środa, 23 stycznia 2013

Duńczycy to mają problemy...

W dunkim Kościele luterańskim (narodowy, czyli tak naprawdę państwowy, należy koniecznie dodać) rozgorzała dyskusja i spór - czy parafia mogła (miała prawo) wymgać od księdza w ogłoszeniu, by był wierzący. Tak, dobrze Państwo czytają - by ksiądz był wierzący - to wcale nie takie oczyiwiste dla duńskeigo społeczeńśtwa. Za to dla wielu święcie oburzonych ogłoszeniem rady parafialnej (w Kościele luterańskim to rada prafialna sama daje ogłoszenia i prowadzin rekrutację na pastora w swojej parafii. Ministerstwo kościelne daje zaś etat) uznało, że parafialnie złamali prawo, wszak duńskie prawo zabrania dystryminować w ogłoszeniu o pracę kogokolwiek z uwagi na wyznanie (lub jego brak). Żeby tymi argumentami posługiwali się tylko ateiści, lewacy, ale nie - ekspert prawa religijnego w Danii, profesor na uniwersytetcie w Roskilde Lisbet Christoffersen wytoczyła takie działa armatnie przeciwko parafii w Viborg. Pani profesor uważa, że od kandydata na księdza można wymagać ukończenia seminarium, teologii, umiejętności pisania i głoszenia kazań (te zajmują centralne miejsce w litrugii duńskiego Kościoła), ale nie wnikać w "osobity stosunek księdza do Boga". Tak uważają przeciwnicy spornego ogłoszenia.

Poplecznicy rady argumentują, że jako członkowie Kościoła mogą oczekiwać, że ktoś kto ma im pomóc w wierze, sam będzie wierzący. Cały sprób jest zaś łapaniem się za słówka. W dyskusji nie mogło oczywiście zabrkanąć głosu dziś emerytowanego, ale księdza, który w 2003 roku "został uznany za niewierzącego księdza" , jak okresla go Kriteligt Dagblad", na łamach którego wczytuję się w ten absurdalny spór. Thorkild Grosbøll, o którym mowa, tak filozoficznie podważa oczekiwanie rady: "Dobry ksiądz nie jest księdzem wierzącym, ale księdzem, który wychodzi naprzeciw tej historii z pełną otwartością i powagą, której wymaga wszelka mowa o egzystencji.

W tle zaś pozostały pytania, o to, co skłoniło parafię do tego, by w ogłoszeniu napisać, że pastor ma być wierzący? Bo to zdaje się być palącym problemem duńskiego Kościoła, a nie przepychanki na prawnicze i filozoficzne formułki, które to właśnie uskuteczniają Duńczycy ze środowiska kościelnego.

My to jednak żyjemy w normalnym kraju i Kościele...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz