czwartek, 8 grudnia 2011

Sexworker z doktoratem

"Inna seksmisja" - taki tytuł nosił reportaż nadany w TVP 1 w miniony poniedziałek o 22.00. Opowiadał o australijskiej prostytutce, która oddaje swoje ciało niepełnosprawnym i jest jedną z nielicznych kobiet świadczących takie usługi i specjalizującą się właśnie w obcowaniu z niepełnosprawnymi mężczyznami. Mówi o sobie "sexworker" (ale i otwarcie "whore" - dziwka) i ma... doktorat z tego typu pracy i prowadzonych w niej badań! To nie żart.

Oglądałam ten reportaż z rosnącym zdumieniem, wręcz bałam się o stan podłogi, tak mi szczęka opadała. Pani założyła organizację, która pomaga w dotarciu do usług tejże bohaterki (imienia nie pamiętam) i szczyci się, że to pierwsza taka organizacja dopominająca się o prawo do czułości i intymności osób nieuleczalnie chorych - np. z paraliżem, stwardnieniem rozsianym, zespołem Downa. Brzmi dobrze, wszak to pomoc dyskryminowanym - przez życie, los - ludziom, którzy zdani na pomoc innych w najprostszych życiowych czynnościach, nie mają co marzyć o upojnej nocy z kobieta/mężczyzną. Temat może i tabu, ale jakże ludzki i życiowy? Zdrowy człowiek nie może sobie nawet wyobrazić takiej sytuacji...
W reportażu pokazane jest, jak owa "sexworker" się takimi osobami w ramach wynajętego czasu zajmuje, jak je czule dotyka, a występujący w filmie panowie z niebywałą radością opowiadają, że ta kobieta odmieniła ich życie, nadała mu sens. Wręcz wzruszające, trudno nie zrozumieć tych ludzi. Pani prostytutka jawi się w tym reportażu niemalże jako dobry Samarytanin. Jawi się. Nie robi tego za darmo, to nie wolontariat, to nisza do zaorania również w tym biznesie - seksbiznesie. Klient mniej wymagający (nie mówimy o najmłodszej prostytutce, to dosyć dojrzała kobieta - na oko - ok. 40 lat), zdeterminowany, no i konkurencja - jeszcze żadna! A pieniądze - jakimi nie pogardziłby pewnie niejeden doktor.

Nierząd jest nierządem, nawet jeśli pani robi to świadomie, dobrowolnie i... tu największy szok - z ogromną chęcią i satysfakcją, pomaga wszak chromym, zniedołężniałym. Nie tylko się z tym nie kryje, ale wręcz afiszuje. Co jeszcze bardziej szokujące - ma partnera, który to toleruje - więcej - nie ma nic naprzeciw!
Fakt, że "działalności" prostytutki obok zysków przyświeca szczytny cel, nie zmienia tego, że nie uświęca on środków. Oglądając ten reportaż, można było o tym zapomnieć (zwłaszcza widząc szczęście spełnionych mężczyzn). Dlatego wszystko się we mnie gotowało i buntowało i próbowało złapać równowagę. Do teraz mam z nią problemy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz