poniedziałek, 5 września 2011

Paryż Allena

Największą krzywdę, jaką najnowszemu filmowi Woodyego Allena można było wyrządzić, było reklamowanie go jako "najbardziej kasowego". Dla mnie pierwszy powód, by na ten film nie pójść do kina.
Dystrybutor lub producent (nie wiem, kto za to odpowiada) najwyraźniej świetnie zna się na rzeczy, ponieważ na "O północy w Paryżu" polscy widzowie chodzą tłumnie do kina. Chociaż można się pocieszać, że to magia Paryża lub magnetyzm Carli Bruni zadziałały do spółki z nazwiskiem autora.
Dla mnie to nieprzerwanie czar mistrza niepowtarzalnych klimatów, spostrzeżeń i dialogów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz