środa, 17 sierpnia 2011

Spojrzenie na Afrykę

O poprzedniej klęsce suszy w Afryce, tej sprzed 30 lat, słyszałam dzięki licznym akcjom dobroczynnym organizowanym wtedy na całym świecie, nawet w komunistycznej Polsce. Zaczynałam wtedy katechizację w szkole, a moją, najlepszą, katechetką była siostra Achilla. Już Jej imię nadawało anielskości Jej osobie. A do tego niesamowita dobroduszność i wyrozumiałość dla dzieci. Siostra właśnie wróciła do Polski po kilku latach pallotyńskiej misji w Etiopii. Wiele katechez poświęciła więc, ku mojej radości, na opowieści o Afryce, o życiu ich mieszkańców, ilustrując je kolorowymi przeźroczami. Afryka fascynowała kolorami nas, żyjących w mało kolorowych realach PRL-u, ale i wzruszała - smutne spojrzenia wychudzonych etiopskich dzieci sprawiały, że żarliwie znosiliśmy swoje zabawki, przybory szkolne na organizowane zbiórki. I namawialiśmy rodziców na pomoc finansową.

Z tamtej, dziecięcej perspektywy, pomoc dotkniętej suszą Afryce dawała więcej satysfakcji. Dziś, po prawie 30 latach, choć nadal nie mam wątpliwości, że pomagać trzeba, gdy już zginęło 30 tys. dzieci, to pojawia się więcej znaków zapytania czy pretensji. Świadomość, że może nawet połowa ofiarowanych kwot nie dociera do potrzebujących, ale wspiera reżim, wille dyktatorów i wojny domowe, sprawia, że czuję się bezsilna wobec problemów Afryki, tak jak bezsilny wydaje się cały świat, który jednak - w przeciwieństwie do mnie - jednej osoby - ma wiele narzędzi, by pomóc w porządkowaniu Afryki. Ale to przecież nie jest prawie nikomu na rękę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz