środa, 1 sierpnia 2012

Pourlopowo

W wakacyjnym, nieco zwolnionym tempie, potrzebowałam 10 dni, by zweryfikować wydarzenie tychże dwóch tygodni nieobecności bez pudełka zwanego telewizorem, bez przestrzeni zwanej internetem, które w taksówce do domu zrelacjonował wygadany taksówkarz. 
Najpierw była trąba powietrzna "gdzieś koło Szczecinka". "Panie, 400 ha lasów w pień wyciętych gdzieś tam w Zachodniopomorskiem!". Myślę sobie, że to stosunkowo blisko rodzinnego miasta, ale dobrze, że to nie u nich. Jednak rozmowa z rodzicami kilka dni później pokazała, że to w samych Borach Tucholskich, ergo bardzo blisko rodzinnego domu. Tak czy owak, nie wpływa to na stopień współczucia mieszkańcom - ofiarom tego kataklizmu.

O aferze taśmowej kierowca opowiadał jak o Filipie, co wyskoczył z konopi, tymczasem wystarczyło kilka tekstów w mniej bulwarowych gazetach, by się dowiedzieć, że gdyby premier i reszta ministrów potrafiła i chciała czytać raporty NIK-u i realizować wyciągnięte wnioski (za co chyba też mają płacone?) albo choćby uważać na to, o czym poważniejsze gazety pisały przed rokiem, to afery by nie było. I niektórych osób w resortach też - od dawna.

No i na "deser" sprawa, która nas pierwotnie zamurowała: "rodzice porzucili 2-letnią córeczkę, by pojechać na wakacje do Grecji". To, jak dali się zmanipulować widzowie i słuchacze mediów elektronicznych, utrzymuje mnie w szoku, odkąd sama zobaczyłam ów słynny film i przeczytałam późniejsze relacje ze zdarzenia. Nie pierwszy raz oburza lekkość, z jaką tzw. opinia publiczna pod egidą mediów linczuje rodziców i wzywa prokuratora (bo dziecko płacze?).
Nie żebym pochwalała rodziców, ale czy ktoś z tych mądrych sędziów zadał sobie pytanie, co by zrobił na lotnisku, gdy niespełna godzinę przed odlotem na wymarzone (może pierwsze z dziećmi, może pierwsze w ogóle, a może te jedyne w roku) wakacje odkrywa, że dokument jednego z dwojga dzieci jest nieważny? Czy prośba do opiekunki i dziadków o zajęciem się dzieckiem na czas nieobecności (pewnie tydzień) to karalny czyn? Czy drugie dziecko nie ma prawa do wyjazdu? Czy rodzice mają obowiązek skasować te tysiące złotych za urlop, by wrócić do domu z nosem na kwintę, ale za to w komplecie?
Nie wiem i nie mnie oceniać, jak zachowałabym się w takiej podbramkowej sytuacji. Ale wiem, że taka sytuacja może się zdarzyć każdemu, wcale nie tylko nieodpowiedzialnym rodzicom. Tyle że nie każdego się filmuje i donosi nań do prokuratury i Rzecznika Praw Dziecka, nie znając kontekstu i o nim nie informując.
Wieczna inwigilacja? Problem wiecznie żywy, tyle że w nowych odsłonach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz