czwartek, 14 lipca 2011

Zielone pomarańcze...


czyli PRL dla dzieci.
Że niby z myślą o dzieciach kupiłyśmy z siostrą tę publikację autorstwa Anety Górnickiej-Boratyńskiej z jakże charakterystycznymi, pamiętanymi zwłaszcza z czasów PRL, rysunkami Bohdana Butenki (słynne wydanie wierszy Brzechwy z tymi ilustracjami pamiętam ze szczegółami do dziś, bardzo mnie bawiły swoją rubasznością).
Niby dla dzieci, ale tak naprawdę połknęłam tę książkę na poczekaniu (żadne to opasłe tomisko, to fakt) i łza zakręciła się w oku. Jakie to fajne dzieciństwo miałam w tych burych latach! Ileż to wspomnień, często groteskowych; ile absurdów, które stały się ulubionymi anegdotami wśród zagranicznych znajomych... Jaka to była szkoła życia! (ot, takie "dyndanie" na trzepaku, o jakim wspomina autorka - kto to dziś robi!)

Książka jest rzeczywiście napisana z myślą o urodzonych po 89 r., i chwała autorom za chęć przybliżenia tamtego życia, ale śmiem wątpić, czy w młodym wieku czytelnicy pojmą coś tak absurdalnego, jak szczęśliwie miniony system Polski Ludowej. Na pewno publikacja wzbudza uśmiech mojego pokolenia i rodziców (pewnie i gorycz). Przy okazji uzmysławia, że te dwa pokolenia mają ze sobą dużo więcej wspólnego niż jakiekolwiek inne w ostatnich czasach. Wszak oba pokolenia wyrastały w jednym, okrutnym systemie i mają wspólnie co wspominać, choć oczywiście z innych perspektyw (dzieci - obciachu noszenia znienawidzonych relaksów, rodzice - z perspektywy trudu zdobycia jakiegokolwiek obuwia dla dzieci). Pokolenie moich rodziców ze swoimi rodzicami nie mogło porozumieć się na temat wojny, bo nawet najlepsza wyobraźnia nie pomoże w zrozumieniu tych, których młodość przypadła na czas walki, okupacji, ogromnej biedy i uciemiężenia.
Mojemu pokoleniu raczej trudno zaś będzie podzielić entuzjazm dla komedii Barei ze swoimi dziećmi...
I dlatego mojego dzieciństwa z żadnym innym bym nie zamieniła, nawet mimo braku pomarańczy na co dzień. Dziś je mam - tak jak i alergię na nie - przez cały rok. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz