środa, 13 czerwca 2012

Grzech zaniechania

Nadrabiam właśnie prasowe relacje z wydarzeń sprzed kilkunastu dni - pośmiertnego uhonorowania Jana Karskiego Prezydenckim Medalem Wolności przez Stany Zjednoczone. Karski jako pierwszy przekazał Zachodowi prawdę o Zagładzie Żydów, błagał o interwencję, a całe życie walczył o pamięć i upowszechnienie wiedzy na ten temat.
Dziś, po 70 latach, dużo bardziej świadomi niż pokolenia powojenne, wytykamy aliantom, że wystarczyło zbombardować tory do Auschwitz, by rozwiązać problem lub choćby zmniejszyć bestialstwo hitlerowców. Ale z perspektywy kilkudziesięciu, w odmienionym kontekście geopolitycznym lat łatwo się mówi. Łatwo też się patrzy na taką Zagładę zza oceanu - z  perspektywy tysiąca mil. Bo się jej najzwyczajniej nie widzi; dystans geograficzny pozwala nabrać chłodnego dystansu.

W Syrii giną dziennie setki ludzi, w Darfurze stale przelewana jest krew, na zmiecionym niemal z powierzchni ziemi po kataklizmie Haiti jeszcze długo nie zapanuje porządek i będzie to raj dla oszustów, morderców, handlarzy ludźmi. I zastanawiam się, kto dziś jest takim Karskim, kogo cywilizacja Zachodu nie słucha, bo nie jest w stanie uwierzyć, bo tak wygodniej, bo to nie do wiary. Nie łudźmy się, że media dziś wykonują pracę Jana Karskiego - nawet jeśli rzadko ktoś taki trud podejmie, to raczej niewiele z niego wynika poza wstrząsającym artykułem.
Czy za kilkanaście czy -dziesiąt lat nie stwierdzimy, że wystarczyło gdzieś (w Syrii, Darfurze) tylko zbombardować tory?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz