czwartek, 14 czerwca 2012

Poziom debaty

Od czasu wpisu pt. "Sporne lądowisko" w Poznaniu głośno się zrobiło o lądowisku i Wildzie. I choć sprawa jeszcze się nie skończyła, podobnie jak nie umilkły dyskusje na ten temat, to debata, która się narodziła, nie pozostawia złudzeń - rządzą nią emocje, a nie merytoryczne argumenty, bo tych jest jak na lekarstwo.
Przez ten czas sporo publikowano i mówiono, więc starałam się zapoznać ze wszystkim, do czego się udało mi dotrzeć, przejrzałam wszystkie audycje w telewizjach WTK i ON TV, liczne fora i notatki prasowe (o proteście) i nie wiem nadal nic więcej poza tym, że: każdy poznaniak ma propozycję jakieś "super" lokalizacji dla śmigłowców dla wildeckiego szpitala, wielu dopatruje się zdrady lub sponsoringu wobec tych, którzy protestu nie poparli, wielu jest pewnych, że to nie będzie 1 przelot na dobę, ale każdy chce, by lądowisko powstało jak najbliżej szpitala, bo każdy liczy się z tym, że może się przydać w ratowaniu jego życia, niemniej pod warunkiem, że owe lądowisko nie będzie usytuowane blisko domu tego każdego.

Nadal nie znam powierzchni parku (cytat z jednej z wypowiedzi: "17 lub 18 ha"), nadal nie wiem, dlaczego nikt nie patrzył miastu na ręce, gdy z lądowiska dla jednego śmigłowca zrobiło się miejsce na trzy (o czym Rada Osiedla Wilda dowiedziała się w marcu, ale o czym bynajmniej nie od razu publicznie informowała), nadal nie wiem, kiedy i jak dokładnie składano wnioski (co zawierały, czym były poparte), nadal nie wiem, jakie lokalizacje zgłaszano, poza jedną - dawnym stadionem przy ul. 28 Czerwca 1956 r. (teren prywatny, miasto nie chce / nie ma za co go wykupić), i dlaczego - konkretnie - inne były obalane przez ULC.
Ani jeden dziennikarz nie zadał sensownego pytania (nie mówię o tak oczywistych, jak "Dlaczego państwo protestują"), ani jeden nie pokwapił się sprawdzić opinii ULC - podstawowej strony w tych decyzjach, ani jeden nie poszedł do prezydenta miasta, by zapytać, co jest grane, skoro nikt nic nie wie, a jest wszczynany protest.

Czy którykolwiek dziennikarz zadaje sobie trud, by pomyśleć, że poziom jego relacji wpływa na poziom debaty publicznej - nie tylko tej o politykach, ale tej lokalnej, dotyczącej naszych ulic? Chyba średnio.
Mamy taką dyskusję, jakimi mediami się karmimy i jakich informacji nam się dostarcza - pełną emocji. Dochodzę do smutnego wniosku, że w znanej z rozwagi i pragmatyzmu Wielkopolsce rządzą głównie odczucia i nikomu nie zależy, by zmienić ten stan rzeczy.

1 komentarz:

  1. Dobrze, że zrobiło się głośno, bo jak było cicho, to było źle, prawda? Pisze Pani, że Rada Osiedla nie informowała od razu publicznie - błąd (bo przecież w tak merytorycznie poprawnej dyskusji nie będziemy sobie zarzucać kłamstwa), decyzja została wydana 5 marca, dotarła do Rady po kilku dniach i już 15 marca na swojej stronie internetowej Rada informowała tak publicznie, na ile tylko internet pozwala, oto dowód: http://www.wilda.poznan.pl/index.php/62-ladowiskodecyzja. Mniej publicznie, bo tylko w 1000 egzemplarzy ponownie Rada informowała mieszkańców na łamach pisma "Wilda" wydanego na początku maja - wcześniej nie mogła, bo był to pierwszy numer pisma.
    Niejasności w tej sprawie rzeczywiście jest wiele, począwszy choćby od powierzchni parku i planowanego lądowiska: od "zawsze" wiadomo nam było, że park ma ok. 20 hektarów, od rzeczniczki Urzędu Miasta usłyszeliśmy, że niecałe 18. W decyzji o lokalizacji podane są tylko cząstkowe rozmiary poszczególnych miejsc, które lotnisko (sic! jeśli powstanie tam jakikolwiek budynek, to w myśl Ustawy Prawo Lotnicze będzie to lotnisko)ma zawierać, dyrektor HCP mówi o 5-6% powierzchni parku, tymczasem z mapy dołączonej do decyzji wynika wyraźnie, że chodzi o 1/10 parku.
    Badaniem sprawy zajęli się mieszkańcy Wildy, którym, w odróżnieniu od urzędników miejskich nie jest wszystko jedno. A to nie mieszkańcy powinni szukać alternatywnych lokalizacji, sprawdzać, czy wydane przez prezydenta decyzje zgodne są ze wszystkimi przepisami (już widać, że nie do końca). Tę pracę powinni byli wykonać dobrze opłacani z naszych kieszeni urzędnicy. Nie wykonali, więc zamiast się na nich obrażać, próbują mieszkańcy.
    To samo dotyczy dziennikarzy. Powinni wykonywać swoją pracę.Czy redaktor naczelną dwutygodnika można nazwać dziennikarką czy nie, nie mnie tu w poważnej merytorycznej dyskusji rozstrzygać. Jeśli jednak tak, to czy zadała choć jedno z podsuwanych kolegom po fachu pytań choć jednemu proponowanemu urzędowi? Jeśli nie, to może zamiast źdźbła w oku bliźniego, belkę najpierw w oku swoim zobaczy? A jest jeszcze wiele urzędów do wypytania, można np. zapytać NFZ, czy SOR na pewno musi posiadać lądowisko po to, żeby istnieć, czy po to żeby mieć większy kontrakt. Centrali Lotniczego Pogotowia Ratunkowego proszę już nie pytać czy wydali ekspertyzę dotyczącą lokalizacji "spornego lądowiska" - już wiemy, że ani szpital HCP ani Urząd Miasta Poznania ich o to nie pytał.
    Łatwo jest uprawiać internetowe malkontenctwo, trudniej walczyć z błędami urzędników. Na szczęście jest wśród nas wielu takich, którzy wybierają trudniejsze ścieżki.

    OdpowiedzUsuń