środa, 1 czerwca 2011

Dziecięce zabawy

Jakoś tak przy okazji Dnia Dziecka przypomniały mi się moje ulubione zabawy z dzieciństwa. Wiadomo: sklep, dom, przedszkole, biuro, poczta czyli wszystko to, co było odzwierciedleniem dorosłego życia. Dosłownie - wszystko. Nie mogło więc zabraknąć... "zabawy w kościół". Od czasu do czasu (wcale nie w niedzielę) wcielałam się w rolę księdza - nic to, że dziewczynka, nic to, że żadne domowe sprzęty nie przypominały ołtarzowego i kościelnego wyposażenia. Wyobraźnia wypełniała wszelkie braki!
Na dwóch taboretach rozkładałam cokolwiek płaskiego, co mogło je połączyć, wyciągałam od Mamy serwetkę (obrus), która zakrywała niedogodności prowizorycznego ołtarza, za mszalne naczynia robiły plastikowe kubki z serwisu dla lalek. Mszał - każda odpowiednio gruba i poważnie wyglądająca książka - to nic, że z bajkami. Ale najważniejsze były komunikanty (raczej myślałam "opłatki") i udzielanie komunii (lalkom i misiom). Pchełki, stara gra zręcznościowa znalazła nowe zastosowanie - były opłatkami, które rozdawałam w ramach komunii. Jedynie żałowałam, że pchełki są dwa razy mniejsze niż zwykłe komunikanty.
Nie wiem, jakie głupoty wygadywałam jako ksiądz odprawiający mszę (chyba nie wpadłam na to, by poratować się książeczką do nabożeństwa, bo chyba byłam jeszcze za mała), ale mam nadzieję, że w niebie mieli ze mnie niezły ubaw.

Takiej dziecięcej, wielkiej radości z rzeczy małych wszystkim z okazji ich święta życzę:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz