niedziela, 23 grudnia 2012

Świątecznie

Z okazji Bożego Narodzenia życzymy sobie i wszystkim wkoło,
abyśmy ujrzeli i uwierzyli, że Słowo, które Ciałem się stało,
zamieszkało i stale jest między nami!

sobota, 22 grudnia 2012

Zamiast... czyli "Bambino Jazzu"

Wiem, że jeszcze chwilka na kolędy, ale uwielbiam ostatnie przygotowania przedświąteczne okrasić właśnie świąteczną muzyką. A tegoroczny hit - dla mnie - dźwięczy mi już w uszach od tygodnia. Muszę się tym z Państwem podzielić. Rozkoszna to piosenka, mam nadzieję, że "Jezu słucha jazzu" z takim uśmiechem jak i ja:)
"Zamiast harf anielskich i kościelnych dzwonów" polecam "solo saksofonu", jak głosi owa piosenka:


Informacja o nagraniu z Polskiego Radia:
„Bambino Jazzu" - świąteczna, żartobliwa piosenka w wykonaniu Doroty Miśkiewicz i Artura Andrusa. Muzykę skomponował Łukasz Borowiecki, tekst napisał Artur Andrus, a nagranie pochodzi z płyty „Święta bez granic". Cały dochód ze sprzedaży tego krążka przeznaczony jest na „Kampanię Wodną PAH" - akcję kopania studni w Sudanie i Somalii, prowadzoną przez Polską Akcję Humanitarną.
W nagraniu „Bambino Jazzu" udział wzięli muzycy grający na autorskiej, platynowej już płycie Artura Andrusa „Myśliwiecka" oraz goście specjalni - gwiazdy polskiego jazzu: Robert Majewski na trąbce, Andrzej Jagodziński na fortepianie i Jan „Ptaszyn" Wróblewski na saksofonie. A teledysk do „Bambino Jazzu", z udziałem m.in. tajemniczego inżyniera Walczaka, ma tylko jeden cel - wywołać uśmiech na twarzy widza. Bo przecież... Wesołych Świąt!

realizacja i produkcja: Mania Studio
zdjęcia: Marcin Gwarda i Szymon Mrozowski
montaż: Marcin Gwarda
reżyseria: Mateusz Winkiel i Marcin Gwarda
kierownik Produkcji: Paweł Wochna

środa, 19 grudnia 2012

Gwiazdkowy prezent parafii dla Wildy

Jak wyglądała Wilda z lotu ptaka w latach 20. minionego roku albo klasy szkolne przed wojną na poznańskiej Wildzie? Takie między innymi fotografie zaprezentowane zostaną na wystawie fotograficznej pt. „Przedwojenna Wilda”, pierwszej tego typu w naszym mieście.

W piątek, 21 grudnia zapraszamy na wernisaż w kościele pw. Zmartwychwstania Pańskiego na Wildzie (przy ul. Dąbrówki 4). Po Mszy św. wieczornej (ok. 19.15) zostanie otwarta wystawa zorganizowana przez parafię we współpracy z dr Magdaleną Mrugalską-Banaszak, na co dzień kierownikiem Muzeum Historii Miasta Poznania w Ratuszu.

- To nasza inicjatywa, podyktowana wyłącznie zainteresowaniem historią dzielnicy, w której zmartwychwstańcy od 89 lat prowadzą parafię. Tak się szczęśliwie składa, że od paru lat przy tego typu historycznych przedsięwzięciach wspiera nas pani Mrugalska-Banaszak, która pochodzi z naszej parafii – mówi ks. proboszcz Adam Błyszcz CR.

Wystawa, która stanie we wnętrzu świątyni, obejmie ok. 80 fotografii sprzed wojny, ukazujących dawną Wildę – jej zabudowę, życie jej mieszkańców, a nawet anonse reklamowe punktów handlowych i usługowych sprzed wojny. Jest to częściowo materiał przygotowywany przez autorkę do albumu „Przedwojenna Wilda. Najpiękniejsze fotografie”, który przed rokiem ukazał się nakładem warszawskiego Wydawnictwa RM. Zobaczymy też liczne, dotąd niepokazywane ujęcia dawnej Wildy.

Wernisaż będzie okazją do nabycia dwóch publikacji poświęconych Wildzie – wspomnianego albumu (w promocyjnej cenie) oraz książki wydanej przez parafię przed czterema laty z okazji 85-lecia parafii księży zmartwychwstańców na Wildzie „Wpisani w Zmartwychwstanie”, przedstawiającej historię dzielnicy i tej wspólnoty parafialnej. Polecamy obie książki na prezent dla wszystkich zainteresowanych historią Wildy i miłośników starej fotografii.

Po obejrzeniu zdjęć w kościele zapraszamy na spotkanie z autorką w Sali portretowej.
Zapraszamy do zwiedzania wystawy w kościele Zmartwychwstania Pańskiego przy okazji Mszy św. – w dni powszednie od 7.00 do 9.00 oraz od ok. 18 do 19.30 (w środy przy okazji adoracji Najświętszego Sakramentu kościół otwarty od 15.00), a w niedziele od 7.00 do 20.30. Wystawa potrwa przynajmniej do końca stycznia.

wtorek, 18 grudnia 2012

Pochwała grudnia


Oto pięć moich powodów, dla których bardzo lubię grudzień. Wbrew słocie/ mrozie, historycznym smutnym rocznicom i wielu innym powodom, na które raczej się narzeka (tłok w sklepach, korki na drogach, pośpiech). I wcale nie z racji Świąt Bożego Narodzenia, które swym blaskiem przykryją cienie przedświątecznej gonitwy i gorączki.

Po 1. bo to miesiąc maryjny. Wyjątkowo sprzyjający śpiewaniu Godzinek, wielbieniu Matki Boga w roratach (o tym niżej). I inna to "maryjność" niż w przypadku października czy maja. Taka bardziej pasująca do prawosławnego nabożeństwa Antykastu. Tak... Godzinki mają coś wspólnego z Antykastem. Może piękno melodii?

Po 2. bo tylko w grudniu odprawiane są roraty. Niby człowiek może w ciągu roku dowolnie chodzić na codzienna Msze św., wstawać tak wcześnie, jak tylko chce. Ale... to nie to samo. Roraty dają zupełnie inną motywację. Wie to ten, kto choć trochę uczęszczał.

Po 3. bo to zawsze okres adwentu. A co za tym idzie - możliwości bardziej wytężonej pracy nad sobą i rekolekcji. A ich od wyboru do koloru, że w tym roku nawet nie ma co pisać o konkretnych propozycjach. Jakikolwiek serwis internetowy (katolicki, rzecz jasna) oferuje nam co najmniej jedną serię adwentowych ćwiczeń pomagających owocnie przygotować się na przyjście Pana. Oferta tak bogata i pociągająca, że człowiek gotów byłby nie pracować albo choć z zakupów zrezygnować, by to wszystko wchłonąć. Mądrości wszak w tym wiele.

Po 4. bo to miesiąc-festiwal dobroci. W grudniu nie da się nie być dobrym. Nie da się choćby nie wysłać charytatywnego SMS-a, podzielić słodyczami z dziećmi z parafialnych grup, nie wspominając o akcjach typu Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom czy Szlachetna Paczka (w naszej parafii Paczka dla Dzieciaczka). Myślę, że jeśli zliczyć wydźwięk wszystkich kościelnych dzieł pomocy przed grudniem i do Bożego Narodzenia, to rokrocznie biją na głowę zasięgiem WOŚP. Nie o licytowanie się z kimś tu chodzi, bo każda akcja to wspaniały przejaw miłości bliźniego, ale zwłaszcza w grudniu ten charytatywny aspekt Kościoła warto bardziej akcentować. Wypada to zwłaszcza nam, świeckim. A zwłaszcza gdy po raz kolejny tzw. opinia publiczna przy okazji rozmów o funduszu kościelnym oskarża Kościół o pazerność.

Trwajmy w tym festiwalu jak najdłużej, nie ograniczając się tylko do dzieł materialnych!

Po 5. bo to miesiąc nadziei.
Choćby się waliło i paliło do Wigilii, to tego dnia przychodzi pokój. Ludzie się uspokajają. Wszystko się wycisza. Zaczynają grać kolędy. I nadzieja na takie chwile trzyma nas przy życiu przez wcześniejsze dni 23.

Wszystkim zagonionym życzę, by zdarzył im się adwent, którym będą mogli się delektować i nim cieszyć, nie przeklinając długiej listy zakupów i jeszcze dłuższej kolejki na poczcie. :)

niedziela, 9 grudnia 2012

Podaj dalej

Pamiętam z dzieciństwa, że jeśli coś wielkiego udało się zrobić w budowanym wówczas nowym kościele, to musieli dołożyć się do tego Belgowie i Niemcy. To tam nasz proboszcz miał jakieś kontakty. To stamtąd płynęły datki na dzwon, a najpierw na mury nowej świątyni. To stamtąd lądowały u nas pokaźne dary żywnościowe i odzieżowe dzielone zwłaszcza wśród budowniczych tej parafii (wtedy budowali głównie parafianie z księżmi, oczywiście po godzinach pracy).
Od 13 lat w drugą niedzielę adwentu mamy Dzień modlitw za Kościół na Wschodzie, ustanowiony przez polski episkopat, by wspierać duchowo i materialnie Kościół w trudniejszej od naszej sytuacji. Jak jest to potrzebne, pokazuje choćby przykład mohylewskiej parafii, o której piszemy w dzisiejszym numerze "Ja Jestem Zmartwychwstaniem".
Jesteśmy to winni – tak jak nam okazano przychylność i pomoc z Niemiec, Belgii, Francji, Włoch czy innych zachodnich krajów, tak my teraz, żyjąc w wolnym kraju i dostatku, możemy i powinniśmy pomagać słabszym i w trudniejszej sytuacji. Po prostu – podajemy dobro dalej.

czwartek, 6 grudnia 2012

Co za kadr!


Wśród 100 zdjęć z mijającego roku, w podsumowaniu Agencji Reuters, znalazło się i takie.
Zresztą, jedno z nielicznych niepokazujących nieszczęścia i wojny.
Oryginał znajduje się tutaj. Warto kliknąć!

wtorek, 4 grudnia 2012

Rorate caeli desuper

No i mamy adwent! I roraty.

W naszym kościele sypnęło ochotnikami - już drugi dzień całkiem licznie wypełniły się ławy naszego kościoła.
Roratnie rozważania podczas homilii dotyczą trudnych (dla nas) słów Chrystusa. I tak dziś rozważaliśmy, czemu św. Mateusz pisze, że ludzie mają "nienawidzić" swoich rodziców, ale już u św. Łukasza mowa o tym, że należy "mniej kochać" swoich rodziców niźli Jezusa.
Zapraszam!

Ludzko o in vitro

Katolicka Agencja Informacyjna w minionym tygodniu opublikowała wyczerpującą rozmowę z abpem Henrykiem Hoserem nt. bioetyki i biotechnologii, w tym in vitro. Nieoceniona to lektura dla tych, którzy nie chcą się karmić wyłącznie papką, ale zrozumieć stanowisko Kościoła. I się do niego przekonać.
Treść pełnej, bardzo długiej rozmowy (ale warto poświęcić jej czas!) na stronie Diecezji Warszawsko-Praskiej.
My zaś planujemy jego potężne streszczenie przygotować do świątecznego numeru naszego parafialnego pisma. Praca już wre:)

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Kaplica Sykstyńska

Gdy w wieku ok. 13 lat przeczytałam sfabularyzowaną biografię Michała Anioła "Udręka i ekstaza" Irvinga Stone'a, moim marzeniem było zobaczyć dzieła tego artysty w rzeczywistości, zwłaszcza Pietę i Kaplicę Sykstyńską.
Ta pasjonująca i obrazowa powieść (podobnie jak każda inna tego autora, który barwnie przedstawił m.in. życie Zygmunta Freuda, Vincenta Van Gogha czy Karola Darwina), zaraziła mnie zamiłowaniem do sztuki.

W ubiegłym roku w końcu zobaczyłam Pietę, ale na Muzea Watykańskie nie wystarczyło czasu. Zresztą, przyjaciele, którzy zjechali pół świata, mówią, że w danym miejscu trzeba sobie zostawić coś na kolejną wizytę; by był powód do powrotu, nie można wszystkiego zobaczyć od razu. Zatem z dniem wyjazdu z Rzymu miałam już listę na kolejną wizytę. Kaplica Sykstyńska była priorytetem podczas ostatniego, listopadowego wyjazdu.
Znajomi próbowali ostudzić nieco ekscytację zobaczenia na żywo fresków Michała Anioła i jego uczniów tym, że kilometrowe kolejki odbiorą mi przyjemność, że z powodu tłumów wyproszą nas po niewielkiej chwili z Kaplicy, że w panującym tam ścisku i tak pewnie wiele nie zobaczę. Ale...
Po 1. kupiliśmy bilety na konkretny dzień i godzinę (!) do Muzeum Watykańskiego bez kolejek, w Internecie (za tę wygodę płaci się 4 euro więcej), zatem kolejki do wejścia nas nie dotyczyły. Poza tym o tej porze roku w dzień powszedni było i tak pustawo.
Po 2. w muzeum nie było spodziewanych tłumów - owszem, grupa za grupą przesuwały się po salach i zmierzały wszystkie w tym samym kierunku, ale jakoś tak udawało nam się lawirować, że nieczęsto napotykaliśmy tłumy.
W samej Kaplicy rzeczywiście było pełno i dosyć głośno, ale po minucie już siedzieliśmy na plastikowych ławach przy ścianie umożliwiających podziwianie fresków. Po 10 minutach kontemplacji zmienialiśmy miejsce - była ciągła rotacja, więc każdą ścianę i sklepienie oglądaliśmy siedząc. I nic ani nikt nie zakłócał wpatrywania się w to niesamowite piękno i symbolikę.
Wszelkie słowa są zaś zbyteczne.
Próbowałam sobie wyobrazić, jakie wrażenie musi robić to miejsce podczas sprawowania w nim nabożeństw. Kolega franciszkanin donosił, że dane mu było uczestniczyć w nieszporach w Kaplicy. Przeżycie ponoć nie do opisania, gdy pojawi się właściwie oświetlenie, znacznie mocniejsze od tego fundowanego turystom.

niedziela, 2 grudnia 2012

Okna Życia na cenzurowanym


Zastanawiam się, jaka logika (wszak nie ta wywodząca się ze starożytności??) kieruje urzędnikami ONZ, którzy zamierzają zwrócić się do Unii Europejskiej z żądaniem wydania zakazu funkcjonowania Okien Życia. Argumentacja? Pozostawienie dziecka uniemożliwi mu w przyszłości poznanie biologicznych rodziców.
Tymczasem podążając za ta troską o wiedzę nt. rodziców biologicznych, dochodzimy do wniosku, że lepiej, by to dziecko zginęło, zamarzło, leżało na śmietniku niż gdyby miało żyć bez teoretycznej możliwości dowiedzenia się za naście lat, kto je urodził (bo kto spłodził będzie nadal niejasne, ja jest i teraz, choćby przy procedurze inseminacji i in vitro od anonimowego dawcy!).
Oczywiście urzędnicy z ONZ to przedstawiciele państw, gdzie aborcja jest na porządku dziennym, więc w wielu krajach praktycznie nie ma problemu z porzucaniem niechcianych dzieci - one są usuwane w pierwszych tygodniach życia płodowego!

Co w głowach ludzi musiało coś zasiać, że dochodzą do tak nieludzkich konstatacji, by jakieś wtórne prawo stawiać nad ŻYCIEM?
Cywilizacja śmierci?

PS Dziecko na fotografii nie pochodzi z Okna Życia.

sobota, 1 grudnia 2012

Mało nadziei

Z obserwacji tegorocznych warsztatów dla rzeczników nasunął mi się jeszcze jeden wniosek: przedstawiciele Kościoła zbyt chętnie obarczają media za całe zło - za antykościelne nastroje, za antyklerykalne nastawienie, za promowanie zła.
Wielu uczestników warsztatów załamywało ręce, że "tak źle z nastrojami antykościelnymi jeszcze nie było".
Kilka osób trzeźwo zwróciło uwagę, że może by zrobić rachunek sumienia i szerzej spojrzeć na sytuację - Kościół po 1989 r. jak nigdy dostał możliwości edukacji, ewangelizacji i mówienia do ludzi: 2 godziny katechizacji w szkole - bez utrudnień logistycznych, możliwości finansowe łatwiejsze niż w okresie komuny, dostęp do mediów, możliwość stworzenia własnych.
I co? I po 20 latach robi wymówki TVN-owi, że jest antykościelny, a młodzież nienawidzi Kościoła. Ale ten sam Kościół nie ma swojej gazety codziennej, która promowałyby chrześcijańską nadzieję i mówiła takim językiem, jakim należy, a nie takim, jaki dyktują stabloizowane dziś media, ma poszczególne inicjatywy, nigdy w całości niefirmowane całym episkopatem (przykład zachwalanego "Gościa Niedzielnego" to dzieło jednej archidiecezji, TV Trwam traktowane jako jedyna katolicka telewizja i właśnie dlatego dobra, Tv Religia - zła, bo prywatna, "Tygodnik Powszechny" atakowany za otwartość, ale gdy spojrzeć na biegun przeciwległy, to z kolei zatrważa pełna lęku i nieufności do świata postawa, daleka od chrześcijańskiej wiary i zaufania Bogu - patrz smutny i straszący potępieniem portal Fronda.pl, na którym nie pamiętam pozytywnej wiadomości).

Najlepsza praca rzecznika będzie tylko przypudrowaniem, jeśli nic prawdziwie nie zmieni się w postawie i strukturach Kościoła. Potrzeba ciężkiej pracy, a nie tylko dyskusji i oświadczeń. Róbmy dobro i dobrze i pokazujmy je wszem i wobec.

Ćwiczenia w praktyce

Podczas tegorocznych warsztatów dla rzeczników instytucji prasowych pracowaliśmy w grupach nad konkretnymi sytuacjami kryzysowymi, czyli takimi, które godzą w wizerunek Kościoła i zostały podchwycone przez media (póki media nie zainteresują się jakaś trudną sytuacją, to kryzysu nie ma). Moja grupa otrzymała do opracowania m.in. przypadek taks w parafii, czyli opłat za posługę duszpasterską. Mieliśmy do tego napisać oświadczenie prasowe. Wyszliśmy z założenia, że coś takiego w całym Kościele nie istnieje. Dlaczego? Ponieważ nikt z naszej czwórki z tym się nie zetknął. Ustaliliśmy, że owszem, ludzie wymieniają się informacjami "ile się daje" - za pogrzeb, ślub itp., ale nie byliśmy świadkami sytuacji, gdy ksiądz lub pracownik z biura parafialnego podaje stawkę.
Nasze oświadczenie Marcin Przeciszewski, redaktor naczelny KAI, bardzo dobrze ocenił, ale pod jednym warunkiem: że jest to prawda, ponieważ tajemnicą poliszynela jest, że w wielu parafiach w Polsce funkcjonuje nieoficjalny cennik. No i zaczęła się dyskusja. Wielu księży stwierdziło, że wolałoby, by taki był wprowadzony, ponieważ bywa różnie z ofiarnością wiernych i zrozumieniem dla potrzeb kościoła (tak banalne rzeczy jak prąd potrzebny do odprawienia Mszy w kościele), poza tym ucięłoby to wiele dyskusji o "drożyźnie", "bogactwie Kościoła" itp. insynuacji.

Ledwo wróciłam do Poznania, miałam okazję przećwiczyć kwestię "cen" w praktyce - "cen za opłatki". I na nic tłumaczenia, że to kwestia indywidualnej ofiarności, a nie handlu...

Coraz częściej doświadczam, że na nic perswazje w tej materii, skoro rozumni ludzie karmią się papką niedouczonych mediów i nie mają dość krytycyzmu, by dopuścić do siebie fakty - a nie wyssane z palca opinie Ruchu Palikota czy SLD.
Z drugiej strony, gdyby w Kościele było więcej solidarności, czyli przepływ między bardziej zamożnymi parafiami czy nawet diecezjami (oczywiste, że we wschodniej Polsce więcej biedy niż w zachodniej, że miejskie parafie mają więcej możliwości finansowych niż wiejskie) i najuboższe wspólnoty (zakonne czy parafialne) nie były zostawiane same sobie, to mielibyśmy chyba niemal świat idealny?

Warto rozmawiać?

Kolejne warsztaty dla rzeczników prasowych instytucji kościelnych w Turnie pokazały, że Kościół nadal nie znalazł złotego środka w kontaktach z mediami. Z jednej strony nie brakuje rzeczników, którzy robią kawał dobrej roboty - dbają o wizerunek Kościoła w mediach, o głoszenie w nich Dobrej Nowiny. Z drugiej strony - sam rzecznik nic nie może, bo ma nad sobą szefa w postaci biskupa lub prowincjała/ generała, którzy niekoniecznie myślą o dobrej komunikacji ze społeczeństwem albo o takich zmianach organizacyjnych, które zapobiegłyby kolejnym kryzysom (a kryzysem są pomówienia o cennik posługi duszpasterskiej w parafii, może nim być bicie dzwonów przed godz. 6 rano itp. wydawałoby się absurdalne, ale wzięte z życia sytuacje).
Nie brakuje przykładów negatywnych, i to wcale nie takich o postawie oblężonej twierdzy, którą najczęściej zarzuca się przedstawicielom instytucji kościelnych (jak w przypadku księży salezjanów z Lubina). Dziennikarz TVN-u, wcześniej "Rzeczpospolitej", Krzysztof Skórzyński, za świetny przykład komunikacji społecznej podał jakieś zgromadzenie sióstr, które na Twitterze promowało akcję "Paciorek za złotówkę", która miała służyć uzbieraniu środków na renowację siedziby. Ludzie! Nie tylko mnie to stwierdzenie wbiło w fotel. Na sali słychać było szum niezadowolenia. "Mamy ewangelizować czy robić marketing?" - pytano wprost. Dziennikarz nieco wycofał się ze swojego zachwytu, przestrzegając przed ośmieszaniem się, ale uznał, że ta akcja mieści się w ramach... No właśnie, jakich ramach? Chyba z ich wyznaczaniem Kościół ma problem.
Jakkolwiek w tym roku nie brakowało dalszych zachęt do występowania w mediach i do rozmawiania z każdym, to po dwóch dniach warsztatu doszłam do wniosku, który zaproponował nam rzecznik prasowy policji Mariusz Sokołowski. To zasada Murphy'ego: "Nigdy nie kłóć się z głupcem - ludzie mogą nie dostrzec różnicy". Dlaczego? Bo uważam, że czasem lepiej zająć się ewangelizacją i duszpasterstwem na swój - nawet jeśli niedoskonały - sposób, niż próbować ludziom wyjątkowo nieprzychylnie nastawionym do Kościoła wyjaśniać, że żyją w błędzie, gdy oni z tego błędu nie chcą być wyprowadzeni.
Nie zawsze warto rozmawiać.