sobota, 11 lutego 2012

Oswojeni

Francuskie sanktuarium maryjne malowniczo położone w Pirenejach – Lourdes. Nie wielkość i bogactwo czy piękno sakralnego obiektu rozświetlonego wiosennym słońcem zrobiła na mnie największe wrażenie, gdy byłam w Lourdes pierwszy raz. Odpowiadały one bowiem moim wyobrażeniom po lekturze przewodnika. Zdumiała mnie zaś ogromna liczba ludzi schorowanych, niepełnosprawnych, chromych – liczebnością znacznie przeważali nad przeciętnymi turystami, choć nie odbywały się tego dnia żadne szczególne uroczystości. Lourdes: dwie bazyliki, krypta, grota św. Bernadety, ale również ośrodki przygotowane na przyjmowanie ciężko chorych i hospicjum. Na ogromnym terenie sanktuarium nie brakuje miejsca dla nikogo.

Kiedy zbliżała się pora nabożeństwa, o czym przypominały dzwony, ciągnęły tłumy nie turystów, ale chorych z ich opiekunami –
z okolicznych budynków ośrodków. Na alejkach i w parku przypominali biblijny obraz chorych idących do nauczającego i uzdrawiającego Chrystusa. Nie czułam litości, patrząc na nich, nawet mimo wyraźnych oznak ich choroby czy zniedołężnienia. Towarzyszył mi podziw: dla spokoju, którym emanowały ich twarze, i ogarniającego ich skupienia. Nie widziałam cierpienia, za to pogodzenie z losem lub nadzieję i wiarę, a na twarzach ich opiekunów – miłość.
Chorzy mają tam swój dzień codziennie.

Obraz ten utkwił w mojej pamięci i przywołuję go każdorazowo, wspominając Lourdes – nie tylko przy okazji Światowego Dnia Chorego. Bo na co dzień w Poznaniu, pracując od rana do wieczora, a czas wolny spędzając w stałym gronie rówieśników, nie ma się okazji obcować z chorobą. W dobie kultu zdrowia, tężyzny fizycznej, dbałości o ciało i dobre samopoczucie nie jest powszechna myśl o tym, że każdego z nas prędzej czy później dotknie cierpienie związane z naszą chorobą lub bliskiej nam osoby, czy też o tym, że śmierć jest nieuchronna.

***
Zaintrygowała mnie myśl przeczytana w zajawce artykułu o. Dariusza Piórkowskiego SJ w portalu Deon.pl:
W powszechnej świadomości wiernych Lourdes kojarzy się głównie z cudownymi uzdrowieniami. A mnie intryguje fakt, że Bernadetta, która sama cierpiała na gruźlicę, chociaż widziała Matkę Bożą i piła cudowną wodę, nie została uwolniona od choroby. I nawet tego wielce nie pragnęła. Co więcej, z czasem miała się coraz gorzej. Nikt jakoś o tym głośno nie mówi. Nadto, przyznam, że z pewnym zakłopotaniem wysłuchałem słów Maryi wypowiedzianych do świętej podczas jednego z objawień: "Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie, lecz w przyszłym". Szokujące i niewygodne stwierdzenie jak na nasze czasy, kiedy wielu wierzących uważa, że zdrowie w życiu najważniejsze.
Polecam cały artykuł:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz