam się, jak to możliwe, że w katolickim kraju co rusz słyszę o tym, jak to trzeba się łapać za guzik, gdy się widzi kominiarza (no chyba że spotka się okularnika), że wierzy się w beznadziejny dzień, po tym jak drogę przebiegł nam czarny kot, a 13. dnia miesiąca nie wychodzić lepiej z domu. Co rusz słyszę takie porzekadła, a wręcz wyznanie ślepej wiary w nie, osób nie tylko uznających się za wierzące, ale do tego wykształconych! Znajoma z Niemiec zwróciła mi kiedyś na to uwagę, że to zaskakujące, iż tak wierzący naród ma tyle zabobonów (wymieniła mi ich długą listę, również takich, o których wcześniej nie słyszałam). Wzruszyłam ramionami mówiąc, że tego nie pojmuję: wierzę w Boga, natchnienie Ducha Świętego i opiekę aniołów, a po to mam rozum (dany od Boga), by sobie życia nie utrudniać głupimi decyzjami. Kot, kominiarz czy kalendarzowe zbiegi okoliczności nie mają na to najmniejszego wpływu - ujęłam w skrócie i potraktowałam tę długą listę polskich przesądów raczej jako ludowe powiedzonka.

Że tak nie jest, pokazuje to artykuł na Deon.pl, który ze zdumieniem przeczytałam. Odsłania on bardzo smutną prawdę o naszym - katolickim? - społeczeństwie.

sobota, 22 stycznia 2011

Opłatki śniadaniowe

Taki tytuł ma nosić... katolicka telewizja śniadaniowa, który od 2 lutego będzie nadawać TVP 1 - jak podał serwis Press.pl.
Program, wzorowanych na telewizjach śniadaniowych innych stacji, prowadzony przez emerytowanego ks. proboszcza Jana Sikorskiego z Warszawy, ma być nadawany o... 10.40.
Jak na telewizję śniadaniową, do tego katolicką, pora dosyć późna. Chyba że jej odbiorcą mają być młodzi, nowocześni i uprawiający nocny styl życia katolicy - wstający z łóżka po 10. ;-)

piątek, 21 stycznia 2011

W tygodniu ekumeninczym

Tak sobie myślę w tym Tygodniu Modlitw o Jedność Chrześcijan, że gdyby w XV w. działały media i stanowiły czwartą władzę jak dziś, może nie doszłoby do rozłamu świata chrześcijańskiego (po raz drugi), bo może udałoby się temu zapobiec.

Odejście od nauczania Jezusa w Ewangeliach, skoncentrowanie się na dobrach ziemskich papieży, którzy bardziej zabiegali w tamtych latach o dzieła sztuki aniżeli o owczarnię Pana, papieże niczym książęta z własnymi wojskami. No i te płatne odpusty... by wymienić najpopularniejsze zarzuty stawiane przez Marcina Lutra Kościołowi katolickiemu.
Dziś rozgorzałaby nie tylko ogromna dyskusja, ale pewnie i poleciałaby niejedna głowa w wysokich strukturach Kościoła, wierni wzburzeni przez Lutra naszych czasów mieliby większy wpływ niż w XV w. mało wykształcony lud wiernych...

Gdy więc wokół Kościoła toczy się dyskusja, jak ta ostatnia wywołana publikacją listu o. Wiśniewskiego, wierzę, że nawet mimo wielu kłamliwych zarzutów, obelg padających przy tej okazji, pełni ona rolę czujnika - może bezpiecznika. Dziś, nim się dokona apostazji i wywiesi swoje tezy na drzwiach katedry (może: umieści w Internecie?), ma się wiele innych sposób i możliwości, by zrobić coś dla odnowy Kościoła. Oczywiście niekoniecznie w mediach.

PS Przypomnę tylko, by nie być posądzoną o aluzję, że list o. Wiśniewskiego opublikowano wbrew Jego woli i bez Jego zgody.

niedziela, 16 stycznia 2011

Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy

Przez większość mojego życia słowo "emigrant" kojarzyło mi się z Polakami na obczyźnie (zaczęło się od szkolnego terminu wielkiej emigracji) - tymi zmuszonymi do wyjazdu z kraju, tymi, którzy zniechęcili się swoją - nieswoją ojczyzną, tymi szukającymi w swych drzewach genealogicznych niemieckiego pochodzenia, bo tak łatwiej było o azyl (tzw. Volksdeutsche).

Od paru lat w Polsce jesteśmy świadkiem sytuacji z drugiej strony, choć może na co dzień nie zdajemy sobie z tego sprawy - to Polska jest ziemią obiecaną, a to dla Ukraińców, a to dla Białorusinów, Chińczyków, Koreańczyków, Filipińczyków. Widać to już nawet w coraz mniejszych miejscowościach, gdy w barze obsługują nas osoby mówiące z "dziwnym" akcentem, a sklepy i restauracje prowadzą osoby o skośnych oczach.
I tak jak nasi rodacy za granicą, tak i oni padają ofiarą wyzysku - pracy w nieludzkich warunkach, tu, w naszym państwie prawa. By wspomnieć tylko dotkliwy incydent z naszej parafii sprzed 2 lat, gdy z ks. proboszczem staraliśmy się pomóc grupie filipińskich robotników wynajętych przez mało frasobliwą (to bardzo eufemistyczne określenie na to, co odkryliśmy) agencję pośrednictwa do pracy w Zakładach Cegielskiego. Najsmutniejsze, że wtedy przegraliśmy z obojętnością konsula i paru innych - według nas władnych - organów. Jedyne, co się udało wskórać, to późniejszy rozgłos - biedni (bo bez zarobku!) Filipińczycy byli już w swoim kraju, gdy w Polsce - możliwe, że na fali naszej akcji - doszło do kliku protestów obcokrajowców i kontroli inspekcji, które wykazały nieprawidłowości w zatrudnianiu głównie przybyszów z Azji.

Oby dały nam one do myślenia, choćby z okazji Dnia Migranta i Uchodźcy.

PS Oto spis linków do artykułów, które udało nam się nakłonić do zainteresowania tematem haniebnego potraktowania pracowników z Filipin:

1/ „Polska The Times Głos Wielkopolski”
2/ „Puls Dnia” telewizji WTK, na portalu Epoznan.pl
3/ „Gazeta Wyborcza Poznań”
4/ „Gość Niedzielny” i jego portal Wiara.pl

Ksiądz poeta

Przed pięcioma laty zmarł ks. Jan Twardowski, autor, którego poezja przekonała najbardziej odpornych na poezję uczniów podstawówek.
I wspaniały człowiek, który roztaczał swój czar również na tych, którzy znali go tylko z wierszy, tekstów czy mediów.

To wspaniałe, że Poeta tyle nam zostawił - setki wierszy, niezliczone błyskotliwe w swej prostocie myśli - na każdy dzień, do każdej Ewangelii.

Do samego siebie

Żebym pisząc wiersze nie wzywał Imienia Pana Boga nadaremno
nie tłumaczył Biblii na nie-Biblię
nie przychodził w wilczej skórze wtajemniczonych
nie polował na piękne słowa jak na płochliwe zające
wciągające w puste pole
lub na karasie w tataraku
nie udowadniał - to znaczy nie zamęczał
nie był zbyt pewny
(przecież nawet biała kawa nie jest biała)
nie sadzał sumienia jak spoconej babci na miękkim fotelu
żebym nie patrzył w nie jak w okrucieństwo pamięci
nie odkładał milczenia na jutro
nie kochał miłością mniejszą od miłości
nie uprawiał zdenerwowanej teologii
nie pocieszał bólu
a nade wszystko żebym nie chował twarzy do rękawa
nie zamykał się w budce poezji -
kiedy trzeba mówić najprościej
o Matce Najświętszej
o cierpliwości sakramentów dłuższej niż życie
o ciepłym pomruku schodów
po których niosę nadzieję chorym -
o śniegu który padając na ręce - uczy chyba rozdawania
o Jezusie który nieraz tak wygląda między nami
jakby chodził od nie swoich do obcych

Jan Twardowski

Nie znałam ks. Twardowskiego, ale chyba mu się to udało.

piątek, 14 stycznia 2011

Na poprawę humoru

Gdy jesień za oknem mimo zimy w kalendarzu, pewnie trudno o uśmiech.
Zatem:
Papież stuka do bramy Nieba - i nic. Wali pięściami - i w końcu słyszy:
- No co, zapomniałeś, że masz klucze!

:-)

środa, 12 stycznia 2011

Cywilizacja

Ludzkość szczyci się postępem technologicznym: lotami w kosmos, rosnącym odsetkiem osób korzystających na co dzień z internetu czy coraz większą liczbą ludzi z wyższym wykształceniem.
Tylko rozwój kultury osobistej nie idzie z tym w parze.
Obecna odwilż obnażyła bezlitośnie... efekty najzwyklejszego chamstwa w mieszkańców mojego budynku (nie generalizuję, ale stan chodnika i trawnika świadczy o tym, że wcale nie nielicznych).
W 21. wieku, przy jednej z większych poznańskich ulic, stanowiącej fragment drogi krajowej nr 5, idąc wzdłuż bloku:
-/ można oberwać siatką śmieci (!) zrzucaną z okna 3. lub 4. piętra(!) (wylądowała za ramieniem męża),
-/ można dostać w głowę cały kawałami suchego lub pleśniejącego chleba(!) (na głowę spadły mi okruchy, kawałki upadły obok),
-/ można się pośliznąć na... całej stercie rozsypanego ugotowanego makaronu, wokół którego tłoczy się stado gołębi, nieskrępowane tym, że chciałabym wejść do klatki(!).

Kultura? Cywilizacja? Postęp?
Oto ludzkość, właśnie!

PS Gdyby się ktoś pytał, czy tak obojętnie obok tego przechodzę, śpieszę wyjaśnić: kilka listów do spółdzielni, kartki z informacjami i ostrzeżeniami na drzwiach, usilne prośby, próby skontaktowania się z osobą, którą namierzyłam przez okno - bez rezultatu.

czwartek, 6 stycznia 2011

Orszak Trzech Króli - nie tylko w Bilbii


Wolny dzień w Uroczystość Objawienia Pańskiego skłonił i poznaniaków do organizacji Orszaku Trzech Króli. "I" - ponieważ od kilku lat taki orszak organizują warszawiacy. Owa oddolna idea świeckich środowisk związanych z Kościołem spotyka się z rosnącym sukcesem i zainteresowaniem chrześcijan i jak pokazuje przykład poznański - z naśladowcami.
O poznańskim orszaku dowiedziałam się niestety dopiero teraz, dlatego w nim nie uczestniczyłam, ale jest on dobrym znakiem, że 6 stycznia jest czymś więcej niż tylko dniem wolnym.

Ciekawe przy okazji, czy z tej okazji we mszach św. uczestniczyło więcej wiernych niż w poprzednich latach, gdy święto to było dniem roboczym i gdy wielu katolików zdawało się żyć w nieświadomości o randze uroczystości i w związku z tym o obowiązku udziału we mszy św.

niedziela, 2 stycznia 2011

Nadzieja

Ilekroć myślę o sylwestrze, tylekroć zastanawiam się, czemu ludzi - generalnie ujmując - tak cieszy zmiana roku. Zawsze uważałam, że skoro mijający był taki dobry, to czemu cieszymy się na nowy? Zatem moja radość wynikała raczej z faktu, że było dobrze. Zasadniczo młodzi bardziej cieszą się na nowy rok, bo on przybliża ich do dorosłości - dorośli raczej nie szaleją z radości z kolejnego roku... Ewentualnie cieszą się, że stary rok się (wreszcie) kończy. Bo jest NADZIEJA. Nadzieja, że kolejny rok to ponowna szansa, że będzie lepiej (bo zdaje się nierzadko, że gorzej być nie może, choć to złudne wrażenie). Zatem chyba tą nadzieją się cieszymy, wystrzeliwując kolejne korki od szampana czy petardy...



Sądząc po ilości fajerwerków (w tym na Wildzie!) w sylwestrową noc, kryzys mamy za sobą:)

sobota, 1 stycznia 2011

Na kolejny rok

Tym, którzy z nowym rokiem rozpoczynają coś od nowa, coś sobie obiecują i przyrzekają, dedykuję ten tekst - czytelnikom "Ja Jestem Zmartwychwstaniem" znany ze świątecznego numeru. Jednakże tak mnie urzekł, że postanowiłam wklepać go i tutaj. Dziękując równocześnie pani Teresie za jego podesłanie.

Desiderata

Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu, pamiętaj, jaki pokój może być w ciszy. Tak dalece jak to możliwe, nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi.
Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchaj też tego, co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swą opowieść. Jeśli porównujesz się z innymi, możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie. Ciesz się zarówno swoimi osiągnięciami, jak i planami.
Wykonuj z sercem swą pracę, jakakolwiek by ona była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu. Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach – świat bowiem pełen jest oszustwa. Lecz niech ci to nie przesłania prawdziwej cnoty, wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.
Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć, nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa.
Przyjmuj pogodnie to, co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości.
Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się trwogami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. Obok zdrowej dyscypliny bądź łagodny dla siebie. Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż gwiazdy i drzewa masz prawo być tutaj i czy to jest dla ciebie jasne, czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki, jaki powinien. Tak więc bądź w pokoju z Bogiem, cokolwiek myślisz o Jego istnieniu i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia: w zgiełku ulicznym, zamęcie życia za-chowaj pokój ze swą duszą. Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świąt jest piękny.
Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy.

Tekst znaleziony w starym kościele w Baltimore, datowany w 1692 r.