środa, 13 kwietnia 2011

Życie bez wiary

Czym byłoby życie bez wiary - takie pytania nachodzą mnie zwłaszcza w okresie, gdy katolicy w mniejszym lub większym stopniu starają się swojej wierze poświęcić więcej czasu i uwagi.
Gdy tylko próbuję sobie wyobrazić moje życie bez wiary, kończy mi się wyobraźnia. Owszem, bez trudu mogę sobie przedstawić codzienne ziemskie życie bez Boga - jest łatwo, lekko i przyjemnie, ujmując w skrócie. Ale co w miarę zbliżania się do kresu? Co w przypadku konfrontacji z rzeczami ostatecznymi - choćby śmiercią najbliższych osób, jak nie własną? I tu właśnie brakuje mi wyobraźni, bo jak przeżyć takie wstrząsy bez wiary?

"Wiara - ubezpieczenie na wypadek śmierci" - mówią niektórzy cynicy.
Ale znam takich, którzy nawet takim ubezpieczeniem nie są zainteresowani. Poznałam dotąd jedną osobę, która twierdziła, że w NIC nie wierzy. Nie był to przypadek antyklerykała ani agnostyka. Po prostu osoba ta twierdziła, że jej zdaniem życie to życie i nic ani nikt więcej z tym się nie wiąże. - A co po śmierci? - zapytałam. - Nic, do piachu i koniec.
Po tej odpowiedzi zrozumiałam, czemu ta osoba od 20 lat była w trakcie terapii psychologicznej, a chyba nawet psychiatrycznej, była trzeźwym alkoholikiem, za to praktykującym seksoholikiem (przy każdej okazji o tym opowiadającą!).
Na pewno to uproszczenie, ale trudno nie pomyśleć po takim przykładzie, że życie bez Boga nie ma sensu. Nie ma więc po co trudzić wyobraźni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz