poniedziałek, 2 maja 2011

Pozorna radość

Reakcja Amerykanów wiwatujących dziś z okazji zamordowania Osamy bin Ladena zaniepokoiła mnie. Mogę zrozumieć odczucie ulgi, że uznany za najgroźniejszego przywódcę terrorystycznego, nie żyje. Czy jednak to naprawdę ulga? Czy jedynie zaspokojenie żądzy zemsty?

Co nam - zachodniej cywilizacji - ze śmierci przywódcy, który ma takie rzesze naśladowców i następców? Wydarzenia od 2001 roku (nie po raz pierwszy w historii!) pokazują, że odwet rodzi odwet, że daliśmy się wciągnąć w zaklęty krąg. Wojną, zemstą i krwawym odwetem nie poprawimy, a tym bardziej nie zbawimy świata.
Szkoda, że największe mocarstwa tego nie chcą lub nie mogą zrozumieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz