niedziela, 23 stycznia 2011

Przesądny katolik

Od dawna zastanawiam się, jak to możliwe, że w katolickim kraju co rusz słyszę o tym, jak to trzeba się łapać za guzik, gdy się widzi kominiarza (no chyba że spotka się okularnika), że wierzy się w beznadziejny dzień, po tym jak drogę przebiegł nam czarny kot, a 13. dnia miesiąca nie wychodzić lepiej z domu. Co rusz słyszę takie porzekadła, a wręcz wyznanie ślepej wiary w nie, osób nie tylko uznających się za wierzące, ale do tego wykształconych! Znajoma z Niemiec zwróciła mi kiedyś na to uwagę, że to zaskakujące, iż tak wierzący naród ma tyle zabobonów (wymieniła mi ich długą listę, również takich, o których wcześniej nie słyszałam). Wzruszyłam ramionami mówiąc, że tego nie pojmuję: wierzę w Boga, natchnienie Ducha Świętego i opiekę aniołów, a po to mam rozum (dany od Boga), by sobie życia nie utrudniać głupimi decyzjami. Kot, kominiarz czy kalendarzowe zbiegi okoliczności nie mają na to najmniejszego wpływu - ujęłam w skrócie i potraktowałam tę długą listę polskich przesądów raczej jako ludowe powiedzonka.

Że tak nie jest, pokazuje to artykuł na Deon.pl, który ze zdumieniem przeczytałam. Odsłania on bardzo smutną prawdę o naszym - katolickim? - społeczeństwie.

2 komentarze:

  1. Przesądy są obecna w naszym życiu od dawien dawna. Najciekawsze są zwykle ich genezy.
    Mp. 13 piątek jest traktowany za dzień nisący nieszczęścia podobno po tym jak Papierz (Bodajrze któryś z Leonów) na 13 właśnie w piątek wyznaczył tajną datę eksterminacji zakonu templariuszy.
    Inne pewnikiem również mają podobne korzenie.
    Czarny kot kojarzy mi się z paleniem czarownic w średniowieczu (może to tylko subiektywne skojarzenie).
    Tak więc niektóre z zabobonów mają powiązanie z katolicyzmem:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. ale nasadziłem ortografów. Przepraszam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń