wtorek, 28 lutego 2012

(Książka) nie tylko dla katolików


Ilu z nas zakończyło naukę o swojej wierze wraz ze szkołą (podstawową, średnią, zawodową)? Pewnie większość. Wielu przypomniało się co nieco przy okazji przygotowań dzieci do Pierwszej Komunii Św. Ale i to nie zawsze, zresztą jaki to poziom wiedzy? Oczywiście, są kazania, rekolekcje, prasa. I książki. Jedną z tych, po którą warto sięgnąć, by albo się więcej dowiedzieć, albo sobie wiedzę usystematyzować, jest książka francuskiego dziennikarza Henriego Tincqa pt. "Katolicy", wydana przez wydawnictwo Nadir Media Lazar w 2010 roku.
Książka nie jest li tylko zbiorem prawd i nauczania Kościoła katolickiego. To małe kompendium wiedzy historycznej, teologicznej oraz analiza stanu obecnego na świecie - dobrze poukładane, bez zbędnych szczegółów. Tak jakby pisana była nie tylko z myślą o katolikach dobrze osadzonych w realiach Kościoła, ale i wszystkich z jego obrzeży albo nawet spoza. Zaletą, choć i trochę wadą (patrz dalej) jest to, że pisze ją autor z innego kraju, zatem z innej perspektywy, co pozwala poszerzyć nasze spojrzenie na światowy Kościół i wiernych. Wadą (niewielką) tego jest fakt, że autor albo nie wie, albo zapomina o tym, że nie we wszystkich krajach przepisy kościelne są takie same. Trochę więc polskiego katolika może drażnić sformułowanie np. o piątkowym poście jako relikcie katolicyzmu. Nie umniejsza to jednak walorów książki, która zbiera dorobek publicystyczny tego religijnego dziennikarza i wzbogaca go o liczne dane sprzed paru lat.

PS szukając okładki tej książki, natknęłam się na dotąd mi nieznaną jej recenzję z "Polityki" autorstwa Adama Szostkiewicza o... takim samym tytule. Dlatego właśnie go nieco modyfikuję.

poniedziałek, 27 lutego 2012

Dzień papieża

Z opublikowanego na stronie WWW TV Religia artykułu o tym, jak wygląda dzień papieża Benedykta XVI, wynika, że papieżowi daleko do emerytury. 84-letnia głowa naszego Kościoła ma cały dzień - od wczesnego ranka po późny wieczór wypełniony pracą z małą przerwą obiadową i na sjestę.

Warto o tym pomyśleć w kontekście toczącego się sporu o wydłużeniu czasu pracy w Polsce. Joseph Ratzinger zaczynał myśleć o emeryturze, gdy został wybrany papieżem. Z opisanego dnia nie wynika, by mimo wieku sobie folgował, a przecież ma prawie 85 lat! Trudno oczywiście tę pracę porównywać do pracy fizycznej wykonywanej przez 40 lat, ale czyż każdy 65-letni emeryt pracował na budowie czy w kopalni?
Chciałabym, bym w wieku 85 lat tak mi się chciało, jak obecnemu papieżowi (lub wielu Jego poprzednikom). Jeśli takiego wieku dożyję.

niedziela, 26 lutego 2012

Gożkie Żale

To nabożeństwo często i wielu kojarzy się z przewlekłym i rzewnym zawodzeniem pieśni opłakujących los męczonego i katowanego Jezusa. Świadoma poziomu wykonawstwa tejże modlitwy potrafię to zrozumieć.
Że tak być nie musi, przekonuje Duszpasterstwo Akademickie Plus z Poznania, które zaprasza w każdą niedzielę Wielkiego Postu na specjalne Gorzkie Żale - mają być one przeżyciem duchowym i estetycznym. Zapowiadają: "W tym roku oprócz aranżacji jazzowych (Piotr Kałużny, wykładowca Akademii Muzycznej w Poznaniu, pianista Hanny Banaszak) oraz klasycznych będzie można usłyszeć prawdopodobnie pierwsze w skali całego kraju aranżacje Gorzkich Żali na flet poprzeczny i na harfę (Michał Zator)."
Jak piszą organizatorzy, "nie chodzi o to, by nabożeństwo zamieniło się w koncert. Każdy wierny będzie mógł włączyć się w śpiew, gdyż linia melodyczna i tekst Gorzkich Żali zostają tradycyjne."

Na razie tylko zapowiadam, ale mam nadzieję, że uda mi się udać w którąś niedzielę. Grzechem byłoby nie skorzystać z tak cennej inicjatywy.

środa, 22 lutego 2012

Kolejna szansa

Znów Wielki Post - takimi słowami zaczyna wielkopostne rozważania ks. Maciej Hipacy Gawlik, zmartwychwstaniec z Wiednia, którego myśli, nazwane tajemniczo "hejnałem", będą się pojawiać na stronie parafii: poznancr.pl.
A ja myślę sobie, że to kolejna szansa: na oddech, na zatrzymanie się. I na przypomnienie sobie, że życie nie dzieje się nad klawiaturą, w samochodowym korku ani sklepach, a już na pewno, że to nie one są jego istotą.
Nawet się cieszę na ten czas, bo w zwariowanym i pełnym pokus świecie ułatwia nam mówienie "nie": nic niewnoszącym w nasze życie książkom i filmom, powierzchownym spotkaniom, pustym rozrywkom. Nie wiem, jak Państwa, ale mnie ten Wielki Czas zachęca do ambitniejszych niż zwykle wyborów.

Ambitnego Wielkiego Postu!

niedziela, 12 lutego 2012

W ciemności

O tym filmie napisano już chyba wszystko. Bardziej oczytani znają relację z kanałów z książki "Dziewczynka w zielonym sweterku" Krystyny Chiger, więc film nie zaskakuje. Wstrząsa, jak każda dobrze opowiedziana historia tych czasów: okrutna, dosadna, niewyobrażalna. Do tego wyśmienicie zagrana.

Siedząc w wypełnionym po brzegi kinie (film grany jest bez przerwy od miesiąca, a chętnych nie ubywa), podczas całego filmu myślałam: co my: 20-, 30-, 40-, 50-latkowie, rozparci w welurowych fotelach ciepłego kina możemy wiedzieć o ludziach z czasu wojny, żyjących 14 miesięcy w miejskich kanałach, w brudzie, zimnie, wilgoci i smrodzie? Na każdym kroku igrających ze śmiercią? Co możemy wiedzieć o emocjach, które nimi kierowały, o ich bólu, cierpieniu i tęsknotach?
Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie cokolwiek z takiej rzeczywistości?

Nie jesteśmy i pewnie nadal nie mieści nam się w głowie, że ludzie ludziom zgotowali taki los. Mnie się nie mieści, bez względu na to, jak często i ile "W ciemności" czy "List Schindlera" obejrzę.
I właśnie dlatego powinniśmy oglądać takie filmy. I dołączać je do kanonu dla kolejnych pokoleń, by choć na przykładzie filmu zrozumiały, jak może się skończyć ludzka nienawiść, ksenofobia i bezkrytyczny pęd za tłumem.

sobota, 11 lutego 2012

Oswojeni

Francuskie sanktuarium maryjne malowniczo położone w Pirenejach – Lourdes. Nie wielkość i bogactwo czy piękno sakralnego obiektu rozświetlonego wiosennym słońcem zrobiła na mnie największe wrażenie, gdy byłam w Lourdes pierwszy raz. Odpowiadały one bowiem moim wyobrażeniom po lekturze przewodnika. Zdumiała mnie zaś ogromna liczba ludzi schorowanych, niepełnosprawnych, chromych – liczebnością znacznie przeważali nad przeciętnymi turystami, choć nie odbywały się tego dnia żadne szczególne uroczystości. Lourdes: dwie bazyliki, krypta, grota św. Bernadety, ale również ośrodki przygotowane na przyjmowanie ciężko chorych i hospicjum. Na ogromnym terenie sanktuarium nie brakuje miejsca dla nikogo.

Kiedy zbliżała się pora nabożeństwa, o czym przypominały dzwony, ciągnęły tłumy nie turystów, ale chorych z ich opiekunami –
z okolicznych budynków ośrodków. Na alejkach i w parku przypominali biblijny obraz chorych idących do nauczającego i uzdrawiającego Chrystusa. Nie czułam litości, patrząc na nich, nawet mimo wyraźnych oznak ich choroby czy zniedołężnienia. Towarzyszył mi podziw: dla spokoju, którym emanowały ich twarze, i ogarniającego ich skupienia. Nie widziałam cierpienia, za to pogodzenie z losem lub nadzieję i wiarę, a na twarzach ich opiekunów – miłość.
Chorzy mają tam swój dzień codziennie.

Obraz ten utkwił w mojej pamięci i przywołuję go każdorazowo, wspominając Lourdes – nie tylko przy okazji Światowego Dnia Chorego. Bo na co dzień w Poznaniu, pracując od rana do wieczora, a czas wolny spędzając w stałym gronie rówieśników, nie ma się okazji obcować z chorobą. W dobie kultu zdrowia, tężyzny fizycznej, dbałości o ciało i dobre samopoczucie nie jest powszechna myśl o tym, że każdego z nas prędzej czy później dotknie cierpienie związane z naszą chorobą lub bliskiej nam osoby, czy też o tym, że śmierć jest nieuchronna.

***
Zaintrygowała mnie myśl przeczytana w zajawce artykułu o. Dariusza Piórkowskiego SJ w portalu Deon.pl:
W powszechnej świadomości wiernych Lourdes kojarzy się głównie z cudownymi uzdrowieniami. A mnie intryguje fakt, że Bernadetta, która sama cierpiała na gruźlicę, chociaż widziała Matkę Bożą i piła cudowną wodę, nie została uwolniona od choroby. I nawet tego wielce nie pragnęła. Co więcej, z czasem miała się coraz gorzej. Nikt jakoś o tym głośno nie mówi. Nadto, przyznam, że z pewnym zakłopotaniem wysłuchałem słów Maryi wypowiedzianych do świętej podczas jednego z objawień: "Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie, lecz w przyszłym". Szokujące i niewygodne stwierdzenie jak na nasze czasy, kiedy wielu wierzących uważa, że zdrowie w życiu najważniejsze.
Polecam cały artykuł: