środa, 23 lutego 2011

Katolicy z duchem czasów

Że niby Kościół nie idzie z duchem czasów, a katolicy są zacofani?

Tak kolejny dowód na to, że tak nie jest (obok: stron internetowych parafii - fakt, że poziom niektórych każe przemilczeć ten wątek; profile na FaceBooku; podcasty udostępniane przez kolejne katolickie serwisy internetowe itp.): http://www.modlitwawdrodze.pl/.
Słuchasz przez telefon lub w odtwarzaczu mp3 muzyki, radia czy pobranych plików mp3 (podpcastów)? To oferta dla Ciebie: codzienna porcja modlitwy i rozważań nad Ewangelią danego dnia. Tak skonstruowane, by efektywnie wypełnić kilka minut dnia podczas drogi do pracy czy szkoły. I pomóc się wyciszyć.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Miasto ruin


Taki tytuł nosi film, który można obejrzeć w Muzeum Powstania Warszawskiego. Tutaj wiele mówiący zwiastun (www.miastoruin.pl).
Wizyta w muzeum ogromnie porusza, bo nie trzeba wielkiej wyobraźni, by choćby trochę współodczuwać to, co było udziałem pokolenia Kolumbów. Ale nawet jak komuś tej wyobraźni zabraknie, to widok opustoszałego, niczym po zagładzie miasta (a czymże była ta wojna!) we wspomnianym filmie, musi poruszyć. I te liczby: 1 300 000 mieszkańców przed 1.09.1938 r., 900 000 przed wybuchem Powstania. I 1000 osób po jego zakończeniu.

Z bezsilnością, bezradnością i rosnącym przerażeniem słucha i ogląda się w muzeum kolejne relacje świadków tamtych zbrodni i mordów (w tym niemieckiego żołnierza Wehrmachtu!). Chciałoby się przetrzeć oczy i zapomnieć, jak film fabularny z gatunku thrillerów. Ale się nie da. Nie da się też być obojętnym wobec bezmiaru okrucieństwa, który uzmysławiają muzealne eksponaty i materiały filmowe. Pomył umieszczenia więc w muzeum kaplicy, w której codziennie odprawiane są nieszpory, a w niedziele jedna msza święta (o 12.30), jest więc trafiony w dziesiątkę. Bo po takich przeżyciach nie da się po prostu wyjść na ulicę i włączyć w dzisiejszy rytm Warszawy jakby nigdy nic. Spotkanie po drodze ze Zmartwychwstałym w Eucharystii na pewno ułatwia powrót do równowagi.

Muzeum na miarę naszych czasów


Doprawdy serce rośnie, gdy patrzy się na tłumy szturmujące Muzeum Powstania Warszawskiego. Bo tak trzeba nazwać to, co się dzieje w tym zacnym gmachu w niedziele (gdy wstęp jest bezpłatny), zwłaszcza od godzin południowych. Całe rodziny z mniejszym lub większym zainteresowaniem tłoczą się przy licznych i ciekawie zaprezentowanych eksponatach, stają w kolejce do kina, w którym pokazywany jest film "Miasto ruin" - rekonstrukcja Warszawy z 1944 r. widzianej z lotu samolotem.
Wprawdzie nie wierzę, by 5-latki coś rozumiały ze złożoności zagadnień poruszanych w muzeum, ale wierzę, że wizyty w tak interaktywnym muzeum zachęcą do zaglądania do niego w latach późniejszych, już z większym zrozumieniem historii.

To muzeum było bodajże pierwszym w Polsce muzeum naszych czasów, takim, jakie dotąd widziałam tylko w Kopenhadze i Berlinie. Jeszcze jakby organizacja obsługi oraz całego ruchu była nieco lepsza, to niewątpliwie poprawiłoby to komfort zwiedzania przy tak olbrzymim natężeniu turystów.
Oby więcej takich ciekawie zorganizowanych muzeów.

czwartek, 17 lutego 2011

Zmartwychwstańcy świętują


Dziś przypada 175. rocznica powstania Zgromadzenia Zmartwychwstania Pańskiego, w Paryżu, na Wielkiej Emigracji. Tę datę zmartychwstańcy zawdzięczają założycielowi - Bogdanowi Jańskiemu, nie jakiemuś księdzu, teologowi, ale "jawnemu pokutnikowi", jak mówił i pisał o sobie. Spuścizna Jańskiego nie tylko przetrwała, ale rozwinęła się na tyle, że w 1842 r. pierwsi bracia złożyli śluby zakonne. Dziś księży i braci ze Zgromadzenia można spotkać w kilkunastu krajach, głównie Europy, ale i obu Ameryk, Australii oraz Afryki (Tanzania).

Polecam dziś te dwie myśli Jańskiego:

Modlić się o wyniszczenie wszystkich nałogów starego człowieka, o zupełne odrodzenie, o żywą wiarę, czysta miłość, niezachwianą nadzieję, o oświecenie myśli, pokrzepienie woli, poskromnienie ciała i wszelkiej pożądliwości.

Kwestia główna to odrodzić się w Chrystusie Panu. Nie można być na pół chrześcijaninem, na pół pobożnym, na pół pokutować i niewielkim wysiłkiem zdobywać wieczność w Bogu. Powinność główna, jedyna – oddanie się całkowicie Panu Bogu.

środa, 16 lutego 2011

Książki są passe


56 proc. Polaków nie przeczytało, nie przejrzało ani nawet nie obejrzało żadnej książki w ub.r. Biblioteka Narodowa dała w ostatnich badaniach Polakom szansę, poszerzając zakres "książki" o albumy, książki w Internecie, e-książki (e-booki). A mimo to taki smutny widok. Zatrważa fakt, że aż 1/4 osób z wyższym wykształceniem zalicza się do tego grona... Przecież wystarczy raz w roku wejść do Empiku, zabawić tam pół godziny przeglądając jakąś kolorową publikację pełną zdjęć, by nie zaliczać się do tej grupy!

Z drugiej strony - nie trzeba badań, by takich wyników się domyślać. Na co dzień obserwuję powolne zanikanie kultury pisanego słowa (nie zaliczam do niego SMS-owania), o czym dobitnie przypominają mi niektóre służbowe maile (litości!) - pisane z dala od elementarnych zasad interpunkcji, a nawet ortografii (!), pełne chaosu niczym strumień niezatrzymanych refleksją myśli. Bo łatwiej zadzwonić i nadawać 10 min. w kółko o tym samym. Jestem zasypywana informacjami, które marnują czas obu stron, ponieważ nic z nich nie wynika, albowiem układanie zdań nie jest domeną nadawcy.
A wydawałoby się, że szkoła średnia, o wyższej nie wspominając, czegoś uczy i do czegoś zobowiązuje...

Z tym większą rozkoszą przeczytałam właśnie dwa niemal perfekcyjnie napisane teksty do najbliższego numeru "Ja Jestem Zmartwychwstaniem", który "się robi".

piątek, 11 lutego 2011

Światowy Dzień Chorych

Wielki market w Poznaniu, przedświąteczne zakupy. Z 20 kas jak zwykle czynne 2-3, wiec kolejki niezbyt krótkie. Poranna pora, przeważają osoby starsze, pokolenie 55+. Przy kasie, w kolejce do której stoję, napis: "W tej kasie pracuje osoba niesłysząca. Dziękujemy za wyrozumiałość". Od razu wyhamowuję, zapominam, jak bardzo irytuje mnie organizacja obsługi w tym sklepie. Autentycznie cieszę się, że wreszcie widać owoce kampanii na rzecz niepełnosprawnych, że jest miejsce dla nich. Super, myślę, wreszcie dojrzewamy jako społeczeństwo.

Obsługa idzie rzeczywiście nieco wolniej niż zwykle, ale kasjer - widać niedługo pracujący - stara się jak może. Jego starania często przypominają miotanie się - koledzy i koleżanki z pracy nie są zbyt wyrozumiali i nie pomagają - zamiast podejść i coś spokojnie wytłumaczyć, krzyczą z końca hali. Człowiek dobrze słyszący ma problem, by zrozumieć, a do dopiero osoba słysząca tylko dzięki aparatowi i sama niewyraźnie mówiąca?

Przy kasie pan w wieku ok. 80 lat, już mniej sprawny i zręczny. Pech chciał, że rozsypuje mu się zawartość portmonetki, gdy chce wydobyć z niej drobne. Ot, może się zdarzyć przecież każdemu... Ręce wykręcone reumatyzmem niesprawnie próbują wyzbierać drobne. Kasjer nie usłyszał tego i nie zauważył, więc nie pomaga, ale osoby w kolejce za tym panem - ani myślą wyjść z pomocą. Słyszę głos młodej emerytki (50-60 lat) z kolejki: "Ty, dziadek, mogłeś sobie wcześniej te pieniądze przygotować, a nie dopiero przy kasie... No i jeszcze mu się wysypały!!!".

Przerażenie. Strach się w bać starości i niedołężności w naszym społeczeństwie, jeśli zaraz nie zaczniemy nad tym pracy u podstaw.

piątek, 4 lutego 2011

Miara człowieczeństwa

Wczoraj z niedowierzaniem wysłuchałam krótkiego reportażu w radiu o 84-letnim warszawiaku, który pozwał bank PeKaO SA za poniżenie, jakiego doznał w tej instytucji finansowej. Domaga się 15 tys. zł odszkodowania. Nie to budzi zdumienie, lecz całe zajście.
A poszło o niemożność godnego załatwienia potrzeby. Przed dwoma laty pan, po długim oczekiwaniu w banku na swoją kolej, podszedł do kontuaru z prośbą o wskazanie mu toalety. Zamiast odpowiedzi usłyszał drwiny, głupie śmiechy. Gdy zwrócił się do kolejnej pracownicy banku - reakcja ta sama.
Gdy w końcu wymógł udostępnienie mu toalety, zaprowadzono go do takiej, która daleko odbiega od dzisiejszych standardów - nie miała światła, więc pan był zmuszony załatwiać potrzeby przy otwartych drzwiach!
Centrum Warszawy, środek Europy, 21. wiek.

Wiek pana nie gra roli, bo każdy człowiek załatwia te same potrzeby i może się znaleźć w podobnym potrzasku. Instytucje mogą się powoływać na jakie chcą przepisy (odpierają zarzuty, twierdząc, że nie muszą udostępniać klientom toalet, pozywający przytacza zgoła odmienne przepisy), ale czy humanitarne zachowania w naszych czasach muszą dyktować przepisy?

Komentarzem do tego niech będą słowa z tegorocznego orędzia papieskiego na Światowy Dzień Chorego:

Jeżeli każdy człowiek jest naszym bratem, to zwłaszcza słaby, cierpiący i potrzebujący opieki musi znaleźć się w centrum naszej uwagi, aby nikt nie czuł się zapomniany lub odrzucony. Rzeczywiście „miarę człowieczeństwa określa się w odniesieniu do cierpienia i do cierpiącego. Ma to zastosowanie zarówno w przypadku jednostki, jak i społeczeństwa. Społeczeństwo, które nie jest w stanie zaakceptować cierpiących ani im pomóc i mocą współczucia współuczestniczyć w cierpieniu, również duchowo, jest społeczeństwem okrutnym i nieludzkim” (Encyklika Spe salvi, 38).

czwartek, 3 lutego 2011

Kwintesencja zwięzłości

Kazanie na trzy zdania? Ano, są i takie.
Mistrzem owej zwięzłości jest ks. Eugeniusz Burzyk, który już w kilku swoich książkach publikował niezwykle treściwe, acz krótkie kazania ("Kazanie espresso"). Na swoim blogu robi to codziennie.
Nic dodać, nic ując, tylko kliknąć.

środa, 2 lutego 2011

Nie gromnica najważniejsza


W naszym tradycyjnym katolicyzmie częściej się mówi o święcie Matki Bożej Gromnicznej (czego nigdy nie mogłam zrozumieć), niż o święcie Objawienia Pańskiego (podstawowa znajomość Ewangelii wystarczy, by tę nazwę rozszyfrować). Ale dzisiejsze święto od 24 lat Janowi Pawłowi II zawdzięcza jeszcze jeden wymiar: to Dzień Życia Konsekrowanego.

Zadziwiające, że dopiero nasz polski papież poświęcił dzień zakonnicom i zakonnikom, że nikt wcześniej - jak mniemam - nie pochylił się tak głęboko nad naszymi siostrami i braćmi, którzy poświęcili swoje życie Bogu. Niczym Chrystus poświęcony przez rodziców, czego pamiątkę dziś świętujemy.

***
Dzisiejsza Ewangelia skłoniła mnie do jeszcze jednej refleksji: jak musieli się czuć rodzice, zwłaszcza matka, pierworodnego syna, gdy poświęcając go w świątyni Panu, usłyszeli niejako przepowiednię o jej ogromnym cierpieniu z powodu tegoż syna?
Czy dziś któryś rodzic na chrzcie swojego wyczekiwanego z miłością dziecka chciałby usłyszeć to, co Symeon powiedział Maryi? Jakby zareagował? Co musi się wydarzyć, by proroczych i okrutnych słów o przyszłości nie puścić mimo uszu, gdy na rękach trzyma się słodkiego bobasa?
Tylko jedna odpowiedź przychodzi mi do głowy: wiara w Ducha Świętego. Warto o niej pamiętać nie tylko od święta.

(fot. Tablica poświęcona salezjanom w Sanktuarium Matki Boleściwej w słowackich Salaskach)