piątek, 9 września 2011

Ekologiczny pogrzeb

Ciarki mnie przeszły, gdy przeczytałam w portalu Gazeta.pl "Jak ekologicznie upłynnić ciało". I wcale nie uznałam, że to zabawna gra słów. Zabrzmiało jak poradnik kryminalisty. Niestety cały tekst nie znosi tego odium.

Otóż, autor donosi o dokonaniu amerykańskich naukowców (bo jakżeby innych), którzy wymyślili i już postawili spalarnię ludzkich zwłok pozwalającą na "alkaliczną hydrolizę" ciała po śmierci człowieka. To - w przeciwieństwie do tradycyjnych spalarni - ekologiczna metoda likwidacji ciała, ponieważ nie emituje np. rtęci do atmosfery. I jak zwykle absurd - w kraju, który nie przejmuje się żadną konwencją dotyczącą emisji dwutlenku węgla, który do spółki z Chinami najbardziej zanieczyszcza nasze ziemskie środowisko, rodzą się takie odkrywcze idee. Kpina.

Zawsze byłam zwolenniczką kremacji zwłok (w kontekście moich, po śmierci), a jeszcze lepiej w miarę możliwości oddaniu organów do transplantacji. Dziś w obliczu coraz większych o tym dyskusji wcale nie bronię swojego stanowiska. (A może to kwestia wieku i wprost proporcjonalnego przywiązania do ciała?;) ). Ale "ekologiczne upłynnianie" to jednak różnica. Niby efekt końcowy ten sam, ale nie taki sam.

Czy tradycyjne pogrzebanie zwłok zgodnie z najstarszą tradycją ludzkości jest już luksusem, na który chrześcijanie nie mogą (nie chcą) sobie pozwolić? Czy cmentarze są naprawdę takim obciążeniem ekologicznym i komunalnym, że ludzkość nie może go udźwignąć?

2 komentarze:

  1. Droga Romo, po pierwsze nie powtarzaj politycznych farmazonów o zanieczyszczaniu środowiska dwutlenkiem węgla :) bo to akurat najzdrowszy produkt spalania paliw zawierających węgiel.
    Po drugie, nie jest to może eleganckie ale to po prostu przyspieszenie rozkładu analogiczny do tego pod ziemią.
    A cmentarz to nie jest żadne obciążenie "ekologiczne" - nie bądźmy jak greenpeace, który samochodami jeździ blokować budowe autostrad, czy korzystając z energii elektrycznej korzystają z internetu aby umówić się na blokade budowy elektrowni wodnej, atomowej lub innej:)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ ja się nie podpisuję pod cytowanym artykułem, tylko napisałam o nim, jako o kolejnym kuriozum naszych czasów. No i daleko mi do poglądów Greenpeace'u ;)

    OdpowiedzUsuń