środa, 3 sierpnia 2011

Pomoc Watykanu

Najpierw zdziwiłam się, gdy parę dni po tragedii w Japonii usłyszałam, że Watykan przekaże na pomoc ofiarom ...i tu padła kwota, o której pomyślałam, że to musi być pomyłka. Chodziło o 30 lub 50 tys. euro, czyli jakieś 120-200 tys. zł. Traktując Watykan jako niezależne i raczej bogate państwo, do tego kościelne, uznałam, że to dziennikarska pomyłka.
Ale nie minęło pół roku, gdy po raz kolejny państwo watykańskie sięgnęło do kieszeni, by pomóc ofiarom suszy w Afryce. Tym razem depesze poinformowały o 50 tys. euro pomocy ze strony Watykanu dla Afryki. I znów zgryz.
200 tys. zł (w przeliczeniu)na pomoc przy tak ogromnych potrzebach na odległym lądzie, gdzie wciąż kuleje cywilizacja, gdzie samo dostarczenie pomocy idzie w setki tysięcy euro, to śmieszne pieniądze. Za tę kwotę kupi się ledwo małe mieszkanie w dużym polskim mieście.
To śmieszna kwota względem budżetów i pomocy, o jakich mowa w kontekście innych państw, która idzie w setki tysięcy euro i miliony. No tak, ale... W Watykanie mieszka zaledwie tysiąc osób, Watykan nie pobiera podatków (można się kłócić o podatki kościelne spływające do Rzymu z całego świata, niemniej ponoć nie stanowią one przychodów państwa watykańskiego, państwo zarabia na muzeach, pamiątkach, wydawanych monetach, odsetkach bankowych, no i na nieruchomościach... wartych ok. 1,5 mld euro). Nie dotarłam do nowszych danych, ale w 2007 r. Watykan wygenerował ponad 6 mln euro zysku, rok później już 15 mln euro straty. To liczby na poziomie średniej wielkości raz lepiej, raz gorzej prosperującego przedsiębiorstwa.
Przy tych danych 50 tys. euro raz czy dwa razy w roku jako interwencja nieco zmieniają wydźwięk. Ale nadal uważam, że to mało jak na jednostkę kościelną, która przecież - w przeciwieństwie do firm - nie ma komercyjnego celu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz