sobota, 1 grudnia 2012

Ćwiczenia w praktyce

Podczas tegorocznych warsztatów dla rzeczników instytucji prasowych pracowaliśmy w grupach nad konkretnymi sytuacjami kryzysowymi, czyli takimi, które godzą w wizerunek Kościoła i zostały podchwycone przez media (póki media nie zainteresują się jakaś trudną sytuacją, to kryzysu nie ma). Moja grupa otrzymała do opracowania m.in. przypadek taks w parafii, czyli opłat za posługę duszpasterską. Mieliśmy do tego napisać oświadczenie prasowe. Wyszliśmy z założenia, że coś takiego w całym Kościele nie istnieje. Dlaczego? Ponieważ nikt z naszej czwórki z tym się nie zetknął. Ustaliliśmy, że owszem, ludzie wymieniają się informacjami "ile się daje" - za pogrzeb, ślub itp., ale nie byliśmy świadkami sytuacji, gdy ksiądz lub pracownik z biura parafialnego podaje stawkę.
Nasze oświadczenie Marcin Przeciszewski, redaktor naczelny KAI, bardzo dobrze ocenił, ale pod jednym warunkiem: że jest to prawda, ponieważ tajemnicą poliszynela jest, że w wielu parafiach w Polsce funkcjonuje nieoficjalny cennik. No i zaczęła się dyskusja. Wielu księży stwierdziło, że wolałoby, by taki był wprowadzony, ponieważ bywa różnie z ofiarnością wiernych i zrozumieniem dla potrzeb kościoła (tak banalne rzeczy jak prąd potrzebny do odprawienia Mszy w kościele), poza tym ucięłoby to wiele dyskusji o "drożyźnie", "bogactwie Kościoła" itp. insynuacji.

Ledwo wróciłam do Poznania, miałam okazję przećwiczyć kwestię "cen" w praktyce - "cen za opłatki". I na nic tłumaczenia, że to kwestia indywidualnej ofiarności, a nie handlu...

Coraz częściej doświadczam, że na nic perswazje w tej materii, skoro rozumni ludzie karmią się papką niedouczonych mediów i nie mają dość krytycyzmu, by dopuścić do siebie fakty - a nie wyssane z palca opinie Ruchu Palikota czy SLD.
Z drugiej strony, gdyby w Kościele było więcej solidarności, czyli przepływ między bardziej zamożnymi parafiami czy nawet diecezjami (oczywiste, że we wschodniej Polsce więcej biedy niż w zachodniej, że miejskie parafie mają więcej możliwości finansowych niż wiejskie) i najuboższe wspólnoty (zakonne czy parafialne) nie były zostawiane same sobie, to mielibyśmy chyba niemal świat idealny?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz