czwartek, 5 stycznia 2012

(Pseudo)Kolędnicy

Pokolenie dzisiejszych dziadków pamięta jeszcze porządnych, prawdziwych kolędników - takich z diabłem, turem, trzema królami. Wystylizowanych i wyuczonych ról.
Ja pamiętam ich miejską i "blokowiskową" namiastkę - nieudolnie przebrane dzieci (zazwyczaj były to mało atrakcyjne maski - takie z ówczesnych, PRL-owskich sklepów zabawkowych) chodzące po klatkach i śpiewające kolędy. Choć sama sporo występowałam w tym czasie, to podziwiałam je zawsze za odwagę chodzenia od drzwi do drzwi z kolędowym repertuarem. Wiem, że ci mniej fałszujący/ mniej przeinaczający słowa zawsze coś dostali.
Oczywiście były też jasełka, jako inna odmiana tegoż kolędowania.

Pamiętam niesamowitych kolędników z prawdziwego zdarzenia w ... Wigilię przed ok. 15 laty. Trzyosobowa grupa młodzieżowa w oryginalnych kaszubskich strojach, z instrumentami wpadła do nas do mieszkania. Ci to kolędowali! Bogaty, opracowany repertuar pozwalał im na wspólne kolędowanie z nami przez dobrą godzinkę - ku wspólnej uciesze. I to w taki wieczór...

A co mamy teraz? Ani nieprzebranych, ani nieśpiewających ("Przybieżeli do Betlejem coś tam, coś tam" - cytat z filmu "Listy do M.") małolatów wyciągających rękę po zapłatę!

Już od dwóch osób usłyszałam, że wyjaśniły pseudokolędnikom, że za coś takiego wstyd rękę po pieniądze wystawiać. Dziś, gdy na ten temat rozdzwoniły się telefony do radiowej Trójki w audycji "Zapraszamy do Trójki" wielu słuchaczy nie kryło swojego oburzenia "tandetą", "bylejakością", "cwaniackim podejściem dzieciaków". Może tym wyrażonym wprost do nieudanych kolędników oburzeniem przyczynią się do powrotu tej pięknej polskiej tradycji? Byłabym bardzo za.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz