niedziela, 16 stycznia 2011

Ksiądz poeta

Przed pięcioma laty zmarł ks. Jan Twardowski, autor, którego poezja przekonała najbardziej odpornych na poezję uczniów podstawówek.
I wspaniały człowiek, który roztaczał swój czar również na tych, którzy znali go tylko z wierszy, tekstów czy mediów.

To wspaniałe, że Poeta tyle nam zostawił - setki wierszy, niezliczone błyskotliwe w swej prostocie myśli - na każdy dzień, do każdej Ewangelii.

Do samego siebie

Żebym pisząc wiersze nie wzywał Imienia Pana Boga nadaremno
nie tłumaczył Biblii na nie-Biblię
nie przychodził w wilczej skórze wtajemniczonych
nie polował na piękne słowa jak na płochliwe zające
wciągające w puste pole
lub na karasie w tataraku
nie udowadniał - to znaczy nie zamęczał
nie był zbyt pewny
(przecież nawet biała kawa nie jest biała)
nie sadzał sumienia jak spoconej babci na miękkim fotelu
żebym nie patrzył w nie jak w okrucieństwo pamięci
nie odkładał milczenia na jutro
nie kochał miłością mniejszą od miłości
nie uprawiał zdenerwowanej teologii
nie pocieszał bólu
a nade wszystko żebym nie chował twarzy do rękawa
nie zamykał się w budce poezji -
kiedy trzeba mówić najprościej
o Matce Najświętszej
o cierpliwości sakramentów dłuższej niż życie
o ciepłym pomruku schodów
po których niosę nadzieję chorym -
o śniegu który padając na ręce - uczy chyba rozdawania
o Jezusie który nieraz tak wygląda między nami
jakby chodził od nie swoich do obcych

Jan Twardowski

Nie znałam ks. Twardowskiego, ale chyba mu się to udało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz