poniedziałek, 20 czerwca 2011

Wypędzeni

Wysiedleni (Niemcy, Ślązacy) mogą mieć twarz Eriki Steinbach i mówić o sobie wypędzeni.

Mogą też mieć twarz rodziny, która od pokoleń żyła w pewnym, specyficznym regionie, który nie uważał się ani za polski, ani za czeski, ani za niemiecki, ale w którym mówiono albo dialektem, albo po niemiecku. Rodziny, która żyła swoją ziemią, najbliższą okolicą, i która w 1944, 1945 czy 1946 roku była przekonana, że ucieka, ale za chwilę wróci "do siebie", zostawiając pełne szafy, pościelone łóżka i rozpoczęte prace.

Na wojenne rozstrzygnięcia można patrzeć przez pryzmat kilku polityków, którzy zasiedli i uradzili, że odtąd A będzie B, a C stanie się D. Ale nie można wysiedlonym z tej czy innej ziemi odmówić miłości do ich małej ojczyzny - ich krajobrazu, tradycji, ziemi i ludzi, z którymi byli związani bez względu na narodowość. Nie można nie dostrzegać ludzkiego nieszczęścia również po tej stronie.
Mimo doznanych krzywd - stracili wszak wszystko i wiele lat nie wolno im było nawet zajrzeć do swojej małej ojczyzny - nigdy nie przyszło im do głowy upominać się o swoje, a tym bardziej wspierać pomysły pani Steinbach. Takich właśnie Ślązaków-Niemców po raz kolejny poznałam.
Polacy tak samo - z sentymentem, lecz nie z roszczeniami, jeżdżą do Lwowa czy Wilna i nie widzimy w tym nic gorszącego ani zdrożnego (nam się należy, nam wolno). I tak samo mamy do tego prawo, czy to się Litwinom lub Ukraińcom podoba, czy też nie.

2 komentarze:

  1. http://www.rp.pl/artykul/681946-Smierc-kardynala--Sterzinskiego--Niemiecki-piatek-Semki.html

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo ciekawa historia. życzę Panu Semce, by się skupił na tego typu historiach rezygnując z bieżących komentarzy...

    OdpowiedzUsuń