czwartek, 25 sierpnia 2011

Na książkowym głodzie

Dostałam od koleżanki kilka tegorocznych numerów "W Drodze". No i jakby czas w tym ostatnio ciągłym pędzie się zatrzymał. Łakomie zapoznałam się ze spisem treści każdego numeru, a potem, zamiast oddać się uczcie intelektualnej rozpraw, wywiadów itp. poważnych tekstów, z jeszcze większym apetytem, rzuciłam się na... opowiadania i prozę Jana Grzegorczyka. Musze to wyznać: Jak ja lubię tego autora! Pochłonęłam już większość jego książek i w przeciwieństwie do większości autorów współczesnych powieści nie darzę go mało chwalebnym tytułem grafomana, którąż to opinią raczę większość pisarzy, którzy na koncie mają więcej niż 2-3 książki.
Dlaczego?
Za żywy język, zazwyczaj wartką (ale bez przesady) akcję, zazwyczaj też pełną ciekawych zwrotów. I za ludzkich bohaterów oraz za tematykę, w której wspólnota parafialna, Kościół odgrywają ważną rolę. Ja po prostu lubię bohaterów Grzegorczyka z ich zaletami, przywarami, ludzkimi głupotami i słabościami :).
A autora cenię jeszcze za dystans i puszczenie oka od czasu do czasu do czytelnika.
Pewnie, jak każdy pisarz, na dłużą metę popada w schematy w swoich powieściach, ale... gdy się jest tak wygłodniałym jak ja, gdy dni mijają na stukaniu mało beletrystycznych tekstów i odkodowywaniu internetowych głupot, to z jakimż upojeniem czyta się takie powieści, nawet jeśli tylko w odcinkach.
Ale co tam - już niedługo Znak zapowiada kolejną powieść, chyba kolejne "Chaszcze" Grzegorczyka. Tymczasem trzeba pomyśleć o czymś równie wciagającym na urlop.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz