poniedziałek, 3 grudnia 2012

Kaplica Sykstyńska

Gdy w wieku ok. 13 lat przeczytałam sfabularyzowaną biografię Michała Anioła "Udręka i ekstaza" Irvinga Stone'a, moim marzeniem było zobaczyć dzieła tego artysty w rzeczywistości, zwłaszcza Pietę i Kaplicę Sykstyńską.
Ta pasjonująca i obrazowa powieść (podobnie jak każda inna tego autora, który barwnie przedstawił m.in. życie Zygmunta Freuda, Vincenta Van Gogha czy Karola Darwina), zaraziła mnie zamiłowaniem do sztuki.

W ubiegłym roku w końcu zobaczyłam Pietę, ale na Muzea Watykańskie nie wystarczyło czasu. Zresztą, przyjaciele, którzy zjechali pół świata, mówią, że w danym miejscu trzeba sobie zostawić coś na kolejną wizytę; by był powód do powrotu, nie można wszystkiego zobaczyć od razu. Zatem z dniem wyjazdu z Rzymu miałam już listę na kolejną wizytę. Kaplica Sykstyńska była priorytetem podczas ostatniego, listopadowego wyjazdu.
Znajomi próbowali ostudzić nieco ekscytację zobaczenia na żywo fresków Michała Anioła i jego uczniów tym, że kilometrowe kolejki odbiorą mi przyjemność, że z powodu tłumów wyproszą nas po niewielkiej chwili z Kaplicy, że w panującym tam ścisku i tak pewnie wiele nie zobaczę. Ale...
Po 1. kupiliśmy bilety na konkretny dzień i godzinę (!) do Muzeum Watykańskiego bez kolejek, w Internecie (za tę wygodę płaci się 4 euro więcej), zatem kolejki do wejścia nas nie dotyczyły. Poza tym o tej porze roku w dzień powszedni było i tak pustawo.
Po 2. w muzeum nie było spodziewanych tłumów - owszem, grupa za grupą przesuwały się po salach i zmierzały wszystkie w tym samym kierunku, ale jakoś tak udawało nam się lawirować, że nieczęsto napotykaliśmy tłumy.
W samej Kaplicy rzeczywiście było pełno i dosyć głośno, ale po minucie już siedzieliśmy na plastikowych ławach przy ścianie umożliwiających podziwianie fresków. Po 10 minutach kontemplacji zmienialiśmy miejsce - była ciągła rotacja, więc każdą ścianę i sklepienie oglądaliśmy siedząc. I nic ani nikt nie zakłócał wpatrywania się w to niesamowite piękno i symbolikę.
Wszelkie słowa są zaś zbyteczne.
Próbowałam sobie wyobrazić, jakie wrażenie musi robić to miejsce podczas sprawowania w nim nabożeństw. Kolega franciszkanin donosił, że dane mu było uczestniczyć w nieszporach w Kaplicy. Przeżycie ponoć nie do opisania, gdy pojawi się właściwie oświetlenie, znacznie mocniejsze od tego fundowanego turystom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz