piątek, 15 kwietnia 2011

Lektura na Wielki Post


Poruszył mnie taki oto fragment czytanej niedawno, celowo w tym okresie, niesamowitej książki wy-bitnego czeskiego teologa Tomáša Halika „Dotknij ran. Duchowość nieobojętności” (Wydawnictwo Znak, 2010). Zatem dzielę się nim z Państwem (s. 78):

Być może, wciąż nie uświadamiamy sobie w pełni niesamowitej szansy naszych czasów, kiedy to chrześcijaństwo znika z naszej kultury jako jej oczywista rama, jako „religia”, czyli sprawa tradycji, autorytetu, zbiorowości, jako wyprzedany majątek. Przez wiele stuleci, kiedy chrześcijaństwo w taki właśnie sposób było obecne w społeczeństwie europejskim, przynosiło to wprawdzie liczne pożytki kulturalne i społeczne, jednak miliony chrześcijan zostały wyraźnie zubożone o to, co jest w chrześcijaństwie najważniejsze, czyli o doświadczenie nawrócenia, metanoia. Nie tylko w sensie konwersji jako przejścia od niewiary do wiary lub od jednego wyznania do drugiego, ale jako przemiany życia, do której ustawicznie (wzorem proroków) nawoływał Jezus z Nazaretu.
Wiemy z żywotów świętych (…), że taką konwersję (…) naprawdę przeżyli (…) i że tego rodzaju do-świadczenie nie było jedynie przywilejem tych, których Kościół wyniósł do chwały ołtarzy. Mimo to, spoglądając uważnie na historię, nie możemy wyzbyć się podejrzenia, że u milionów dobrych ludzi wyznających i praktykujących (na pewno w większości szczerze, bez hipokryzji) religię chrześcijańską, spokój tej religii, system sprawdzonych zasad, rytuałów i zwyczajów, nigdy nie został naruszony zrodzeniem się wiary jako wolnej osobistej odpowiedzi na osobiście dostrzeżone Boże powołanie.
Być może, na tym właśnie polega ów deficyt, owo pustkowie, które potem tak szybko zagarniają „Syreny tego świata”. Być może, są w tych głębinach palące rany, których nie uzdrowimy misyjnymi trąbami i bębnami w duchu chrześcijańskiego triumfalizmu („Przynosimy wam Prawdę, którą dysponujemy, zdajcie się tylko na nas, a zostaniecie zbawieni”), lecz mocą ran Chrystusa, które od-kryjemy także w sobie, jeśli zostaniemy do głębi poruszeni Chrystusowym wezwaniem do nawrócenia jako przemiany życia.
Być może, chrześcijanie, zamiast obsesyjnie szukać zamaskowanych agentów ciemnych sił pragnących w wyrafinowany sposób obalić „naszą religię” (…), powinni sami starać się o to, aby tu i ówdzie zużyte już formy religii zostały w naszej kulturze naruszone „wywrotową mocą” Ewangelii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz