środa, 15 sierpnia 2012

Zajumać

Wiedzą Państwo, co to znaczy? Ja usłyszałam o tym osobliwym polskim (?) czasowniku dopiero w kontekście kręcenia filmu, który już jest w kinach, pt. "Yuma". Jeśli komuś ów czasownik przypomina inny zaczynający się na "zaj" i kończy na "ać", to jest na dobrym, acz wulgarniejszym tropie. Znaczy tyle, co zwinąć, ale w określonych okolicznościach i celu. To - jak chcą bohaterowie wspomnianego filmu - zrekompensować sobie coś, co nam (Polakom) odebrano przez lata. Teraz zaś, tj. po otwarciu granic i po zjednoczeniu Niemiec na początku lat 90., było to wykonalne przez mieszkańców nadgranicznych miast. Termin znalazł się w Wikipedii :).
Jak wielki był to proceder, nie wiem, bo trudno opierać się tu na mocno sfabularyzowanej opowieści filmowej, wcześniej zaś nie miałam okazji o tym słyszeć. Że istniał - potwierdzają twórcy filmu opierający się na prawdziwych historiach Polaków, którzy w tamtych czasach (nim Niemcy zdołali się przekonać, że Polacy to złodziejski naród i wprowadzać monitoring do sklepów, ochronę, znakowanie towarów) kradli co popadło z niemieckich sklepów i rozdawali lub sprzedawali w kraju, jako odebrane Niemcom w ramach zadośćuczynienia.
A wszystko to w filmie zestawione z dwoma pielgrzymkami Jana Pawła II do Polski i polskim katolicyzmem. Oczywiście, nie jest to zestawienie biało-czarne. Pokazuje, jak trudne były czasy transformacji, zwłaszcza w małych miejscowościach. Do tego tematu jeszcze wrócę, zainspirowana zbiorem reportaży Mariusza Szczygła "Niedziela, która zdarzyła się w środę", które czytam z łezką w oku.
Wracając do filmu, to jego obejrzenie polecam zwłaszcza wszystkim byłym i potencjalnym klientom firm a la Amber Gold (obietnica niebotycznych zysków nie wiadomo skąd), wszystkim którzy wpadają na "genialne pomysły biznesowe" niczym pan Plichta z żoną (chodząc na skróty), a których postawa sprowadza się do wspólnego mianownika - chciwości. Bo ta objawia się bez względu na czasy, epokę i status ludzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz