piątek, 4 lutego 2011

Miara człowieczeństwa

Wczoraj z niedowierzaniem wysłuchałam krótkiego reportażu w radiu o 84-letnim warszawiaku, który pozwał bank PeKaO SA za poniżenie, jakiego doznał w tej instytucji finansowej. Domaga się 15 tys. zł odszkodowania. Nie to budzi zdumienie, lecz całe zajście.
A poszło o niemożność godnego załatwienia potrzeby. Przed dwoma laty pan, po długim oczekiwaniu w banku na swoją kolej, podszedł do kontuaru z prośbą o wskazanie mu toalety. Zamiast odpowiedzi usłyszał drwiny, głupie śmiechy. Gdy zwrócił się do kolejnej pracownicy banku - reakcja ta sama.
Gdy w końcu wymógł udostępnienie mu toalety, zaprowadzono go do takiej, która daleko odbiega od dzisiejszych standardów - nie miała światła, więc pan był zmuszony załatwiać potrzeby przy otwartych drzwiach!
Centrum Warszawy, środek Europy, 21. wiek.

Wiek pana nie gra roli, bo każdy człowiek załatwia te same potrzeby i może się znaleźć w podobnym potrzasku. Instytucje mogą się powoływać na jakie chcą przepisy (odpierają zarzuty, twierdząc, że nie muszą udostępniać klientom toalet, pozywający przytacza zgoła odmienne przepisy), ale czy humanitarne zachowania w naszych czasach muszą dyktować przepisy?

Komentarzem do tego niech będą słowa z tegorocznego orędzia papieskiego na Światowy Dzień Chorego:

Jeżeli każdy człowiek jest naszym bratem, to zwłaszcza słaby, cierpiący i potrzebujący opieki musi znaleźć się w centrum naszej uwagi, aby nikt nie czuł się zapomniany lub odrzucony. Rzeczywiście „miarę człowieczeństwa określa się w odniesieniu do cierpienia i do cierpiącego. Ma to zastosowanie zarówno w przypadku jednostki, jak i społeczeństwa. Społeczeństwo, które nie jest w stanie zaakceptować cierpiących ani im pomóc i mocą współczucia współuczestniczyć w cierpieniu, również duchowo, jest społeczeństwem okrutnym i nieludzkim” (Encyklika Spe salvi, 38).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz