wtorek, 31 stycznia 2012

Heroizm dnia powszedniego

Zapewne każdy w najbliższym czasie otrzyma liczne prośby o przekazanie 1 proc. podatku czy dowolnej darowizny na czyjąś walkę o zdrowie (zazwyczaj dziecka), zaradzenie jakiejś strasznej biedzie. I może już jest się tym zmęczonym - wszak z jednej strony chciałoby się pomóc, a z drugiej - nie zawsze starcza do pierwszego.
Od trzech lat porusza, żeby nie powiedzieć, że wstrząsa poniższy apel rodziców bliźniaków. Jako chrześcijanie opowiadamy się za życiem, bronimy go w deklaracjach pod każdą postacią, także taką: pełną cierpienia i odmienności.
Nie możemy zrekompensować tym Maluchom ani ich rodzicom potwornego cierpienia, nie możemy ich odciążyć w codziennej walce o zdrowie i jak napisali - godne życie. Warto nadmienić, że oprócz bliźniaków pp. Rozwadowscy mają prawie 5-letnią córeczkę, która przecież też potrzebuje swoich rodziców.
Jedyne, co możemy w obliczu tego dramatu, ale i heroizmu dnia powszedniego tych dzieci i rodziców, to tylko wspomóc ich modlitwą i poprawić ich byt - przyspieszyć rehabilitację, sfinansować konsultacje może z lepszymi specjalistami w odleglejszym miejscu? Każdy datek się liczy.


Adaś przyszedł na świat ze szczeliną w twarzy na ok. 4 cm, z lewostronnym rozszczepem wargi i podniebienia, z zespołem wad wrodzonych zwanym zespołem Goldenhara – ma asymetrię twarzy. Ma niekompletnie wykształconą lewą stronę twarzy. Nie ma lewego ucha. Lewe oko nie zamyka się i nie widzi. Brakuje mu stawu żuchwowego oraz części kości policzkowej. Oddycha przez rurkę tracheotomijną w tchawicy. Nie je i nie pije przez buzię, bo ma zaburzenia przełykania. Jest karmiony przez gastrostomię bezpośrednio do żołądka. Ma refluks żołądkowo-przełykowy. W prawym oku ma narośl i duży astygmatyzm. Cierpi na padaczkę. W jego serduszku wykryto dwie dziurki. Ma krzywy kręgosłup i jest opóźniony ruchowo. Często choruje na zapalenia oskrzeli i płuc. Przebywał pół roku na intensywnej terapii. Przeszedł już kilka operacji, a do wieku dorosłego będzie ich jeszcze kilkanaście.


Stefek urodził się z obustronnym rozszczepem wargi i podniebienia. Przeszedł jedną operację. Czekają go jeszcze dwie lub trzy, długa terapia logopedyczna i inne konsultacje lekarskie.

Zbieramy pieniądze na leczenie i rehabilitację synków. Pomóżcie nam walczyć o ich zdrowie i godne życie.

DAROWIZNY na konto: 15 1060 0076 0000 3310 0018 2615
Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"
ul. Łomiańska 5, 01-685 Warszawa
Koniecznie z dopiskiem:
7576, Rozwadowski Adam i Stefan – darowizna na pomoc i ochronę zdrowia

1% PODATKU
Nazwa OPP: Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"
Numer KRS: 0000037904
W rubryce o informacjach uzupełniających należy wpisać: 7576, Rozwadowski Adam i Stefan
Za okazaną pomoc z góry bardzo dziękujemy.
Rodzice Adasia i Stefka oraz Ani urodzonej 27.06.2007 – Beata i Rafał Rozwadowscy
e-mail: moraczbeata@poczta.onet.pl,
http://nasza-klasa.pl/profile/22962522; http://www.fundacja.dzieciom.pl/7576

piątek, 27 stycznia 2012

Świat stanął na głowie

Szwajcarskiego pochodzenia pisarz i filozof Alain de Botton ogłosił plany postawienia w centrum Londynu... świątyni ateizmu! Ateista twierdzi, że plan jego wysokiej wieży to antidotum na "destrukcyjny stosunek Richarda Dawkinsa do ateizmu".
Najpierw spojrzałam w kalendarz, czy to na pewno nie 1 kwietnia. Potem zaczęłam zagłębiać się w informacje.
Otóż, cytowany filozof i pisarz uważa że potrzeba symbolu nowego ateizmu, a taka świątynia ma być afirmacją 300 mln lat ziemskiego życia.
Oczywiście krytycy pomysłu od razu odpowiedzieli, że jest znacznie więcej pomysłów na wydanie 1 mln funtów, które de Botton przewiduje na tę inwestycję.

Rewelację ogłosił brytyjski dziennik "The Guardian"

czwartek, 19 stycznia 2012

Co to za twór?

Od paru dni pilnie przyglądam się nowemu serwisowi w Onecie: religia.onet.pl i próbuję zdefiniować, o co i o kogo twórcom owego serwisu chodzi.
Niby poświęcony religiom, ale czy duchowości? Chyba niekoniecznie, skoro połowa artykułów opiera się na zasadzie popularności i skandalu. Na pierwszej stronie biją po oczach tak wyświechtane tematy, jak media ojca Rydzyka i skandale w katolickim Kościele oraz "seks i religia".
Choć serwis nazywa się religijnym (religia.onet.pl), to w dziale porad króluje: "Chce wystąpić z Kościoła, ale nie wiem jak!"

Hmm, nie widzę siebie wśród czytelników. Przyglądam się i przyglądam, chętnie poczytałabym o innych wyznaniach, ale odium skandali i ploteczek skutecznie przytrzymuje mnie na przyglądaniu się.

Pożyjemy, zobaczymy, co z tego tworu wyrośnie. Na razie wygląda mi na twór bezpłciowy ze skłonnościami do... ateizmu.

środa, 18 stycznia 2012

Katolik czyta horoskopy - czy tylko?

Pisałam rok temu o przesądach w naszym katolickim narodzie (tu tenże post), ale ostatnio coraz więcej o tym się mówi. Zainteresowanym polecam więc dwa teksty na Deonie:
1. W tym tekście trochę danych o katolikach i wróżbach
2. Tu o ezoteryzmie w Internecie
3. a tu przejmujące świadectwo igrania ze Złem.

Ciemnogród? Zabobony? Średniowiecze?
Nie, XXI w., naród chrześcijański w centrum Europy, nawet jeśli nie nazbyt religijny. Kuriozum.
Zauważam coś jeszcze, coś dużo bardziej niepokojącego, nie tylko w Polsce. Sporo osób, które obraziły się na Kościół i Chrystusa, a poszukujących "czegoś więcej" w życiu trafia mniej lub bardziej świadomie do praktyk okultystycznych. Kościół o tym mówi, ale mam wrażenie, że takie osoby tego głosu albo nie słyszą, albo nie rozumieją.
Zaczyna się czytaniem horoskopów, a na wróżbiarstwie i tarocie kończy, nie widząc w tym nic zdrożnego (a tym bardziej niebezpiecznego) - mówię to na podstawie moich rozmów z osobami z różnych środowisk.
Można się temu dziwić, można to potępiać, ale lepiej przyjrzeć się przyczynom - dlaczego New Age i powiązane z tym praktyki zataczają tak szerokie kręgi. Dlaczego New Age coraz częściej na Zachodzie stawia się na równi z religią: chrześcijańską, muzułmańską? Przyznam, że mnie bardzo zdziwiło, gdy przyglądałam się duńskiemu rankingowi witryn "religijnych", w których autor ujął również te poświęcone New Age, a stanowiły spory odsetek owego rankingu!
Co możemy zrobić? Ja na razie szerzej otwieram oczy - staram się też innym.

wtorek, 17 stycznia 2012

Stanowiska Episkopatu

Wczoraj polski Episkopat wstawił się za TV Trwam w ubieganiu się o koncesję na cyfrowe nadawanie naziemne na pierwszym polskim multipleksie. Wniosek TV Trwam przepadł bowiem w pierwszym podejściu oraz po odwołaniu. W swoim oświadczeniu biskupi napisali:

Wykluczenie stacji o charakterze religijnym w procesie koncesyjnym narusza zasadę pluralizmu oraz równości wobec prawa tym bardziej, że większość mieszkańców naszego kraju to katolicy, którzy powinni mieć zapewniony swobodny dostęp do programów TV Trwam w systemie naziemnej telewizji cyfrowej. Oczekują tego również liczni odbiorcy, w tym wielu chorych i samotnych.


Szkoda, że po raz kolejny Kościół żąda, by wobec tego, co katolickie stosować inną miarę i nie daje się równo traktować - chce być ponad: prawem, zasadami społecznymi czy wolnorynkowymi. Dlaczego? Otóż w żadnym uzasadnieniu KRRiT nie ma słowa o tym, by wniosek nadawcy TV Traw odrzucono z powodów programowych, wręcz przeciwnie - Rada nie zakwestionowała punktów programowych. Powodem jest - jak twierdzi KRRiT - "niestabilna sytuacja finansowa nadawcy". Rozdająca koncesje Rada chce zapewnić odbiorcom multipleksów, że jej nadawcy nie wysypią się po paru miesiącach nadawania albo że ich oferta nie będzie się składała z ciągłych powtórek. Tak to rozumiem. Nie posądzam przewodniczącego Radzie Jana Dworaka o jakieś antyreligijne nastawienie. Widać, biskupi wiedzą więcej.
Decyzja KRRiT nie przekreśla szans TV Trwam na składanie kolejnych wniosków w kolejnych latach. Na obecnej decyzji nie kończy się możliwość cyfrowego nadawania naziemnego w Polsce, wszak to dopiero początek nowej ery.
Wobec nadawców na multipleksie stawiane są określone wymogi. TV Trwam, podobnie jak kilkanaście innych nadawców, których wnioski odrzucono (w tym duże koncerny mediowe), obowiązują przepisy, jak wszystkich. Dlaczego nie mają? Nie chcę kraju, w którym faworyzuje się kogoś z powodu jego przekonań - wszak to uderza w zasadę pluralizmu.

Poza tym, czy cyfrowa naziemna telewizja jest rzeczywiście tematem dla tychże katolików, za którymi wstawia się Episkopat? Szczerze zdziwiło mnie, że to oświadczenie wydano tego samego dnia, co komunikat w sprawie ks. Natanka - dużo bardziej palącej dla katolików i trwającej dłużej kwestii niż tej telewizyjnej koncesji.

niedziela, 15 stycznia 2012

Zdalne laboratorium wiary

Pisałam już o tym, że tak sobie czytamy w naszej parafii mądre kościelne dokumenty. Wszystkim zainteresowanym takową lekturą, a niestacjonującym w Poznaniu, polecam zaś zdalne uczestnictwo w naszym Laboratorium wiary.
Co dwa tygodnie na stronie poznancr.pl publikowane są kolejne materiały na najbliższe spotkanie. Każdy może je pobrać, przeczytać i spróbować sobie odpowiedzieć za zadane pytania. Ot, indywidualna praca z tekstem. Oczywiście spotkanie daje możliwość zrewidowania swojej interpretacji lub pogłębienia wiedzy, ale i taka forma - zaoczna - uczestnictwa zapewne wiele daje.
Zachęcam!
Tutaj materiały do jutrzejszego spotkania.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Każdy powód dobry, by się pokłócić

Smutek wywołuje we mnie cała awantura o Owsiaka. Już od paru lat, głównie z powodu Przystanku Woodstock, w okolicach finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy pojawiają się głosy sprzeciwu i ataki na akcję. W tym roku jednak zarzuty i nagonka, według mnie, sięgają absurdu.
Owsiak budzi kontrowersje (i dobrze - nie jest osobą mdłą, ale to nie znaczy, że trzeba go lubić, by popierać akcję), nie jestem jego fanką, ale rozumiem, czemu porywa młodzież. Nie zmienia to faktu, że co roku dzięki akcji jego pomysłu, za którą stoi sztab wolontariuszy cały rok pracujących charytatywnie, świadczona jest ogromna, jak na polskie warunki, pomoc.

Owsiakowi się zarzuca, że odniósł sukces, że promuje siebie przez tę akcję (szkoda, że ludzie nie widzą, że dzięki sobie, swojej osobowości z roku na rok do pomocy przekonuje więcej ludzi, to nie cel, lecz środek do celu!), w ogóle WOŚP je "be", bo państwo wydaje ogromne kwoty, by obstawić tę akcję. I to ten ostatni argument mnie położył. Argumentujący w ten sposób Łukasz Warzecha w programie Tomasza Lisa nie widzi, ile milionów idzie na obstawianie meczów i kiboli, ile kosztuje organizacja demonstracji i protestów czy marszów niepodległości (z których nic nie wynika), za to wylicza, że kwota, którą "zbiera Owsiak" kosztem "nie wiadomo jakich kwot z państwa" stanowi "jedynie 1 proc. budżetu NFZ", którego "psim obowiązkiem jest wyposażenie oddziałów szpitalnych". I jeszcze zapewnia publicysta - NFZ by pewnie pomógł, ale Owsiak robi błąd, bo wyręcza tę instytucję!
Czy ja śnię, czy Warzecha właśnie sobie kpi z całej publiczności TVP o 22.00?

Czy jest coś zdrożnego w tym, że naród - który w 100 proc. NIE jest katolicki - jednego dnia w roku daje i wspiera, a przez miesiące się przygotowuje i nie szczędzi grosza (finał trwa jeden dzień, ale przecież akcje i aukcje trwają długo przed i po tym finale, często rok trwa zbiórka pomysłów, darów, o tym się mówi cały rok)? Czy jako chrześcijanie zabronimy ludziom bycia dobrymi na ich sposób - czyli promując się przy tym lub przynajmniej nie grzesząc skromnością? Czy może ktoś wysnuje zaraz wniosek, że takie osoby nie mogą być zbawione, bo odebrały swoją nagrodę na ziemi i dlatego akcja jest niefajna, a Owsiak wysłannikiem piekieł? A może chodzi o to, że chrześcijanie mają za złe, że ich akcje nie zdobyły takiej popularności jak ta Owsiaka i że to musi być sprawka jakiegoś "układu"?

Jako chrześcijanin nie biorę serduszka, jeśli wrzucę coś zmarzniętemu wolontariuszowi, nie bawi mnie obnoszenie się z moją szczodrością, ale czy fakt, że wspieram akcję, znaczy, że jestem gorszego typu dobroczyńcą lub że nie wspieram innych akcji? Gdy misjonarz stoi "rozprowadza" kalendarze pod kościołem w zamian za datki, to nikt nie zarzuca katolikom wychodzącym z kościoła, że wrzucając ofiarę, robi to interesownie!
Co to w ogóle za argumentacja?
Rzadko wspieram WOŚP, ponieważ uważam, że robią to miliony, więc swoją szczodrość skieruję podwójnie na mniej promowane akcje, dla pojedynczych osób, mniej instytucjonalnie. Ale to MOJA sprawa, moja decyzja. Za to pewne jest, że WOŚP przypomina, że warto pomagać!

Argumenty i ataki Warzechy i spółki publicystów owiane są jakąś chorą zazdrością i konkurencją. Czytelne jest wstawiennictwo się za Caritasem. Czy Caritas jako organizacja potrzebuje takiej "promocji"? Czy jej zależy na takiej obronie? Śmiem wątpić - bo ci, którzy służą w Caritas, nie liczą się z ziemską zapłatą, robią to z powołania i miłości bliźniego. Z jaką intencją robi to Owsiak i Orkiestra? Nie wiem i nie muszę tego wiedzieć, by komuś pomóc. Ale też nie mnie odczytywać czyjeś intencje.

sobota, 7 stycznia 2012

Kolędowanie i kulig

W Szklarskiej Porębie to mają fajnie. Wprawdzie muszą się wspinać do swojego kościoła na wzgórzu (długie schody - przy gołoledzi nie chciałabym musieć po nich stąpać do świątyni!), ale za to organizują sobie kulig ze wspólnym kolędowaniem za dwa tygodnie. Bo też jest na czym ten kulig zorganizować - podczas gdy my wyglądamy jakichkolwiek oznak zimy, tutejsi mieszkańcy narzekają na klęskę śniegu! Im wyższa część Szklarskiej, a tym bardziej Jakuszyce, tym bardziej przysypane domostwa.


Pozazdrościć albo szybko tu przyjechać nacieszyć się białym szaleństwem i kolędowaniem:)

Chrześcijanie rządzą w necie - 6 stycznia

Spośród 50 religijnych witryn w światowym Internecie najpopularniejsze są strony chrześcijańskie - pokazuje ranking prowadzony od czterech lat przez duńskiego redaktora KirkeWeb Petera Fischera-Nielsena.

Jest to jednak ranking specyficzny, gdyż zlicza i porównuje oglądalność stron tylko 6 stycznia, jak wiadomo jednym z ważniejszych chrześcijańskich świąt. Nic dziwnego więc, że tego dnia na przykład wyznawcy hinduizmu nie wchodzą masowo na żadną ze swoich witryn (brak w "top 50"). Ponadto 26 witryn zliczanych jako chrześcijańskie obejmują łącznie te dotyczące mormonów oraz świadków Jehowy.
Prowadzi strona Biblegateway.com - najwięcej wejść 6.1.2012 (i w poprzednich latach), witryna Watykanu zajmuje 18. miejsce, ale w "top 50" jest aż 15 stron o "orientacji" new age.

Pełen ranking (wprawdzie po duńsku, ale zrozumiały) znajduje się tu: http://e-religion.eftertanke.dk/files/2012/01/top-50-2012.pdf

piątek, 6 stycznia 2012

Trzech Mędrców

Z okazji dzisiejszej uroczystości ciekawa historyjka, która dotarła do mnie internetowym łańcuszkiem. Warta przytoczenia i przydługawej lektury:

- Pozwólcie, ze wyjaśnię wam problem, jaki nauka ma z religia.
Niewierzący profesor filozofii, stojąc w audytorium wypełnionym studentami, zadaje pytanie jednemu z nich:
- Jesteś chrześcijaninem synu, prawda?
- Tak, panie profesorze.
- Czyli wierzysz w Boga.
- Oczywiście.
- Czy Bóg jest dobry?
- Naturalnie, że jest dobry.
- A czy Bóg jest wszechmogący? Czy Bóg może wszystko?
- Tak.
- A Ty - jesteś dobry czy zły?
- Według Biblii jestem zły.
Na twarzy profesora pojawił się uśmiech wyższości - Ach tak, Biblia! - A po chwili zastanowienia dodaje:
- Mam dla Ciebie pewien przykład. Powiedzmy, że znasz chorą i cierpiącą osobę, którą możesz uzdrowić. Masz takie zdolności. Pomógłbyś tej osobie? Albo czy spróbowałbyś przynajmniej?
- Oczywiście, panie profesorze.
- Więc jesteś dobry...!
- Myślę, że nie można tego tak ująć.
- Ale dlaczego nie? Przecież pomógłbyś chorej, będącej w potrzebie osobie, jeślibyś tylko miał taka możliwość. Większość z nas by tak zrobiła. Ale Bóg nie.
Wobec milczenia studenta profesor mówi dalej:
- Nie pomaga, prawda? Mój brat był chrześcijaninem i zmarł na raka, pomimo że modlił się do Jezusa o uzdrowienie. Zatem czy Jezus jest dobry? Czy możesz mi odpowiedzieć na to pytanie?
Student nadal milczy, więc profesor dodaje:
- Nie potrafisz udzielić odpowiedzi, prawda? - aby dać studentowi chwile zastanowienia profesor sięga po szklankę ze swojego biurka i popija łyk wody.
- Zacznijmy od początku, chlipcze. Czy Bóg jest dobry?
- No tak... jest dobry.
- A czy szatan jest dobry?
Bez chwili wahania student odpowiada:
- Nie.
- A od kogo pochodzi szatan?
Student aż drgnął:
- Od Boga.
- No właśnie. Zatem to Bóg stworzył szatana. A teraz powiedz mi jeszcze synu - czy na świecie istnieje zło?
- Istnieje, panie profesorze ...
- Czyli zło obecne jest we Wszechświecie. A to przecież Bóg stworzył Wszechświat, prawda?
- Prawda.
- Wiec kto stworzył zło? Skoro Bóg stworzył wszystko, zatem Bóg stworzył również i zło. A skoro zło istnieje, wiec zgodnie z regułami logiki także i Bóg jest zły.
Student ponownie nie potrafi znaleźć odpowiedzi.
- A czy istnieją chorość, niemoralność, nienawiść, ohyda? Te wszystkie okropieństwa, które pojawiają się w otaczającym nas świece?
Student drżącym głosem odpowiada:
- Występują.
- A kto je stworzył?
W sali zaległa cisza, wiec profesor ponawia pytanie: - Kto je stworzył?
Wobec braku odpowiedzi profesor wstrzymuje krok i zaczyna się rozglądać po audytorium. Wszyscy studenci zamarli.
- Powiedz mi - wykładowca zwraca się do kolejnej osoby - Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa synu?
Zdecydowany ton odpowiedzi przykuwa uwagę profesora:
- Tak panie profesorze, wierzę.
Starszy człowiek zwraca się do studenta:
- W świetle nauki posiadasz pięć zmysłów, których używasz do oceny otaczającego cię świata. Czy kiedykolwiek widziałeś Jezusa?
- Nie, panie profesorze. Nigdy Go nie widziałem.
- Powiedz nam zatem, czy kiedykolwiek słyszałeś swojego Jezusa?
- Nie panie profesorze.
- A czy kiedykolwiek dotykałeś swojego Jezusa, smakowałeś Go, czy może wąchałeś? Czy kiedykolwiek miałeś jakiś fizyczny kontakt z Jezusem Chrystusem, czy tez Bogiem w jakiejkolwiek postaci?
- Nie panie profesorze. Niestety nie miałem takiego kontaktu.
- I nadal w Niego wierzysz?
- Tak.
- Przecież zgodnie z wszelkimi zasadami przeprowadzania doświadczenia, nauka twierdzi ze Twój Bóg nie istnieje... Co Ty na to synu?
- Nic - pada w odpowiedzi - mam tylko swoja wiarę.
- Tak, wiarę... - powtarza profesor - i właśnie w tym miejscu nauka napotyka problem z Bogiem. Nie ma dowodów, jest tylko wiara.
Student milczy przez chwile, po czym sam zadaje pytanie:
- Panie profesorze - czy istnieje coś takiego jak ciepło?
- Tak.
- A czy istnieje takie zjawisko jak zimno?
- Tak, synu, zimno również istnieje.
- Nie, panie profesorze, zimno nie istnieje.
Wyraźnie zainteresowany profesor odwrócił się w kierunku studenta. Wszyscy w sali zamarli. Student zaczyna wyjaśniać:
- Może pan mieć dużo ciepła, więcej ciepła, superciepło, megaciepło, ciepło nieskończone, rozgrzanie do białości, mało ciepła lub tez brak ciepła, ale nie mamy niczego takiego, co moglibyśmy nazwać zimnem. Może pan schłodzić substancje do temperatury minus 273,15 stopni Celsjusza (zera absolutnego), co właśnie oznacza brak ciepła – nie potrafimy osiągnąć niższej temperatury. Nie ma takiego zjawiska jak zimno, w przeciwnym razie potrafilibyśmy schładzać substancje do temperatur poniżej 273,15stC. Każda substancja lub rzecz poddają się badaniu, kiedy posiadają energie lub są jej źródłem. Zero absolutne jest całkowitym brakiem ciepła. Jak pan widzi profesorze, zimno jest jedynie słowem, które służy nam do opisu braku ciepła. Nie potrafimy mierzyć zimna. Ciepło mierzymy w jednostkach energii, ponieważ ciepło jest energia. Zimno nie jest przeciwieństwem ciepła, zimno jest jego
brakiem.
W sali wykładowej zaległa głęboka cisza. W odległym kacie ktoś upuścił pióro, wydając tym odgłos przypominający uderzenie młota.
- A co z ciemnością panie profesorze? Czy istnieje takie zjawisko jak ciemność?
- Tak - profesor odpowiada bez wahania - czymże jest noc jeśli nie ciemnością?
- Jest pan znowu w błędzie. Ciemność nie jest czymś, ciemność jest brakiem czegoś. Może pan mieć niewiele światła, normalne światło, jasne światło, migające światło, ale jeśli tego światła brak, nie ma wtedy nic i właśnie to nazywamy ciemnością, czyż nie? Właśnie takie znaczenie ma słowo ciemność. W rzeczywistości ciemność nie istnieje. Jeśli istniałaby, potrafiłby pan uczynić ja jeszcze ciemniejsza, czyż nie?

Profesor uśmiecha się nieznacznie, patrząc na studenta. Zapowiada się dobry semestr.
- Co mi chcesz przez to powiedzieć młody człowieku?
- Zmierzam do tego panie profesorze, że założenia pańskiego rozumowania są fałszywe już od samego początku, zatem wyciągnięty wniosek jest również fałszywy.

Tym razem na twarzy profesora pojawia się zdumienie:
- Fałszywe? W jaki sposób zamierzasz mi to wytłumaczyć?
- Założenia pańskich rozważań opierają się na dualizmie – wyjaśnia student - twierdzi pan, ze jest życie i jest śmierć, ze jest dobry Bóg i zły Bóg. Rozważa pan Boga jako kogoś skończonego, kogo możemy poddać pomiarom. Panie profesorze, nauka nie jest w stanie wyjaśnić nawet takiego zjawiska jak myśl. Używa pojęć z zakresu elektryczności i magnetyzmu, nie poznawszy przecież w pełni istoty żadnego z tych zjawisk. Twierdzenie, ze śmierć jest przeciwieństwem życia świadczy o ignorowaniu faktu, że śmierć nie istnieje jako mierzalne zjawisko. Śmierć nie jest przeciwieństwem życia, tylko jego brakiem. A teraz, panie profesorze, proszę mi odpowiedzieć - czy naucza pan studentów, którzy pochodzą od małp?
- Jeśli masz na myśli proces ewolucji, młody człowieku, to tak właśnie jest.
- A czy kiedykolwiek obserwował pan ten proces na własne oczy?
Profesor potrząsa głową wciąż się uśmiechając, zdawszy sobie sprawę, w jakim kierunku zmierza argumentacja studenta. Bardzo dobry semestr, naprawdę.
- Skoro żaden z nas nigdy nie był świadkiem procesów ewolucyjnych i nie jest w stanie ich prześledzić wykonując jakiekolwiek doświadczenie, to przecież w tej sytuacji, zgodnie ze swoją poprzednią argumentacją, nie wykłada nam już pan naukowych opinii, prawda? Czy nie jest pan w takim razie bardziej kaznodzieją niż naukowcem?

W sali zaszemrało. Student czeka aż opadnie napięcie.
- Żeby panu uzmysłowić sposób, w jaki manipulował pan moim poprzednikiem, pozwolę sobie podać panu jeszcze jeden przykład – student rozgląda się po sali - Czy ktokolwiek z was widział kiedyś mózg pana profesora?
Audytorium wybucha śmiechem.
- Czy ktokolwiek z was kiedykolwiek słyszał, dotykał, smakował czy wąchał mózg pana profesora? Wygląda na to, ze nikt. A zatem zgodnie z naukowa metoda badawcza, jaka przytoczył pan wcześniej, można powiedzieć, z całym szacunkiem dla pana, ze pan nie ma mózgu, panie profesorze. Skoro nauka mówi, ze pan nie ma mózgu, jak możemy ufać pańskim wykładom, profesorze?
W sali zapada martwa cisza. Profesor patrzy na studenta oczyma szerokimi z niedowierzania. Po chwili milczenia, która wszystkim zdaje się trwać wieczność, profesor wydusza z siebie:
- Wygląda na to, że musicie je brać na wiarę.
- A zatem przyznaje pan, że wiara istnieje, a co więcej – stanowi niezbędny element naszej codzienności. A teraz, panie profesorze, proszę mi powiedzieć, czy istnieje coś takiego jak zło?
Niezbyt pewny odpowiedzi profesor mówi:
- Oczywiście że istnieje. Dostrzegamy je przecież każdego dnia. Choćby w codziennym występowaniu człowieka przeciw człowiekowi. W całym ogromie przestępstw i przemocy obecnym na świecie. Przecież te zjawiska to nic innego jak właśnie zło.
Na to student odpowiada:
- Zło nie istnieje, panie profesorze, albo też raczej nie występuje jako zjawisko samo w sobie. Zło jest po prostu brakiem Boga. Jest jak ciemność i zimno, występuje jako słowo stworzone przez człowieka dla określenia braku Boga. Bóg nie stworzył zła. Zło pojawia się w momencie, kiedy człowiek nie ma Boga w sercu. Zło jest jak zimno, które jest skutkiem braku ciepła i jak ciemność, która jest wynikiem braku światła.
Profesor osunął się bezwładnie na krzesło.

PS
Tym drugim studentem był Albert Einstein. Einstein ma na koncie kilka publikacji poświęconych religii i nauce. Jedna z jego myśli, jakże pasująca na dziś:
Nauka bez religii jest ułomna, religia bez nauki jest ślepa

czwartek, 5 stycznia 2012

(Pseudo)Kolędnicy

Pokolenie dzisiejszych dziadków pamięta jeszcze porządnych, prawdziwych kolędników - takich z diabłem, turem, trzema królami. Wystylizowanych i wyuczonych ról.
Ja pamiętam ich miejską i "blokowiskową" namiastkę - nieudolnie przebrane dzieci (zazwyczaj były to mało atrakcyjne maski - takie z ówczesnych, PRL-owskich sklepów zabawkowych) chodzące po klatkach i śpiewające kolędy. Choć sama sporo występowałam w tym czasie, to podziwiałam je zawsze za odwagę chodzenia od drzwi do drzwi z kolędowym repertuarem. Wiem, że ci mniej fałszujący/ mniej przeinaczający słowa zawsze coś dostali.
Oczywiście były też jasełka, jako inna odmiana tegoż kolędowania.

Pamiętam niesamowitych kolędników z prawdziwego zdarzenia w ... Wigilię przed ok. 15 laty. Trzyosobowa grupa młodzieżowa w oryginalnych kaszubskich strojach, z instrumentami wpadła do nas do mieszkania. Ci to kolędowali! Bogaty, opracowany repertuar pozwalał im na wspólne kolędowanie z nami przez dobrą godzinkę - ku wspólnej uciesze. I to w taki wieczór...

A co mamy teraz? Ani nieprzebranych, ani nieśpiewających ("Przybieżeli do Betlejem coś tam, coś tam" - cytat z filmu "Listy do M.") małolatów wyciągających rękę po zapłatę!

Już od dwóch osób usłyszałam, że wyjaśniły pseudokolędnikom, że za coś takiego wstyd rękę po pieniądze wystawiać. Dziś, gdy na ten temat rozdzwoniły się telefony do radiowej Trójki w audycji "Zapraszamy do Trójki" wielu słuchaczy nie kryło swojego oburzenia "tandetą", "bylejakością", "cwaniackim podejściem dzieciaków". Może tym wyrażonym wprost do nieudanych kolędników oburzeniem przyczynią się do powrotu tej pięknej polskiej tradycji? Byłabym bardzo za.

środa, 4 stycznia 2012

Zmarł niezwykle ceniony egzorcysta

Mówił, że "w obronie przed złymi duchami mogą nam pomóc symbole religijne, jak na przykład krzyż wiszący na ścianie"**. Ks. dr Marian Piątkowski, egzorcysta, w ostatnich latach koordynator polskich egzorcystów. Ten uznany kapłan zmarł wczoraj (3 stycznia) w Poznaniu, dożywszy 84 lat.

Tak napisali o Nim redaktorzy strony internetowej naszej Archidiecezji:
"Ks. Marian Piątkowski był wielkim autorytetem moralnym, wprowadził do archidiecezji poznańskiej Odnowę w Duchu Świętym, był też znanym w całej Polsce kierownikiem duchownym osób poszukujących pogłębienia życia wewnętrznego. Jako egzorcysta był oblegany, a ludzie na spotkanie z nim czekali nawet kilka miesięcy."

*Cytat pochodzi z relacji KAI z wykładu ks. Piotrowskiego z listopada 2009 r.
Źródło: http://ekai.pl/wydarzenia/komentarze/x23350/egzorcysta-krzyz-na-scianie-broni-przed-zlymi-duchami/

wtorek, 3 stycznia 2012

Nowy rok

Początek roku jest zawsze trudny, podobnież zresztą jak szalony koniec roku.
Niby zaczynamy nowy, a wciąż słyszymy podsumowania ze starego roku, najczęściej niezbyt wesołe (zginęli, zmarł, wojny, katastrofy, przewroty). W telewizyjnych podsumowaniach najważniejszych wydarzeń 2011 r. pojawiło się tylko jedno pozytywne - beatyfikacja Jana Pawła II.
Niewiele lepiej z początkiem roku: ledwo człowiek włączy jakieś medium w Nowy Rok, a usłyszy o podwyżkach, cięciach i protestach. I z czego (albo na co) tu się cieszyć 31 grudnia o północy?
Dziś to przynajmniej w Poznaniu można cieszyć się słońcem i... wiosenną aurą :)