wtorek, 12 kwietnia 2011

Tak śmiesznie, ża aż strasznie


Śmieję się do łez lub śmieję się przez łzy, czytając reportaże Mariusza Szczygła o Czechach zebrane w jego książkach "Gottland" i najnowszej "Zrób sobie raj". W tej ostatniej Szczygieł pokazuje nam różnych Czechów, różne biografie i różne historie, ale we wszystkich chodzi o kwestie wiary, Boga w życiu i religii.

Każda historia obnaża, jak bardzo nasi południowi sąsiedzi są od nas różni - tak nie znoszą patosu, że największe tragedie obrócą w śmiech (jakkolwiek często brzmi to obrazoburczo, to trudno się nie uśmiechnąć), tak ich w okresie komunizmu wyprano z religijności, że dziś nie wyprawia się niemal WCALE pogrzebów, tak w ich historii trwale zapisały się losy Jana Husa, że do dziś pozostała nienawiść do Kościoła katolickiego, tak im się (pozornie) dobrze żyje bez Boga, że nie widzą powodu sobie życia (pozornie) uprzykrzać.
Krótkowzroczność wielu rozmówców Szczygła, wręcz głupota i powierzchowność jego bohaterów w kwestiach transcendentalnych w miarę pochłaniania tej książki robi się coraz mniej śmieszna, a coraz bardziej żałosna. Tylko czy przypadkiem to, co się dzieje w tym społeczeństwie już teraz nie jest zapowiedzią tego, co może spotkać nasze społeczeństwo za ileś lat? Warto przeczytać te książki pod takim kątem i zawczasu wyciągnąć wnioski, nim kościoły zostaną przerobione na młodzieżowe schroniska.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz